poniedziałek, 3 lipca 2017

7 rzeczy, które ludzie wiedzą o mojej ciąży, ale ja nic o nich nie wiem



Niektórzy się zastanawiają - jak rozmawiać z kobietą w ciąży? Kobieta w ciąży nie jest kosmitą, można z nią rozmawiać normalnie. Ale jeśli masz w głowie jakieś "interesujące" stereotypy, zacznij lepiej zdanie od "czy to prawda...", "czy sądzisz, że..." zamiast wygłaszać opinie. Bo cokolwiek ci się wydaje na temat twojej koleżanki w ciąży, możesz się po prostu mylić. Każda kobieta jest inna, każda ciąża jest inna. Jedne kobiety sobie radzą lepiej z takimi samymi objawami, inne gorzej.

Dodam jeszcze, że oczywiście miło mi, kiedy ktoś pyta, jak się czuję. Ale jeśli zaczynam rozmowę na inny temat, a mój rozmówca nagle ma w oczach różowe jednorożce i pyta z braku laku, jak tam moje dzidzi (nie kończąc poprzedniego wątku), to zastanawiam się, czy moje hormony działają mocniej na niego niż na mnie. Jestem w ciąży, ale nie jestem ciążą, okej?

Przez dziewięć miesięcy uzbierało się trochę kwiatków. Większość z nich zasłyszałam kilka razy, dlatego zapadły mi w pamięć. Nie będzie jakoś specjalnie miło, bo mnie te sytuacje nie śmieszyły i czułam się mniej lub bardziej urażona słysząc takie pierdoły. (WIĘC MOŻE JEDNAK PUNKT TRZECI TO PRAWDA?! Sądzę, że nie. Reagowałam zawsze spokojnie. Ale jestem z tych, co wymyślają doskonałe riposty post factum, więc daję temu upust dzisiaj.)

1. "Te leki są bezpieczne w ciąży... o ile jest pani w ciąży".
Na początku ciąży przyszłam do lekarza, nie miałam jeszcze zrobionego pierwszego USG i założonej karty ciąży, ale test apteczny wyszedł pozytywny i zatrzymała mi się miesiączka. Byłam chora - kaszląca i smarkająca, a lekarz na odchodne poczęstował mnie powyższym komentarzem. Dzięki, tego mi było trzeba.

2. "Smakuje ci ogórek z nutellą? Hehehe. A co innego dziwnego jesz?"
Nie, nie smakuje. Jem normalnie. To, że kobiety w ciąży mają ochotę na dziwne rzeczy może i jest prawdą, ale nie w wypadku ich wszystkich. Słyszałam to pytanie z tysiąc razy i za każdym miałam ochotę strzelić pytającego w głupią roześmianą mordę. Wzdychałam tylko i mówiłam, że jem normalnie, a niedowierzająca morda powoli zmieniała wyraz na trochę mądrzejszy.

3. "Masz wahania nastroju."
Nie bardziej niż wcześniej. Powiedziałabym nawet, że się uspokoiłam i w ogóle nie odczułam wpływu hormonów na mój nastrój. To, że tak piszą w książkach, a nawet że wszystkie koleżanki tak miały, to nie znaczy, że każda ciężarna jest niestabilna psychicznie.

4. "Będzie pani tyła do samego porodu"
... powiedziała pani dietetyk na szkole rodzenia. Swoją drogą, już nie chodzę na szkołę rodzenia, bo po 2 spotkaniach stwierdziłam, że 95% przekazywanej tam wiedzy miałam wcześniej i zapewne jestem w stanie wszystkie informacje pozyskać z internetu oraz książek.

Pani dietetyk w szkole rodzenia plątała się w zeznaniach. Mówiła, że nie jest dobrze jeść za dużo owoców, ale oczywiście potwierdziła, że lepsze to, niż czekolada. Coś marudziła, że od owoców można przytyć i lepiej jeść warzywa. Ale też mówiła, że nic na siłę. Albo twierdziła, że warzywa i owoce z marketów to pryskane zło na sterydach, ale przyznała mi, że pani Grażynka w sklepie osiedlowym może mieć tego samego dostawcę (umówmy się, nie hoduje bananów i batatów na swojej działce w Wygwizdowie Górnym). No to pytam, czy myć warzywa i owoce sodą oczyszczoną, a dietetyk prawie się śmieje, mówiąc, że nie należy popadać w paranoję.

PS. Na razie przestałam tyć, jestem w 36 tygodniu i przybrałam 10-11kg (waga mi się odrobinę waha). Moja waga stoi w miejscu od prawie czterech tygodni. Nawet jeśli przybiorę, to już niewiele, a uśmiech pani dietetyk sugerował coś odwrotnego. Skrajną otyłość od pierniczonych nektarynek.

5. "A ma pani bliźniaki? Bo moja kuzynka..."
Miałam normalny brzuch, dwudziesty któryś tydzień ciąży, a koło windy na uczelni napadł na mnie egzaltowany student historii (w garniturze). Mówił, że żałuje, że nie jest księdzem, bo by mi pobłogosławił. Zaczął mamrotać słowa błogosławieństwa po łacinie. Nie dawał się uspokoić koleżankom. Zadawał głupie pytania, typu - jak to jest mieć taki brzuch, bo jego wujek jest gruby i mu niewygodnie; czy mam bliźniaki, bo jego kuzynka miała taki brzuch i miała bliźniaki... Nie chciał mi mówić na ty, bo stwierdził, że nie potrafi tak do kobiety w stanie błogosławionym. A mogłam iść schodami. Bo wbrew pozorom, mimo że wyglądam, jakby mi ktoś doczepił do brzucha dużą kulę do kręgli, po schodach chodzę bez problemu nawet w 9 miesiącu. Przeskakując po dwa schodki, w te lepsze dni oczywiście.

W każdym razie namolny student jeszcze na sam koniec zrobił mi siarę przed swoim rokiem i oznajmił wszystkim siedzącym pod salą (lazł za mną), w którym tygodniu ciąży jestem. Żałuję, że nie powiedziałam mu, że jesteśmy na kampusie, a nie w ZOO typu safari i że nawet żyrafa obraziłaby się o tyle głupich komentarzy.

6. "Jesteś w ciąży, więc możesz [wpie#dalać tyle słodkiego ile dusza zapragnie]"
Nie, nie mogę. Bo to wszystko trafia do dziecka. Z drugiej strony tak samo nie podobał mi się odruch znajomego, kiedy nie chciał mi podać soli. Z ciążą jest tak (prosta kalkulacja): je się najzdrowiej, jak na to pozwala budżet, czas i chęci. Jeśli przyciska głód, albo mdłości nie pozwalają myśleć, lepiej zjeść frytki, niż zemdleć. Jeśli ma się ochotę zjeść pizzę, to nie urodzi się od tego upośledzonego dziecka. Nawet jak się zje 10 pizz w ciągu całej ciąży. Ale jeśli ciężarna odmawia ci ciastka, to jej kurde nie wciskaj, że może, bo chuda, bo za dwoje, bo inne g#wno. Pozwól ciężarnej decydować, bo jeśli wciskasz coś jej, wciskasz to też jej dziecku.

7. "Na pewno masz straszne gazy."
A coś czujesz? No właśnie. To zależy od tego co się je. Organizm jest bardziej czuły, ale naprawdę da się uniknąć zmieniania każdego pomieszczenia w komorę gazową. A nawet jeśli nie, to znowu - to kwestia, że tak powiem, osobnicza.

8. ULTIMATE BONUS: "Niedługo nie będziesz miała czasu/już nie będzie tak fajnie. Relaksuj się póki możesz. WYŚPIJ SIĘ."
Moja odpowiedź: chyba ty. Czas na to, co jest ważne, znajdzie się zawsze. Kwestia priorytetów. Więc już nie mów mi, jak to strasznie będzie. Może i nie będę zawsze wyspana, ale nie da się przez pół roku spać, żeby wyspać się na zapas. Jak chcesz to spróbuj. Mi się nie chce.

W kolejnym odcinku - co mnie zaskoczyło na plus w zachowaniu otoczenia. Żeby nie było, że jestem taką negatywnie nastawioną zołzą ;)

środa, 28 czerwca 2017

Architektura informacji - czym jest, gdzie i po co to studiować?



Ten niezręczny moment, kiedy ktoś mnie pyta "co studiujesz?"... a ja zastanawiam się, czy odpowiedzieć "architekturę informacji" i się tłumaczyć, czy też powiedzieć "taką jakby informatykę" albo "studia związane z branżą informatyczną". A może po prostu zażartować, że "studiuję internety"?

Moim marzeniem jest, żeby ludzie nie patrzyli na mnie z głową przekręconą na bok jak sowa i nie zastanawiali się, co mi u licha odbiło. I poniższy artykuł będzie krokiem w tym kierunku. Przynajmniej w rozmowach online będę miała możliwość go podesłać, zamiast streszczać się w kilku słowach i zastanawiać za każdym razem od początku, jak opisać kierunek, którego szukałam przez kilka lat i w końcu pojawił się znikąd na moim facebookowym wallu (a właściwie to nie znikąd, o czym również się uczymy na studiach, na przedmiocie dotyczącym wyszukiwania informacji - algorytmy fejsa zrozumiały, że szukam studiów związanych z IT i wyrzuciły mi odpowiednią reklamę).

Poniższe nagłówki to popularne oskarżenia wobec architektury informacji. No to... bronimy się!

Architektura informacji - czyli coś z architekturą?
Tak, ale nic z budynkami. Słowem-kluczem jest tutaj bardziej "informacja". Wszyscy chyba mieli w szkole przedmiot "technologia informacyjna", a samo słowo "informatyka" również ma związek z informacją. Bo w informatyce chodzi w zasadzie o przetwarzanie informacji przez komputery. A że komputeryzacja postępuje, z urządzeń elektronicznych, najczęściej z dostępem do internetu korzysta coraz więcej osób. Potrzebne są dla nich odpowiednie interfejsy użytkownika, grafiki, opisy, dobrze zaprojektowane strony i kryjące się za nimi bazy danych. Dobrze jest, kiedy wyszukiwarka na stronie lub w aplikacji działa bez zarzutu, bo inaczej irytuje. I takie rzeczy właśnie może ogarniać architekt informacji. Musi być humanistą, ale nie w sensie, że być durniem i nie znać się na matmie. Musi być humanistą w dawnym rozumieniu tego słowa, bo jego specjalizacja ociera się o wiele dziedzin - sztuki wizualne, dziennikarstwo, języki obce, no i oczywiście informatykę.

Ten kierunek brzmi jak jakiś wymyślny bajer.
No cóż, powiem tak, jako niedoszła absolwentka Wyższej Szkoły Informatyki i Umiejętności (w skrócie WSIU, nie pytajcie) na kierunku artystyczna grafika komputerowa, mogę zapewnić, że ciocia Wikipedia jest raczej bezradna, kiedy pytacie jej o co z tym chodzi.

I tak, jestem trochę "be" i robię antyreklamę, ale to uczelnia, której oddział w Bydgoszczy posypał się z kretesem i naprawdę nie polecam studiowania tam, chyba że ktoś lubi zabawę w kotka i myszkę, czyli odchodzących bez uprzedzenia wykładowców, wiecznie skracane zajęcia, przesadny luz, wysokie opłaty i problem z zakupem oprogramowania przez uczelnię.

Natomiast architektura informacji wykładana jest na publicznych, renomowanych uniwersytetach (UMK w Toruniu, UMCS w Lublinie, UP w Krakowie) i ma swoje hasło w Wikipedii, nie jest więc dziedziną wymyśloną na potrzeby marketingowe czy kolejnym wabikiem na naiwnych maturzystów. Od tego roku architektura informacji pojawiła się również na WSB w formie specjalizacji.

PS. Ładny opis kierunku znajduje się na stronie otouczelnie.pl.

A po tym jest jakaś praca?
Tak, oczywiście. A zresztą nie wypada pytać kogoś, kto doszkala się dla własnej satysfakcji i ma całkiem przyzwoicie wyglądające CV. Czy ja mogę się mylić?! Nie no, pewnie, mogę, ale tym razem jestem przekonana, że się nie pomyliłam.

To dziedzina, która intensywnie się rozwija. Na informatyce niekoniecznie nauczysz się robić strony internetowe i prowadzić media społecznościowe. A jeśli to właśnie takie rzeczy cię kręcą, to dlaczego masz się wybierać na studia związane z programowaniem, sieciami, czy nawet grafiką? Potrzeba ci czegoś pomiędzy, elastyczności. Myślałam, że jest to możliwe tylko na podyplomówce, ale nie. Można od razu zacząć konkretnie, bez rozmieniania się na drobne i płakania nad całkami. I warto, bo po co się męczyć, jak można iść prosto do celu? A teraz do rzeczy, lista wybranych zawodów:

  • UX/UI designer
  • infobroker
  • pracownik instytucji kulturalnej
  • pracownik działu IT
  • pracownik agencji kreatywnej/reklamowej
  • projektant i administrator stron internetowych
  • specjalista ds. promocji i marketingu
  • specjalista ds. social media
  • bloger (bo to już powoli zawód - tak się śmiejemy z naszego kierunku, że to studia dla blogerów :D)
Tyle na dzisiaj. Zapraszam na architekturę informacji na UMK (albo inny z wyżej wymienionych uniwersytetów, jeśli wolisz), trwa rekrutacja!

W następnym poście związanym ze studiami opiszę wrażenia ze studiowania na pierwszym roku - będzie coś o każdym z przedmiotów, kilka słów o organizacji na uczelni, ogólne przemyślenia, wrażenia estetyczne związane ze spacerami po kampusie. :)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

7 powodów, dla których warto iść najpierw do pracy, a potem na studia



Mam przyjemność kończyć właśnie pierwszy rok kierunku architektura informacji. Są to moje czwarte studia i pierwsze, z których jestem na tyle zadowolona, że mam ochotę je ukończyć. Moje przygody ze studiowaniem stały się tak sławne wśród rodziny i znajomych, że funkcjonowały już jako swego rodzaju memy. Moim ulubionym podsumowaniem było stwierdzenie kolegi z pracy (jeszcze za moich panieńskich czasów, czyli całkiem niedawno) "Ty, Wiśniewska, nigdy nie skończysz pierwszego roku". A właśnie za chwilę niemożliwe stanie się możliwe! :D

Ale do rzeczy. Jeśli ktoś tak wybredny jak ja (trzeba wiedzieć, że przerywałam studia, bo jestem wybredna, a na pewno nie tępa) w końcu decyduje, że jakiś kierunek jest warty świeczki, to musi być niezły, prawda?

Moim problemem było to, że znalazłam pracę po liceum i chociaż nie była to moja wymarzona praca, to jednak spodobał mi się sektor (IT). Myślałam tak: jeśli mam iść na studia, to muszą mi coś dać, pomóc przyswoić wiedzę, pomóc w karierze. I w końcu, metodą prób i błędów trafiłam na architekturę informacji, która będzie bohaterką kolejnego postu. Dzisiaj jednak skupię się na ogólnych plusach pójścia do pracy przed studiami.

Jest to podejście u nas w Polsce ciągle niepopularne, rok przerwy często uważa się za niepotrzebną fanaberię. Ja miałam kilka lat przerwy i bardzo się z tego cieszę. Odnalazłam się. Może Tobie też to pomoże? A może zdecydujesz się przynajmniej na weekendową lub wakacyjną pracę? Sprawdź, dlaczego warto.

1. Weryfikujesz swoje przekonania o rynku pracy.
Może się okazać, że branża, w której chcesz pracować w ogóle nie wymaga wykształcenia wyższego, a ty masz już odpowiednią wiedzę, by zacząć. Super! W takim wypadku możesz zacząć od razu. Nawet jeśli wydaje ci się, że nie zostaniesz przyjęty do jakiejś pracy, warto drążyć temat, wysyłać CV, chodzić na targi pracy i rozmawiać z pracodawcami. Zmotywowany pracownik z pasją to osoba, której szukają rekruterzy.

Przy poszukiwaniach pierwszej pracy zignorowałam poważne portale, takie jak pracuj.pl czy praca.pl, przeglądając jedynie OLX czy Gumtree. To był błąd! Będąc ambitnym absolwentem szkoły średniej jak najbardziej zasługujesz na normalną, fajną pracę. Nie bój się jej szukać tam, gdzie na ciebie czeka.

Może się też okazać, że twoja wymarzona praca jest poza zasięgiem możliwości. Wtedy podejmujesz się czegoś tymczasowo, a na temat docelowego stanowiska robisz research. Oto pytania, które warto sobie zadać:
  • Czy potrzeba studiów czy kursu?
  • Może jesteś na tyle bystry, że przyswoisz te informacje samemu?
  • Jakie książki warto przeczytać?
  • Czy istnieją miejsca, gdzie dostaniesz tę wiedzę za darmo?
Może się też okazać, że twój super biznes plan jest gówno warty i musisz zacząć myśleć od nowa. To też świetne doświadczenie - lepiej przekonać się o tym wcześniej, niż później.

2. Zaczynasz rozumieć, w jakim systemie lubisz się uczyć.
Mi osobiście brakowało nauki, atmosfery szkoły, siedzenia w ławkach, nauczyciela, który daje piąteczkę i klepie mnie po ramieniu. Brakowało mi kogoś, kto powie, że jestem mądra, tylko dlatego, że napisałam jakiś sprawdzian albo zrobiłam prezentację. Tak, jest w tym trochę narcyzmu i tendencji do rywalizacji. Ale jeśli takie potrzeby zaspokaja się w zdrowy sposób i dostaje się za to na koniec świadectwo czy dyplom, to dlaczego sobie nie pofolgować?

Są osoby, które zakończenie nauki potraktują jak zbawienie i nie będą chciały już wracać w szkolne czy uniwersyteckie mury. Przez jakiś czas sądziłam, że do nich należę, ale nostalgia była zbyt silna. Poza tym, nawet mając w zanadrzu mnóstwo darmowych materiałów do nauki online, nie czułam motywacji. Nauka dla samej nauki wydawała mi się monotonna i bez sensu. Nawet z tak wspaniałym narzędziem jak KhanAcademy... Potrzebowałam jakiegoś celu, marchewki przed sobą. I studia mi to dają.

3. Nabierasz wewnętrznej siły i nie boisz się życia po studiach.
Nastolatki i studenci często snują czarne do znudzenia (lub różowe do porzygu) wizje przyszłości. Jest to zrozumiałe, ponieważ rzeczywistość naszych rodziców to już nie nasza rzeczywistość. Nikt nie jest w stanie nas skutecznie przygotować na to, co nadchodzi i sami nie jesteśmy tego pewni. Odnalezienie się w życiu i na rynku pracy napawa strachem. Im wcześniej podejmie się próbę wyfrunięcia z rodzinnego gniazda, tym szybciej pewne obawy miną. A te, które okażą się prawdziwe, będzie łatwiej pokonać. Po prostu - metodą prób i błędów nauczysz się życia.

4. Stajesz się bardziej zorganizowany.
Spóźnić się do pracy to nie to samo co spóźnić się do szkoły. Nie można poratować się usprawiedliwieniem od mamy, a wagarowanie nie skończy się uwagą, a poważnymi problemami ze strony szefa. Praca to nowa rzeczywistość, która tylko w pewnym stopniu przypomina szkołę. Uczy mobilizacji i odpowiedzialności w zupełnie nowy sposób.

5. Twoja wizja rzeczywistości jest coraz mocniej oparta na dowodach.
To z czym wychodzisz ze szkoły, to tylko wyobrażenie o przyszłym życiu oparte na opowieściach innych. Im dłużej godzisz się na otrzymywanie kieszonkowego od rodziców i kontynuujesz naukę bez prób podjęcia choćby wakacyjnej czy weekendowej pracy... tym dłużej nie masz (na temat pracy i samodzielności) do powiedzenia nic prócz "słyszałam od kuzyna", albo "jestem przekonany, że". I szczerze, to możesz sobie takie opowieści snuć z równymi tobie, ale nikt kto już zasmakował odrobiny życia na własny rachunek nie będzie chciał słuchać takiego pieprzenia. No bo serio, co ty wiesz o życiu?

6. Poznajesz wartość pieniądza.
Póki rodzice dają ci pieniądze, prawdopodobnie nie zwracasz większej uwagi na to, co ile kosztuje. No dobra, trochę zwracasz, ale w razie czego wykonujesz jeden telefon i jesteś uratowany. Tymczasem podejmując próbę samodzielnego utrzymania się... nagle dostrzegasz zmiany w swoich konsumenckich zachowaniach. Zaczynasz kupować mniej (jeśli cię nie stać) lub więcej (jeśli cię stać i lubisz wydawać pieniądze). Prawdopodobnie bardziej ci wstyd, kiedy brakuje ci pieniędzy pod koniec miesiąca.

7. Lepiej rozumiesz siebie i swoje oczekiwania wobec pracy.
Po kilku miesiącach przepracowanych w danej branży wiesz już o niej na tyle dużo, żeby zdecydować, czy wytrzymałbyś w niej kilka lat, czy chcesz czym prędzej zmienić specjalizację. A pomyśl - jeśli najpierw pójdziesz na studia, skąd się dowiesz, z czym się je pracę z nimi związana? Będziesz tylko panikować, że nie zdałeś kolosa, albo cieszyć się z czwórek, ale nie zrozumiesz, jak to jest siedzieć w biurze osiem godzin i używać kropli do wysychających oczu, albo z czym się wiąże praca fizyczna za granicą i rozłąka z rodziną oraz przyjaciółmi. 

Kiedy idziesz na studia, wybierając je świadomie i mając za sobą doświadczenie pierwszej pracy, czujesz się spokojniejszy.
  • Wiesz, że praca zawsze się znajdzie, ale studia mają wpływ na to JAKA to będzie praca.
  • Nie gryziesz ze strachu paznokci, powtarzając jak mantrę, że będziesz pracować w McDonalds' (hehe), a swój dyplom użyjesz do podcierania tyłka (hohoho)
  • Masz świadomość tego, czego naprawdę chcesz, bo masz prawdziwszy obraz mitycznego dla wielu studentów "życia po studiach"
  • Nie wku#wiasz ludzi podobnymi mądrościami: