niedziela, 30 kwietnia 2017

Minimalizm w ciąży

Miminalizm i ja

Moje zainteresowanie minimalizmem zaczęło się trochę ponad 2 lata temu, kiedy zauważyłam, że ilość posiadanych rzeczy zamiast mnie cieszyć, zaczyna przytłaczać. Od kiedy zmarła moja babcia, nikt z taką jak ona stanowczością nie przychodził już do mojego pokoju, aby pomagać mi w selekcji rzeczy. Ona zawsze przychodziła z czarnym lub niebieskim workiem na śmieci i wypowiadała sakramentalne zdanie o tym, że trzeba wyrzucać i nie należy się tego bać, bo to tylko rzeczy. "Tego, co masz w głowie nikt ci nie zabierze" - przekonywała mnie zawsze i przestrzegała przed gromadzeniem nadmiaru szpargałów. Myślałam o niej, tak szczerze, że ze swoim zamiłowaniem do porządku trochę przesadza i że to bardziej taki typowa fiksacja dorosłego, niż cokolwiek wartościowego. Doceniałam to jednak za jej życia, choć równie często mnie to irytowało. Czasem nie wytrzymywała mojego bałaganiarstwa i sprzątała mi pokój bez ostrzeżenia, wtedy jednak nic nie wyrzucając bez mojej zgody.

Dzisiaj tęsknię trochę za wyjącym odkurzaczem i warunkiem, że nie wyjdziemy na spacer, ani nie pojedziemy na wycieczkę, póki nie posprzątam. Tak miło wrócić do czystego domu. A tak beznadziejnie do chaty, w której wszystko jest porozrzucane i zapomniało się wyrzucić śmieci czy pozmywać, a nawet pościelić łóżka.

Ciąża i komsumpcjonizm

Ale do rzeczy - teraz jestem w ciąży, no i jak się ma minimalizm do tego stanu?
Otóż świat, szczególnie świat marketingu, woła do kobiet w ciąży (wykorzystując popularne już w naszej kulturze hasła):

To jest twój czas.
Nie żałuj sobie.
Dbaj o siebie.
Zasługujesz na to.
Wolno ci, bo jesteś w ciąży.
Ciesz się ciążą.

Co tłumaczyć można (dosadniej):
Jedz, ile chcesz i co chcesz. Jesteś w ciąży, masz szczególne prawa. Czasem czujesz się gorzej i masz ochotę tylko na frytki, albo na czekoladę. I to w chorych ilościach. Nie myśl o tym, jedz, bez wyrzutów sumienia.

Kupuj wszystko, na co masz ochotę. Dla siebie i dla dziecka. Przemaluj pokój na różowo. Twoje dziecko ma już dość ubranek? Skompletuj wyprawkę. Niczego nie może zabraknąć, zapoznaj się więc z nowościami.

Chcesz gazetę? Wiesz, że są gazety dla ciężarnych? I książki, książki! A może forum dyskusyjne, gdzie poznasz nowe koleżanki? O, albo grupa na Facebooku. Obejrzyj jeszcze sobie te zdjęcia na instagramie, gdzie inne mamy pokazują zgrabne ciała i niewielkie brzuszki. Zobacz co noszą. Też chcesz to mieć? Wystarczą dwa kliknięcia...

Zmęczyłam się, w ciąży wolę minimalizm


Przyznaję, zmęczyłam się przekazem kierowanym do kobiet w ciąży. Bardzo szybko odkryłam, że wolę się od tego częściowo odciąć. Że ten, hm, współczesny model kobiety w ciąży to nie jestem i nie będę ja. Oczywiście nie chcę chodzić w workach na ziemniaki, ale też nie zrobię zakupów w żadnym ciążowym butiku, bo ceny godzą w moje konsumenckie sumienie. Nie chcę być też jedną z osób, które będą kompulsywnie zaopatrywać się w nowe ciuszki dla dziecka przy okazji każdego wyjścia do miasta, tylko dlatego, że skoczył mi progesteron.

Z drugiej strony, nie jestem też za tym, żeby odmawiać sobie wszystkiego, chodzić w porozciąganych rzeczach i nie nabywać żadnych nowych, starać się nikogo nie informować o odmiennym stanie i kupować wszystko używane lub pożyczać.

Od początku ciąży szukam złotego środka w tej nowej dla mnie sytuacji.

Wyeliminowanie szumu informacyjnego

Na pierwszy ogień poszły fora, broszury, książki i porady innych ludzi. Zrezygnowałam z wchodzenia na fora, żeby nie niepokoić się symptomami ciążowymi u innych, nieznanych mi przecież kobiet i pozostałam w sporadycznym kontakcie z jedną internetową koleżanką. Wkrótce okazało się, że kilka moich realnych znajomych jest na podobnym etapie ciąży i od czasu do czasu rozmawiam z nimi.

Książkę o ciąży mam jedną i zrezygnowałam z pomysłu czytania jej od deski do deski. Większość treści i tak mnie nie dotyczy, bo poruszane są tam także tematy wszelkich możliwych dolegliwości oraz schorzeń towarzyszących. Gazetki i broszury odziedziczone po koleżance trzymam w jednym pudełku i od czasu do czasu coś czytam, a zaraz potem - wyrzucam. Wystarcza mi zajrzenie do jakiejś publikacji raz na parę tygodni, spojrzenie co kilka dni do aplikacji mobilnej oraz konsultacje z moją panią ginekolog.

O porady pytam innych tylko wtedy, kiedy faktycznie jakiś temat mnie męczy i chcę się czegoś dowiedzieć. Nie poruszam z każdym tematu ciąży z byle powodu, tylko po to, żeby o czymś pogadać. Najczęściej na pytania o ciążę odpowiadam, że czuję się dobrze i opowiadam, jak się rozwinęło dziecko w ostatnim czasie, a potem przechodzę do kolejnego tematu.

Kompletowanie przemyślanej wyprawki

W internecie roi i różnych publikacjach roi się od gotowych list wyprawek dla malucha. Każdy ze znajomych ma też na ten temat swoje zdanie, a wybór na rynku jest ogromny. Moim zdaniem, warto porozmawiać, z osobami, którym ufamy oraz przejrzeć kilka przykładowych list, a później opracować własną. Lepiej, żeby czegoś na niej zabrakło, niż żeby było za dużo. Po urodzeniu dziecka zawsze będzie można dokupić brakujące elementy. W miarę możliwości warto też rozejrzeć się za używanymi rzeczami. W moim przypadku był to karton ubrań od koleżanki, za który zapłaciłam symboliczną kwotę nieprzekraczającą 100zł, a mam już właściwie wszystko, czego potrzebuję na pierwsze trzy miesiące. Nowych ubranek kupiłam zaledwie trzy zestawy, wszystkie na wyprzedażach. Dostałam już też jedno ubranko od znajomej. Oczywiście wzruszają mnie słodkie printy na ciuszkach, ale zdaję sobie sprawę, że w ciągu kilku miesięcy cała garderoba córki będzie do wymiany. Dlatego - od kiedy mam już wszystko, co uznałam za potrzebne, nie odwiedzam działów z rzeczami dla dzieci. Nie mam nawet takiej pokusy, dziecięce działy i sklepy krzyczą milionami kolorów, a ja mam po prostu ochotę na trochę spokoju. Według mnie - to nie rzeczy, a spokój ducha jest prawdziwym luksusem.


Garderoba w ciąży

Receptę mam prostą, co kilka tygodni porządkuję rzeczy i chowam to, co mnie uciska lub wystaje mi spod tego brzuch. Niektórych rzeczy nawet się pozbywam, jeśli wiem, że po ciąży już nie będę ich nosiła. A to co będę nosić, odkładam czym prędzej, żeby tego nie rozciągnąć. To doskonały czas na porządki w szafie! Od początku ciąży dokupiłam nie więcej niż dwadzieścia elementów garderoby (licząc razem z bielizną). Dostałam też trochę używanych rzeczy po koleżankach. Ciąża nie musi się równać wymianie całej szafy. Każda kobieta ma też swoje preferencje, niektóre nie kupują nawet ciążowych spodni - spotkałam się z poglądem, że są niewygodne, chociaż mi osobiście bardzo odpowiadają. Nie ma więc sensu pisać, co NALEŻY mieć. W każdym razie nie trzeba mieć wiele, ale rzeczy powinny być spójne stylowo i kolorystycznie.


Jedzenie dla dwojga, a nie za dwoje



Jestem w siódmym miesiącu i przytyłam na razie sześć kilogramów, co uznaję za dobry wynik. Nie obżeram się, a na słowa "ty możesz, bo jesteś w ciąży" reaguję z reguły alergicznie i od razu zaprzeczam. Nie, nie mogę. Oczywiście, kiedy w pierwszym trymestrze większość produktów żywnościowych przyprawiała mnie o mdłości, a jedynym atrakcyjnym jedzeniem na całej planecie wydawały mi się frytki, to po prostu je jadłam. Ale nie cały kontener frytek, tylko jedną porcję, a potem starałam się znaleźć coś bogatszego w składniki odżywcze, jeśli jeszcze byłam głodna.

Wizualizuję sobie cały czas, niczym w bajcie "Było sobie życie", że wszystko, co zjem, mój organizm rozbija na bazowe składniki odżywcze i przy okazji każdego posiłku karmi też moją córeczkę przez pępowinę. Wtedy jedzenie żelków czy czekolady nabiera zupełnie nowego sensu. Po prostu pamiętam, że ona tam jest i że dużo lepiej zrobi nam obu owoc, niż słodycze, albo ziemniaki w formie purée, niż frytki. Nie zmienia się to jednak w paranoję. Za to bez skrępowania mówię o tym, że naprawdę mam większą ochotę na owoce niż na ciasto i osoby, które odwiedzam wykazują zrozumienie. Bardzo mnie to cieszy!

Przed obżeraniem się powstrzymuje mnie nie tylko myśl o przytyciu, ale po prostu fizjologia. Nie potrafię jeść zbyt wiele, bo czuję, że brakuje mi miejsca. Instynktownie sięgam też po lekkie rzeczy, bo nie przepadam za zaparciami czy refluksem (ten drugi objaw na szczęście pojawia się sporadycznie).


Ciąża w głowie - czy jestem jeszcze sobą?



Wiele kobiet i ich partnerów wyznaje, że progesteron zawraca im w głowie, odwracają się priorytety, pojawia się syndrom wicia gniazda, zmieniają się preferencje smakowe - po prostu świat zaczyna się wywracać do góry nogami. Bardzo się tego, szczerze mówiąc, bałam. Tego, że stanę się kimś innym, że stracę kontrolę i przestanę panować nad swoim zachowaniem i zachciankami. Że zacznę jeść ogórki z nutellą, zmienię się w wieloryba, będę wąchać proszek do prania dla niemowląt i codziennie zachwycać się ciuszkami dla małej, każę mężowi spać na kanapie, wszystkich będę zamęczać opisami swojego stanu, a na koniec - nie oprę się pokusie wrzucania do mediów społecznościowych USG, czego bardzo nie chciałam.

Tak się jednak nie stało. Nie czuję tego tsunami progesteronu, które na mnie spłynęło i powinno teraz ogarnąć moją świadomość niczym różowa, narkotyczna chmurka. Myślę, że dużo zależy od nastawienia. To jak z bridezillą - tak jak nie każda panna młoda zmienia się w autorytarną, rozkapryszoną księżniczkę, tak nie każda młoda mama podporządkowuje sobie cały świat i przechodzi transformację w zupełnie inną osobę. Przynajmniej - nie musi to mieć nic wspólnego z negatywnymi zmianami. Mogą to być zmiany na lepsze, jak na przykład - uporządkowanie domu, porządki w szafie, w głowie... Albo większa uważność na codzień, dyscyplina, lepsza organizacja.

Jeśli nie skupia się na sferze materialnej, można znaleźć mnóstwo przestrzeni na samodoskonalenie. I mam nadzieję, że to mi się udaje.

Na koniec przytoczę kilka wypowiedzi innych osób, które w ciąży kierowały się zdrowym rozsądkiem i nie dały się porwać fali konsumpcjonizmu.*

"Nie interesowałam się minimalizmem w ciąży, ale instynktownie dopiero kiedy w niej byłam zasmakowałam minimalizmu prawdziwego. Kiedy w pewnym momencie miałam tylko 3 bluzki i 2 pary spodni czułam się wspaniale. Ale to było raczej instynktownie, zanim dowiedziałam się że taki sposób życia zwie się minimalizmem. A co do mediów, faktycznie, zalewała mnie fala reklam i gadżetów darmowych, byle tylko kupować więcej, bo przecież byłam w ciąży więc zasługiwałam na WSZYSTKO. Koszmar."
- Martyna Ryszko

"Prawda jest taka że ja nie bardzo cokolwiek kupowałam.  Ze względu pewnie na mój wiek [20 lat] wszyscy rzucili się by kupić mi wszystko. Głównie kompletowaniem wyprawki zajęła się moja mama. Zrobiłam jej listę i wszystko z listy okazało się przydatne.  Dostałam za to wiele nie trafionych rzeczy jak buty (really, dziecko przecież nie chodzi i nie będzie jeszcze długo), chodzik (nikt mnie nie pytał co sądzę na ich temat), nowe ciuszki (używanych w świetnym stanie i tak mam za dużo),  patyczki do uszu dla dzieci (zwykłe są spoko, nie wepchnę dziecku ich do mózgu) i pewnie jeszcze sporo innych rzeczy. Co do rzeczy które ja wybierałam uważam że kupiłam za dużo pieluch wielorazowych ale były sprzedawane w komplecie na allegro więc nie bardzo miałam wybór. Kupiłam też smoczek z jednorożcem którego Dalia nie używa ale był z JEDNOROŻCEM. Kupiłam ekstremalnie mało rzeczy i bardzo się cieszę. Wzięłam to co dostałam po innych dzieciach i cieszę się że mogę dać tym rzeczom nowe życie."
- Pamela Zwolińska

*Jeśli chcesz dodać coś od siebie, to chętnie dopiszę tu Twoją wypowiedź, post pozostaje otwarty. :)

piątek, 28 kwietnia 2017

Jak zyskać wolność na studiach? Poradnik IOSowca.



Jeśli masz ochotę studiować na własnych warunkach, to IOS (indywidualna organizacja studiów) będzie doskonałym rozwiązaniem. Za chwilę matura, a później zapisy na uczelnię. Być może niektórych już teraz dręczy fakt, że z jednej ograniczającej wolność placówki, przejdą pod skrzydła kolejnej. Ale może wcale nie musi tak być?

Jest mnóstwo sposobów, żeby mieć ciasko i zjeść ciastko, w wielu sytuacjach. W przypadku studiowania i chęci (lub konieczności) prowadzenia intensywnej działalności pozauczelnianej (że tak to ogólnie nazwę), z pomocą przychodzi IOS.

1. Co daje IOS?


  • możliwość opuszczania większej ilości zajęć
  • możliwość niechodzenia (w ogóle) na niektóre zajęcia
  • alternatywne sposoby zaliczania przedmiotów

2. Z jakich powodów można wnioskować o IOS?

Nie ma jakiejś zamkniętej, konkretnej listy.

Na UMK obowiązuje taki zapis:
"Dziekan może wyrazić zgodę na studiowanie w trybie Indywidualnej Organizacji Studiów w szczególności w stosunku do studenta:

  • odbywającego część studiów w innych uczelniach krajowych lub zagranicznych,
  • studiującego na więcej niż jednym kierunku studiów,
  • sprawującego opiekę nad innymi członkami rodziny,
  • niepełnosprawnego."
Jednak równie uzasadnionym powodem może być praca na cały etat (lub nawet część etatu), duża odległość uczelni od miejsca zamieszkania i brak możliwości przeprowadzki, ciąża, małe dziecko w domu (podchodzi zapewne pod sprawowanie opieki nad innymi członkami rodziny).


3. Jak uzyskać pozwolenie na IOS?


Idzie się do dziekanatu, dostaje odpowiedni druk i wypełnia się go i w ten sposób - składa podanie do dziekana. Jeśli uczelnia nie posiada szablonów (choć powinna) druk można znaleźć w internecie.

4. Masz już zgodę dziekana. Co dalej?


Załóżmy, że masz już przyznany IOS. Ale to dopiero połowa sukcesu. Teraz musisz:

  • Udać się do wszystkich wykładowców po kolei (w razie, gdy jest to niemożliwe - skontaktować się e-mailowo lub telefonicznie), pokazać im dokument (zgodę dziekana) i ustalić indywidualne dla ciebie warunki zaliczenia. Najlepiej wyjaśnić swoją sytuację i szczerze powiedzieć, czy w ogóle ma się możliwość pojawiania na danych zajęciach czy nie i zapytać wykładowcy, co będzie od ciebie wymagał.
  • Trzymać się terminów. Jeśli jakiś przekroczysz (z ważnego powodu lub z własnej nieuwagi), przede wszystkim nie peszyć się i nie udawać, że problemu nie ma. Pisać, dzwonić lub pojawiać się na dyżurach wykładowców i na bieżąco informować, co się dzieje.
  • Założyć sobie plik w Excelu/Wordzie, zrobić notatkę w Evernote, albo powiesić nad biurkiem kartkę z listą przedmiotów i prowadzących, sposobem zaliczeń, najważniejszymi zadaniami do zrobienia oraz innymi istotnymi informacjami.
  • Pozostać w kontakcie ze znajomymi z roku. Przede wszystkim - zdobyć tych znajomych. Jeśli ma się IOS od początku, to może nie być proste, zajmie więcej czasu niż osobom uczęszczającym na 100% zajęć, ale na pewno jest możliwe. Outsider z IOSem ma mniejsze szanse powodzenia. Ważne jest, żeby nie izolować się od grupy - nie tylko z powodu krążących w niej istotnych dla przebiegu twoich studiów informacji, ale także dlatego, że nie warto być burakiem. :)

Co ja robię na IOSie?

Zdecydowałam się, żeby zawnioskować o IOS, ponieważ w momencie podejmowania studiów pracowałam już na pełen etat. Gdybym nie miała możliwości studiowania na własnych warunkach, nie mogłabym w ogóle studiować dziennie.

Poza tym - myślałam o założeniu rodziny. Nie chciałam działać zgodnie z szablonem - studia - staż - pierwsza praca - kariera - x lat narzeczeństwa - ślub - dom/mieszkanie na kredyt - dzieci. I tak już pokazałam sobie i innym, że do tego szablonu nie pasuję i z powodzeniem go przełamuję. Dlatego zrobiłam to po raz kolejny i zaszłam w ciążę na 1 roku studiów, bo miałam taką wizję życia i już.

Nikt tego nie polecał, ale ja czułam, że będzie mi z tym dobrze i jest mi z tym dobrze. Chociaż muszę przyznać, że nie obyłoby się bez wsparcia moralnego i logistycznego mojego męża oraz wspierającej postawy wykładowców. ANI RAZU nie słyszałam negatywnego komentarza na ten temat, albo sugestii, że studenci nie powinni mieć dzieci. Same dobre słowa. Tak powinno być wszędzie. Niestety wiem, że tak nie jest.

No i trzecia sprawa, mieszkam 80 km od uczelni. Tak, sama byłam w szoku, kiedy te kilometry policzyłam. Nie wykluczone, że wkrótce przeprowadzę się bliżej, ale póki co - dzięki temu, że na uczelni mogę być 1-3 razy, a nie 5 razy w tygodniu - daję radę i nawet nie czuję się bardziej zmęczona niż wcześniej.

A co najważniejsze - myślałam, że w ogóle nie wrócę na studia. Ale jednak to zrobiłam i IOS jest jednym z powodów, dla których na czwartym z kolei kierunku odnalazłam wreszcie spokój. 13 lat (tak, 13, bo chodziłam na 4-letni profil w liceum) w sztywnym systemie polskiej edukacji, plus moja ambitna postawa sprawiły, że osiągnęłam swój limit. Po prostu mam dość obowiązkowego siedzenia gdzieś tylko po to, żeby siedzieć. Nie wyobrażałam sobie kolejnych 3 lub 5 lat wypełnionych przesiadywaniem na zajęciach i codziennym pilnym odrabianiem lekcji. Chciałam się uczyć, ale też pracować, bawić i mieć swoją rodzinę. Okazało się, że mogę mieć to wszystko. I jeszcze mieć średnią 4.5 na semestr. A nawet założyć i prowadzić koło naukowe - czego na początku wcale nie planowałam.

Każdemu, kto się do tego przyczynia - dziękuję. :)

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Badanie połówkowe - 21 tydzień - USG 3D zdjęcia i film

Gdzie to USG?

No hej. Wszedłeś, bo jesteś ciekawski i się zastanawiasz
a) jak wygląda to słodkie bobo
b) czy znajdziesz tutaj te zdjęcia
c) czy moje dziecko jest zdrowe

Odpowiedź na pytanie pierwsze znajdziesz w Google. Większość prawidłowo rozwijających się dzieci wygląda w połowie ciąży podobnie. Jak małe, choć filigranowe noworodki.

Odpowiedź na pytanie drugie brzmi: nie znajdziesz ich tutaj. Może ty chciałbyś je zobaczyć na moim blogu, ale tak się składa, że nie mam możliwości poznać zdania mojego dziecka na ten temat. Jest po prostu jeszcze za małe. Na pewno udostępnię mu wszystkie zdjęcia i nagrania w przyszłości i będzie mogło z nimi zrobić to, na co będzie miało ochotę.

Bądź co bądź - to jego wizerunek został utrwalony, a nie mój.

Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś naprawdę ciekawego (i oryginalnego), to możesz przeczytać post Języki w naszej rodzinie. Znajdziesz w nim informacje na temat imienia, uzasadnienie jego wyboru oraz plany co do edukacji językowej mojej córki. Informacje na pewno mniej intymne, a moim zdaniem znacznie bardziej absorbujące i oryginalne, niż milionowy upload USG do sieci.

Odpowiedź na pytanie trzecie - spoko, dziecko zdrowe, żadnych nieprawidłowości. Miałam badanie w 21 tygodniu, teraz jestem w 24 i mamy się dobrze.

Życie płodowe - życie publiczne?

Oj, że niby się czepiam? A wiesz, jak działa internet? Nic w nim nie ginie. Na USG i USG 3D lekarz zobaczy wszystko to, czego potrzeba, żeby sprawdzić, czy dziecko jest zdrowe (w większości przypadków). Rodzice doszukują się natomiast pierwszych gestów, uśmiechów i świadomych ruchów maluszka. A jak ktoś chce się pośmiać - dostrzeże stalkera, reptilianina, mutanta, zombie i co tam jeszcze dusza zapragnie. Warto wiedzieć, że technologia USG 3D jest niedoskonała i chociaż pokazuje nienarodzone dzieci dokładniej, niż cokolwiek wcześniej, to często wyglądają one po prostu potwornie.

A nawet jeśli uda się złapać idealne ujęcie, czy nawet założyć wianek ze snapchata... Zachwyt sportretowanego dziecka w przyszłości pozostaje pod znakiem zapytania. Będzie oczarowane ogromem miłości i uwagi jaką otoczyli go rodzice (czy też mama) wraz z fanami, czy też złe i rozczarowane, że jego intymność została sprzedana za jakiś barter, poświęcona, żeby blog rodzica miał lepsze statystyki?

A co, jeśli dziecko zacznie mieć kłopoty?

Pokazywanie takich informacji publicznie od pierwszych dni dziecka ma jeszcze jedną zasadniczą wadę - co jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli dojdzie do poronienia, albo dziecko okaże się nieuleczalnie chore? Co jeśli będzie mieć genetyczną wadę, która sprawi mu cierpienie lub będzie mogła się nawet przyczynić się do śmierci dziecka przy porodzie?

Na szczęście dziecko w moim brzuchu rozwija się prawidłowo, ale przed nami jeszcze jakieś 16 tygodni, zanim przyjdzie na świat. Już nigdy nie będzie mieć tyle spokoju, co teraz. ;) Poza tym, moja córka nie jest moją własnością. Jest moją córką. Ja ją po prostu szanuję. Dlatego podglądać ją może tylko rodzina i bliscy znajomi.

Chciałabym przytoczyć fragment wypowiedzi mamy, która poczyniła refleksję na ten temat, wskutek tragicznej diagnozy, jaką usłyszała pod koniec pierwszego trymestru ciąży:

Do 13 tygodnia ciąży było tak jak w kolorowych gazetach, najpierw radość, potem żarty i planowanie. W takich chwilach aż chce się przekazywać tę radość dalej, wszystkim wokół. Można usiąść i pisać bloga, dodawać zdjęcia USG i odpowiadać słodko na słodkie komentarze. To trochę jak zakochanie się, tylko że z jednym motylkiem w brzuszku, tym, który zostanie już na zawsze, który porwie matczyne serce i już nigdy nie odda. Zastanawiam się, co by było teraz, gdybym wtedy zaczęła pisać bloga. Jak miałby teraz wyglądać? Jak najsmutniejsze miejsce w całym internecie?

Jej syn, Tomek, ma wadę serca, musi przejść operację tuż po urodzeniu. Jego leczenie można wesprzeć pod tym linkiem.

Masz prawo

Rodzicu - masz prawo robić z wizerunkiem Twojego dziecka, co chcesz.
Jeszcze masz takie prawo, ponieważ technika wyprzedziła ustawodawstwo.
Ale technikę powoli doganiają nauki humanistyczne i na uniwersytetach mówi się już o tym, że obnażamy zbyt wiele ze swojego życia. Uwierz - nasze dzieci będą miały już inne podejście do dzielenia się informacją. Może będą jej wysyłać w eter jeszcze więcej, a może będą ostrożniejsze. Oby to drugie - bo ilość osób, które umieją skorzystać z informacji w celach nienaukowych, a na przykład komercyjnych - rośnie. Ty dajesz przykład.

Jestem daleka od tego, żeby radzić blogerom wycofanie się z blogosfery czy całkowite utajanie ciąży.
Nie sądzę również, że zdjęcie dziecka od czasu do czasu na prywatnym profilu Facebookowym może wyrządzić komukolwiek krzywdę. Jeśli ktoś chce się dzielić zdjęciami USG - to mi nic do tego.
Przedstawiam tu tylko własną opinię i to, co ja uważam za słuszne.

A ty rób co uważasz, ale po prostu... uważaj.