wtorek, 25 listopada 2014

Przepis na pyszne pierniki + ROZDANIE z okazji 3000 wyświetleń bloga!



Na początek przepis na pierniki, który dostałam od mojej ukochanej ś.p. Babci. Lekko go zmodyfikowałam i wypróbowałam. Wyniki moich eksperymentów do wygrania w rozdaniu z okazji 3000 wyświetleń bloga. Szczegóły zabawy znajdziecie poniżej.

PRZEPIS


Składniki do ciasta:
1kg mąki
3 szklanki cukru
250g miodu
1 kostka margaryny
2 paczki przyprawy do pierników
4 jajka
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 flakonik olejku pomarańczowego
5 łyżeczek kawy

Do pieczenia potrzebne będą:
blacha (a nawet 2 lub 3, żeby szło sprawniej)
kasza manna
papier do pieczenia/śniadaniowy

Jajka ubić z cukrem, następnie dodać do mąki. Podgrzać miód, tak by się rozpuścił (jeśli jest już płynny, po prostu podgrzać). Dorzucić pozostałe składniki, dokładnie wymieszać. Wstawić miskę z surowym ciastem do lodówki na 12-24h.

Ciasto rozwałkować, wycinać pierniczki za pomocą foremek lub lepić własnoręcznie. Rozgrzać piekarnik do temperatury 180 stopni. Blachę wysmarować margaryną, położyć papier do pieczenia, posypać delikatnie kaszą manną (1-2 łyżki). Kłaść pierniczki w odstępach min. 1 cm jeden od drugiego. Piec jedną partię maksymalnie 20 minut. Chwilę po wyjęciu z piekarnika mogą być bardzo miękkie, należy odczekać kilka minut przed zdjęciem ich z blachy. Pół godziny później powinny być już dość twarde, a kilka dni później osiągną normalną twardość pierników.

Podobno najlepsze są po 3-4 tygodniach - należy je jednak trzymać w szczelnie zamkniętym pudełku.

A teraz czas na zabawę ;)

ROZDANIE

Aby wziąć udział:
1) Dodaj bloga do obserwowanych (w menu po prawej)
3) Udostępnij informację o rozdaniu na swojej ścianie
(uwaga, post musi mieć ustawienia "Publiczne")

Aby zwiększyć swoje szanse:
4) Napisz w komentarzu pod tym postem, dlaczego właśnie ty powinieneś dostać pysznego piernika!

Spośród wszystkich osób, które udostępnią posta wylosuję 3, którym wyślę/dam osobiście (jeśli wypadnie na kogoś ze znajomych) po 3 małe pierniki w kształcie gwiazdek (takie jak na zdjęciu)

Osoba, która napisze najciekawszy komentarz dostanie jednego dużego piernika, ok, 8cm średnicy, także w kształcie gwiazdy (o ile w przypadku gwiazdy można mówić o średnicy :D).

Wyniki 1 grudnia. Paczuszki zostaną wysłane przed świętami, ale raczej po Mikołajkach.

ZAPRASZAM DO UDZIAŁU! :)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Motywacja i organizacja - moje podstawowe zasady


Obojętnie czy mamy do zrobienia mnóstwo rzeczy, czy tylko kilka, bez odpowiedniej motywacji zawsze znajdzie się wymówka, żeby odłożyć coś na później. Nie uważam się za guru w sprawach organizacyjnych - zdarzały mi się lepsze i gorsze okresy w życiu, jednak uważam, że radzę sobie coraz lepiej.

Oto kilka najważniejszych zasad, dzięki którym każdy dzień może być przyjemny (nawet taki, gdy ma się dużo do zrobienia...)

Z dedykacją dla Sandry H., która ostatnio przypomniała mi, jak kilka lat temu wysłałam jej listownie instrukcję na temat skutecznego uczenia się, skserowaną z Victora Gimnazjalisty i chyba jakieś własne porady. Czasem zapominam, że tak długo siedzę w temacie zarządzania czasem!

Zasługujesz na odpoczynek i nagrodę

Jak to, czemu po pierwsze - odpoczynek?! A nagroda? Za co... Przecież jeszcze niczego nie zacząłeś... No właśnie, nic nie zaczynasz, a i tak wchodzisz na Facebooka, szukasz w kuchni ciastek albo idziesz do centrum handlowego zanim zabierzesz się za to, co tak naprawdę powinieneś zrobić... Nie rób tego na początku. Niech ta przyjemność, która chodzi ci po głowie zadziała niczym marchewka na kiju na głodnego osiołka. Zrób to na co masz ochotę, kiedy skończysz najważniejsze sprawy na dany moment.

Jedno zadanie dziennie

Myślisz - tylko jedno, co za porażka. A przecież zdarza się, że przez cały dzień nie robisz nic produktywnego. Zamiast długiej listy, która będzie cię skutecznie odstraszać, zaplanuj sobie Najważniejsze Zadanie (NZ), takie które musi być wykonane właśnie dzisiaj. Możesz do tego dołożyć do kilku Ważnych Zadań (WZ), które powinny być zrobione jak najszybciej, ale nic się nie zawali, jeśli zajmiesz się tym w innym momencie. Jeśli masz dużo do zrobienia lista może się oczywiście wydłużyć, ale i tak postaraj się ustalić priorytety. Najważniejsze i najtrudniejsze zadania najpierw. Na pewno słyszałeś to nie raz. A słyszałeś może o...

20/80

Wykonaj 20% najtrudniejszych zadań, a będziesz miał za sobą 80% pracy.
Zrób 80% bzdur, które trochę poprawią ci samopoczucie, ale wiele nie wniosą, a twoje sprawy posuną się o jakieś 20%.

Określ zadania w czasie

W skali dnia, te 20% za które powinieneś chwycić w pierwszej kolejności to Twoje NZ i WZ. Przeznacz na nie tyle czasu ile potrzebujesz. Nie spiesz się, jeśli nie ma takiej potrzeby. Nie wytwarzaj niepotrzebnej presji. Na zadania o niższym priorytecie przeznacz ograniczoną ilość czasu, np. godzinę lub dwie. Możesz też wyznaczyć godzinę, o której kończysz wszystkie obowiązki i zaczynasz relaks. Przytoczę tutaj, jak wyglądały moje dni w 1 liceum - był to najbardziej udany pod względem organizacji i ocen rok szkolny w moim życiu.

05:30-7:00 - pobudka, zadania których nie zdążyłam zrobić dnia poprzedniego lub granie na komputerze, śniadanie
7:00 - 7.20 - przygotowywanie się do wyjścia
7:30 - wyjście do szkoły
8:00-15:00/16:00 - szkoła (na okienkach odrabianie krótkich zadań domowych, maksymalne wykorzystanie czasu wolnego)
16:00-17:00 - obiad i czas na relaks
17;00-20:00 - wyłączone wszystkie serwisy społecznościowe, maksymalne skupienie na nauce
20:00-22:00 - czas na relaks, gry komputerowe, czytanie, krótki trening

Obojętnie co się działo, o 20:00 zawsze kończyłam odrabiać lekcje. Nawet jeśli zostało mi teoretycznie coś do zrobienia - zajmowałam się tym rano, albo w szkole. Byłam zmotywowana, żeby do 20:00 skończyć wszystko, co musiałam, bo później następował obowiązkowy relaks. Dzięki takiej organizacji rzadko kiedy miałam lekcje do odrabiania w weekend (!) Polecam taki model, szczególnie jeśli ktoś planuje weekendowe wyjazdy. Częścią tego planu jest zasada...

"Zrób to od razu"

Masz krótkie zadanie domowe? Ktoś poprosił cię o sprawdzenie czegoś? Musisz gdzieś zadzwonić? Czemu to ma czekać - zrób to póki pamiętasz, najlepiej nawet tego nie zapisuj. Jeśli możesz zrobić to szybko, niech to nad tobą nie wisi. Idealnie jest robić łatwe zadania tego samego dnia, gdy je dostajesz.

Prowadź kalendarz

Czy to papierowy, czy Google Calendar - to zależy od Ciebie. Google Calendar można edytować zarówno z poziomu smarfona jak i komputera, co jest bardzo wygodne. Natomiast papierowy kalendarz można spersonalizować i wykreślać ręcznie zadania,co daje dużo satysfakcji. Co w nim zapisywać? To twoja sprawa. Możesz ograniczyć się do ważnych terminów i urodzin znajomych, a możesz zapisywać tam wszystkie zadania do zrobienia i swoje pomysły.

Uprzyjemnij codzienność

Jesteś wzrokowcem i musisz się dużo uczyć? Kup kolorowe długopisy albo kredki i odpicuj swoje notatki. Będzie ci się przyjemniej do nich zaglądało. Ciągle pijesz herbatę? Zaopatrz się w różne smaki i zainwestuj w fajny kubek. Dostosuj swoje otoczenie (szczególnie to, gdzie spędzasz najwięcej czasu ucząc się, bądź pracując), tak, żebyś lubił w nim przebywać. Porządek oczywiście też jest ważny, ale nie najważniejszy - niektórzy lepiej odnajdują się w nieco artystycznym nieładzie i nie ma w tym nic złego, dopóki nie przeradza się on w tsunami rzeczy, ubrań, książek i śmieci.

Pamiętaj o swoich celach

Dlaczego się uczysz? Po co pracujesz? Czemu chcesz coś zrobić akurat dzisiaj? Kiedy ci się nie chce - przypomnij sobie, do czego dążysz. Przecież tego chcesz, prawda? Możesz sobie nawet powiesić "przypominajkę" na tablicy korkowej albo na ścianie, jeśli to cię zmotywuje.

Zmień złe nawyki

To trudne i sama walczę z kilkoma. Ale jeśli coś cię denerwuje w twoim zachowaniu, pamiętaj, że jesteś jedyną osobą która może to zmienić. Ciekawą i pomocną aplikacją, szczególnie dla osób lubiących gry jest HabitRPG - aplikacja webowa, dostępna także na smartfony, w której można sobie ustalić własne to-do-list, regularne zadania (codzienne, cotygodniowe) oraz dobre nawyki. Za każde wykonane zadanie dostajemy XP (doświadczenie), a czasem losowe przedmioty. Za zdobyte w grze pieniądze możemy wyposażyć swój avatar bądź zakupić sobie nagrodę w realnym życiu - cenę ustalasz sam, np. ciasteczko za 5 golda. HabitRPG jest dość złożone, są eventy, drużyny... Jeszcze nawet nie obejrzałam wszystkich opcji, ale używam od kilku tygodni i bardzo mi pomaga. Przestałam się spóźniać, więcej się uczę i czytam. Oczywiście łatwo jest w tej grze oszukiwać, ale tak jak w żadnej innej - grasz przede wszystkim dla siebie.



Masz jakieś własne sprawdzone sposoby? Podziel się nimi w komentarzu pod postem, chętnie przeczytam i wypróbuję. :)

niedziela, 16 listopada 2014

Jak uczę się ukraińskiego?

Planowałam sobie, że nauczę się jakiegoś słowiańskiego języka, ale były to plany luźne nieokreślone w czasie. Często śmiałam się z czeskiego (mea culpa, ale ciągle mi się zdarza), w innych państwach słowiańskich nie byłam, słyszałam jeszcze serbski i rosyjski...

Ukraiński pojawił się w moim życiu wraz z kolegą z pracy, a chęć poznania jego ojczystej mowy przyszła do mnie jeszcze jakoś przed pierwszą randką. Zaczęło się od rozmowy o tym, że czeski brzmi dla mnie śmiesznie, zeszło na muzykę (okazało się wtedy, że znana mi wokalistka Nastya nie śpiewa po ukraińsku, ale po rosyjsku). Po kilku tygodniach, gdy mój status na Facebooku zmienił się na 'w związku' umiałam już prawie bezbłędnie odczytywać ukraińską cyrylicę oraz zapisać i powiedzieć parę słów. Rok później (2015) Oleh jest moim narzeczonym, w sierpniu będzie mężem. :) A ja rozumiem po ukraińsku prawie wszystko i potrafię się wysławiać prostymi zdaniami, mówiąc i pisząc.

Nie ukrywam, że nauka tego języka wiążę się, bardziej niż w jakimkolwiek innym przypadku, z pobudkami osobistymi. Zatem i motywacja jest większa. Nie narzucam sobie jednak szaleńczego tempa, uczę się wtedy, gdy przyjdzie mi na to ochota - mniej więcej co kilka dni. Powiedziałabym, że poświęcam średnio 10 godzin w miesiącu, może więcej - trudno mi powiedzieć, ponieważ nie liczę.

Ja pod ukraińską flagą znalezioną w Mediolanie (lipiec 2014)


Wracając do progresu:

maj 2014
- znam różnice między cyrylicą ukraińską a rosyjską
- czytam ukraińskie słowa zezując na kartkę-ściągę z alfabetem

czerwiec 2014
- znam zasady słowotwórstwa w oparciu o język polski

lipiec 2014
- poznaję Marię - koleżankę z Ukrainy mieszkającą w Krakowie; ja mówię/piszę do niej po polsku, ona do mnie po ukraińsku (idzie nam to wolno, ale bardzo nas to cieszy); tutaj jesteśmy razem na zdjęciu :)
- jestem w stanie obejrzeć znaną sobie bajkę po ukraińsku i zrozumieć większość (sprawdzone na filmie "Mój brat niedźwiedź")

sierpień 2014
- znam rosyjską cyrylicę (samego rosyjskiego na razie nie zamierzam się uczyć) - traktuję to także jako progres w ukraińskim, ponieważ rosyjski ma duży wpływ na ten język
- odmieniam niektóre czasowniki

Na poduszce jest napisane "JA - UKRAINIEC"
- zostałam zmuszona do pozowania z nią :D

wrzesień 2014
- rozumiem w 80% codzienne konwersacje Ukraińców (z zachodniej Ukrainy)
- układam mniej lub bardziej poprawne zdania
- uczę się wymawiać twarde L (a raczej uczą mnie moi przyjaciele i chłopak, śmiejąc się ze sposobu w jaki mówię słowo lis - лисиця lysyca)

październik/listopad 2014
- trudno to wyrazić w procentach, ale rozumiem jeszcze więcej niż np. dwa miesiące temu ;)
- wiem jak tworzyć męskie, żeńskie i nijakie przymiotniki
- umiem czytać cyrylicę-kursywę i proste zdania napisane starannym odręcznym pismem
- liczę do 10, znam dni tygodnia, kolory i kilkadziesiąt słów nie pokrywających się z językiem polskim (uczyłam się ich od maja, ale trudno umiejscowić to precyzyjnie na osi czasu)
Część projektu, który wykonałam na zajęcia z fotografii, luty 2015

UPDATE: lipiec 2015
- oczywiście rozumiem coraz więcej z codziennych konwersacji, w znacznym stopniu rozumiem też wiadomości w radiu oraz proste newsy na stronach internetowych
- myślę, że policzyłabym do 1000 (ale nie próbowałam), znam nazwy miesięcy, pór roku
- w ciągu ostatniego półrocza największe postępy poczyniłam dzięki ukraińskiemu radiu oraz Duolingo - piszę coraz szybciej, robię mniej błędów (ale np. w dalszym ciągu nie zawsze wyczuwam, kiedy należy dodać miękki znak ь i zdarza mi się pisać rzeczy w stylu єе (jee) albo яа (jaa), bo mój umysł po prostu jeszcze nie rozumie, jak można 2 głoski zmieścić pod jedną literą)
- wypowiadam się krótkimi zdaniami, najczęściej pisemnie, bo w domu rozmawiamy po polsku; z pomocą słownika jestem w stanie komunikatywnie się dogadać
- bez problemu, swobodnie prowadzę konwersację gdzie ktoś pisze/mówi do mnie po ukraińsku, a ja do niego po polsku

Na koniec kilka stron, z których korzystam:

101 languages - portal na którym można nauczyć się podstaw
Port Europa - darmowy kurs - lista mailingowa - co kilka dni dostaje się maila z lekcją
Podręcznik za 5zł - uzupełnienie kursu
Livemocha - darmowy e-learning
Fun Easy Learn - darmowa aplikacja na komórkę
Lang-8 - można tu darmowo uczyć się do 2 języków obcych w nietypowy sposób. Ty coś piszesz, a osoby znające dany język mają prawo cię poprawiać. Bardzo przydatne, gdy ma się już jakieś podstawy i samodzielnie próbuje konstruować zdania i dłuższe wypowiedzi.
Radio24.ua - rewelacyjne radio, dużo ukraińskiej muzyki, wiadomości, ciekawe audycje radiowe; tego i innych stacji można słuchać także tu: TuneIn
Duolingo - aplikacja internetowa umożliwiająca m.in. naukę ukraińskiego dla osób mówiących po angielsku. Najlepszy i najskuteczniejszy sposób nauki jaki do tej pory znalazłam!

Niestety w takich darmowych źródłach często znajdują się błędy, z czego początkujący nie zdają sobie sprawy... Na szczęście ja mam pod ręką native speakera! :D

sobota, 8 listopada 2014

Jak żyć normalnie pracując zmianowo?

Pracuję na zmiany od kwietnia 2013, z dwumiesięczną przerwą, czyli około półtorej roku. Cóż mogę powiedzieć, bywają dni, że czuję się normalnie, ale zdarza się, że jestem przemęczona. W ekstremalnych przypadkach narzekam, że nie wytrzymam ani dnia dłużej.

Miałam ostatnio dość duży kryzys i załamanie, więc pomyślałam, że napiszę taki post, żeby podsumować swoje przemyślenia - a nóż jakoś pomogą innym? Wszystko zależy od punktu widzenia, jeśli zapomni się o pozytywach i szansach na zmianę swojej sytuacji, życie może się wydać przytłaczające - niezależnie od sytuacji...

W pierwszej firmie wydawało mi się, że w systemie znian gdzie zaczynam najwcześniej o 7, a kończę najpóźniej o 23, przy 8-10 godzinnym dniu pracy, nie jestem w stanie normalnie sypiać. Nic bardziej mylnego - przy niewielkim wysiłku mogłam sypiać w miarę regularnie, przesunięcia czasu snu wahałyby się może o 3 godziny, czyli jak u każdego zwyczajnego człowieka. Ale w praktyce jest inaczej, niż w teorii, o czym opowiem za chwilę.

Często miałam cały miesiąc na tę samą godzinę, albo przynajmniej cały tydzień, więc dało się w ten sposób ustalić jakiś rytm. W obecnej pracy jest nieco inaczej, system pracy 24/7, nieregularne zmiany, brak "weekendów w weekendy" (zresztą kwestia dni wolnych wyglądała podobnie w poprzedniej firmie). Nauczyłam się sporo na własnych błędach, ciągle nie robię wszystkiego tak jak bym chciała, ale jest coraz lepiej.

Każda zmiana ma swoje plusy i minusy... Opowiem o zmianach, na które zdarzało mi się najczęściej chodzić (w obecnej i poprzedniej pracy).

Korpo-krajobraz dzienny...

"Ranka": 6-14/ 7-15

wstajesz wraz ze słońcem, albo nawet przed wschodem słońca (naturalny rytm dobowy)

+ kończysz bardzo wcześnie, i masz przed sobą cały dzień

- ciężko jest wstać (zazwyczaj, żeby dojechać, wstaje się między 4 a 5 rano)

- przeddzień i wieczorem po pracy imprezy raczej odpadają, chyba że jesteś bardzo zdeterminowany (mi się to już zdarzało)

"Dniówka": 8-16/ 9-17

+ idziesz do pracy tak jak wszyscy, kończysz jak wszyscy, przez chwilę myślisz, że jesteś normalnym członkiem społeczeństwa (no chyba, że jest sobota, niedziela lub święto)

+ łatwiej jest się spotkać ze znajomymi

- trzeba zarezerwować więcej czasu na dojazd w tę i spowrotem - korki, korki, korki

- gdzie nie pójdziesz po pracy, tam tłum ludzi (wszyscy wychodzą z pracy, ze szkoły) - kolejki przy kasach, zatłoczone resztauracje

- prawdopodobnie nic nie zdążysz już załatwić - urzędy i biura kończą działalność razem z tobą

- swoje najbardziej produktywne godziny spędzasz w pracy

"Dniówka": - inny wariant: 10-18/11-19

+ rano jest czas, żeby na spokojnie się wyszykować i zjeść śniadanie

+ przy odpwiedniej determinacji da się rano coś załatwić

+ można chodzić na imprezy, a potem się wyspać

- rozwalony dzień, mało czasu wieczorem, niewiele czasu rano

- wrażenie całego dnia spędzonego w pracy


Korporacja nie śpi :)


"Popołudniówka, popka": 14-22/15-23 

+ mnóstwo czasu rano, żeby się wyszykować, zjeść śniadanie

+ cały ranek na załawianie własnych spraw

+ po pracy można wpaść na rozkręconą już imprezę

- imprezy zazwyczaj zaczynają się, gdy jesteś w pracy

- gdy wszyscy kończą pracę, ty dopiero zaczynasz

- zwykle zamiast iść spać tuż po pracy, siedzisz jeszcze kilka godzin, bo przecież jak można odmówić sobie wieczoru? skutek prosty do przewidzenia - przestawiasz sobie organizm

"Nocka": 22-6

+ w dzień śpisz, w nocy pracujesz - na jedno wychodzi, tyle że jakby odwrotnie...

+ zależy od firmy, ale na takich zmianach mniej się dzieje i praca jest mniej wymagająca

+ jak się wyśpisz, akurat wszyscy wrócą z pracy - można mówić tu o normalnym social life

- rano i wieczorem mijasz się z bliskimi

- nad ranem może Cię dopaść ogromne zmęczenie


- organizm wariuje podobnie jak po podróży do innej strefy czasowej: mogą się zdarzyć rozregulowany żołądek, problemy ze snem




Wspomnienie z Londynu - napotkałam kilka takich kartek. Wybrałam 'motivation' i 'exercise'.
A ty co byś wziął?

Co do pracy zmianowej ogółem... 

Im częściej i nieregularniej zmieniają się Twoje godziny pracy, tym większa szansa, że:

- będziesz wyczerpany i rozdrażniony

- możesz mieć problemy zdrowotne

- napotkasz problemy z organizacją

- dopadną cię stany depresyjne, apatia

- przestaną cię obchodzić pory dnia, dni tygodnia, a nawet święta (co ci po świętach, skoro nawet wtedy może ci wypaść zmiana...?)


Jeśli możesz, unikaj pracy zmianowej, a jeśli nie masz innego wyjścia, jest parę rzeczy, które możesz zrobić:

- Śpij, kiedy tylko odczuwasz zmęczenie - nie bierz leków nasennych, wtedy kiedy ty chcesz spać, słuchaj swojego organizmu, i jeśli masz taką możliwość - prześpij się nawet w środku dnia.

- Reguluj swój sen, np. jeśli za 2 dni masz na 6 rano, wstań po 5-6 godzinach snu, żeby przed poranną zmianą sen zmorzył cię wcześniej.

- Spaceruj, uprawiaj sport - pewnie bardzo ci się nie chce, ale to pomaga pokonać chroniczne zmęczenie.

- To banał, ale... jedz zdrowo. Poczujesz różnicę, jeszcze mocniej niż przy zdrowym trybie życia (na który nie do końca możesz sobie pozwolić).

- Unikaj zapisywania się na kursy wymagające regularnego uczęszczania na nie, jeśli nie masz regularnych zmian.

- Nie rezygnuj ze swoich zainteresowań - znajdź coś, co będzie w stanie zawsze poprawić ci nastrój. Jak najczęściej przełamuj rutynę!

- Pamiętaj, że to nie będzie trwało wiecznie - już dziś zrób coś, żebyś w przyszłości mógł zmienić pracę na mniej wykańczającą - pracuj uważniej, doszkalaj się, idź na studia, rozglądaj się za innymi ofertami lub pisz biznesplan dla własnej firmy.

- Postaw sobie cele i realizuj je. Nie pozwól, żeby w całości zajmowały cię wyłącznie podstawowe czynności takie jak praca, jedzenie i spanie.

- Zadbaj o to, żeby mieć kontakt ze znajomymi nie tylko przez portale społecznościowe. Mimo trudności, spotkaj się z kimś co najmniej kilka razy w miesiącu. Nie daj się chandrze!

Odebranie przed pracą paczki i otworzenie jej w wolnym momencie sprawiło, że dzień był niezapomniany.
Po raz pierwszy dostałam coś ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich!

czwartek, 30 października 2014

Postcard day

Today I am off work so I decided to spend a few hours on Postcrossing.com. It has been a long time since the I last sent any postcard via this website.  I have to go to the Post Office anyway, to pick up my keyboard stickers with Cyrillic alphabet (Ukrainian and Russian). :) I can't wait!

But let's go back to the postcards.



I brought those two rectangular postcards from Finland.
At first, I didn't plan to send them anywhere, but I got bored with them :)
So why not share with others?

This one I bought on sale in Empik store. And it will go to a couple who wanted to receive postards with old cars :)



Two postcards from my favourite restaurant! I often go there with my boyfriend. <3

This postcards comes from a collection of old reprinted postcards.
I only send it to fans of city views and old stuff.

This one is from sailing festival in my city. I will send off two of those this time (I have plenty :p)

I bought it on the fantasy convention in Finland. And it goes to Ukraine :)
I tried to match people's tastes and I hope I did. We will see when they receive their postcards ;)

środa, 22 października 2014

Metanoja (21.10.2014)

Na takie dni jak ten
Zachowałam filiżankę smutku z poprzedniego życia
Szary szalik kupiony poprzedniej jesieni
Determinację zakopaną w dobrobycie
Niczym jeż w przejrzałych liściach

W takie dni jak ten
Gorzką kawą podkreślam gorzki poranek
Przeklinam autobus chrypę ciemność

Ciszę o piątej nad ranem przerywam piosenką
Która tylko w moich uszach brzmi słowami
O mocy sławie przetrwaniu

Tłukę na drugi koniec miasta
Przeżyć kolejny dzień
Jeszcze w niemocy

Ale idą zmiany
A jak nie przyjdą
Przywołam je zaklęciem wrzaskiem przekleństwem
Przetnę nożem zszarzałe płótno rzeczywistości

***
Zdjęcia majowe. Bo jesienią trzeba sobie przypominać wiosnę :)








środa, 15 października 2014

Jak uczyłam się angielskiego?

Postanowiłam napisać taką historię o każdym języku, którego się uczę. To ciekawa sprawa nawet dla mnie samej, ponieważ wymaga sięgnięcia myślami daleko wstecz - zastanowienia się kiedy nastąpił pierwszy kontakt z językiem, jakie były kamienie milowe... Nie zamierzam na tym blogu pisać wyłącznie o językach, ale o wszystkim, co wydaje mi się ciekawe i ważne, jednak tak wyszło, że piszę drugi już post o zabarwieniu lingwistycznym. Enjoy ;)

5-6 lat

Chodziłam na kurs w przedszkolu w Szubinie. Nic nie pamiętam - wiele chorowałam, a zajęcia choć ciekawe i wesołe były tak mało efektywne, że nie potrafiłam po nich nawet liczyć. Myślę, że nie udało mi się zapamiętać więcej niż 5 słów.

9-10 lat (A1)

Nauka w polskiej szkole, również w Szubinie. W międzyczasie wyjazd na Wyspy Kanaryjskie na 2 tygodnie, gdzie w klubie dla dzieci okazało się, że mam problem z komunikacją na zupełnie podstawowym poziomie (po około pół roku nauki).

11 lat (A2)

Pół roku nauki w szkole Conseil des XV w Strasburgu w zaawansowanej grupie. Czytaliśmy na zajęciach fragmenty książek dla dzieci, pisaliśmy wypracowania o tym, jak spędzamy weekendy, nauczyłam się kilku czasów, nieregularnych czasowników - zaczęłam naprawdę mówić komunikatywnie.


12-13 lat

Ciąg dalszy nauki w polskiej szkole. Na koniec szóstej klasy podstawówki - szóstka na świadectwie. Później wyróżniałam się na tle klasy, ale nie miałam szansy w konkursach. Rozumiałam dużo z piosenek, jednak gdy nie było konieczności, starałam się nie mówić - bałam się. Często tata zmuszał mnie do mówienia w bardzo sprytny sposób, np. w hotelu: "jeśli nie poprosisz o klucze, nie pójdziemy do pokoju" - pamiętny pobyt w Danii :)

14 lat (B1)

Kolejny pobyt we Francji, tym razem w College Esplanade, również w Strasburgu. Byłam w nieco mniej zaawansowanej grupie - uczyliśmy się z książki, z której dostałam kserówkę 3 lata wcześniej... Smutne wrażenie braku progresu. Jednak progres był, i to duży, większy niż w Polsce, bo i poziom wyższy. Przeczytałam pierwszą książkę po angielsku - "The Scarlet Letter", napisaną prostym angielskim.

15-19 lat (B1+)

Ciągle bałam się mówić będąc w podróży (ale umiałam całkiem nieźle). Zajęcia w gimnazjum pomagały usystematyzować wiedzę. W liceum podczas 4 lat miałam 3 różnych nauczycieli i angielski na poziomie przygotowującym do matury podstawowej. Uczyłam się głównie dzięki grom komputerowym, artykułom czytanym w internecie, filmom po angielsku z angielskimi napisami oraz piosenkom, których teksty sobie tłumaczyłam. Słówka, które musiałam przyswoić w ramach zajęć uczyłam się za pomocą fiszek.

20 lat (B2)

Znalazłam sobie "penpals", osoby z różnych stron świata z którymi piszę po angielsku przez internet oraz za pomocą tradycyjnej poczty. Zaczęłam wysyłać pocztówki przez postcrossing.com i uczestniczyć w wymianach na swap-bot.com, również po angielsku. Ciągle oglądałam filmy, grałam w gry, słuchałam piosenek... Maturę rozszerzoną zdałam na 93%, podstawę na 98%, egzamin ustny na 100%. Przez pół roku uczęszczałam na zajęcia z angielskiego w ramach studiów na kierunku filologia szwedzka z angielskim na UAM, a później rozpoczęłam pracę na stanowisku Customer Service Specialist w Viwa Entertainment, gdzie przez 5 miesięcy odpowiadałam na pytania i pomagałam rozwiązywać problemy związane z zakupami w sklepie internetowym klientom anglojęzycznym oraz francuskojęzycznym przez e-mail i livechat.

21-22 lata (C1)

Zaczęłam pracę w Atos IT Services na stanowisku 1st Line Support Engineer, gdzie nauczyłam się jeszcze więcej specjalistycznego języka (angielskiego i francuskiego). Pokonałam strach przed rozmowami telefonicznymi w dwóch językach obcych. Podróżowałam wielokrotnie za granicę, już bez rodziców i w końcu na dobre przestałam się bać mówić po angielsku. W końcu, pierwszy raz w życiu, pojechałam do Anglii i to w towarzystwie koleżanki z Brazylii, którą znałam od 2 lat, ale kontaktowałyśmy się wyłącznie listownie i przez internet. British English mnie nie przeraża - ani razu nie miałam problemu ze zrozumieniem czy powiedzeniem czegokolwiek! :) Sporo rozmawiam po angielsku na swoim ulubionym IRC w bardzo fajnym towarzystwie, gdzie za każdym razem uczę się jakichś nowych słów.



Mogę powiedzieć, że uczę się angielskiego od ponad 10 lat i że jestem zadowolona z tego co osiągnęłam do tej pory - jestem na poziomie między B2 a C1, a to wszystko osiągnęłam w 90% dzięki własnej motywacji!

wtorek, 7 października 2014

Nauka języków - co działa, a co nie?



Nauka języków jest kwestią indywidualną, dlatego tym co napiszę, możecie się jedynie zasugerować - bez sprawdzenia, czy dana metoda Wam odpowiada, czy nie, nie będziecie wiedzieć na 100%. :)

Na początek trochę o mojej przygodzie z językami...

znam
angielski (C1)
francuski (C1/C2)
ukraiński (B1)

uczę się w miarę intensywnie
niemiecki
norweski

uczę się "na luzie"
japoński
hiszpański (uczyłam się na rocznym kursie, ale sporo wyparowało)

dużo rozumiem, prawie nic nie powiem
norweski
szwedzki (uczyłam się pół roku na studiach, ale sporo wyparowało)
duński
włoski
portugalski
czeski

A teraz do rzeczy! Na podstawie własnych doświadczeń, podpowiem jak warto, a jak nie warto uczyć się języków.

Co działa?

Zdjęcie z Ogrodu Doświadczeń Stanisława Lema w Krakowie, po lewej: koleżanka Maria z Ukrainy, po prawej - ja :)

Total immersion

Czyli "całkowite zanurzenie". Cóż to oznacza w praktyce? Wyjazd do kraju, gdzie posługują się wybranym przez nas językiem obcym i chodzenie tam do szkoły/pracy/studiowanie, przebywanie w towarzystwie osób rozmawiających wyłącznie w tym języku, granie w grę komputerową, gdzie nie ma możliwości przestawienia języka na polski...

Jak to działa?
Zmuszasz mózg, żeby zaczął myśleć w języku obcym. A to właśnie myślenie w innym języku jest kluczem do sukcesu.


Słuchanie piosenek i czytanie słów

Skoro lubisz jakąś piosenkę, warto się dowiedzieć, o co właściwie w niej chodzi. Większość tekstów, nawet obcojęzycznych znajdziesz na tekstowo.pl, często wraz z tłumaczeniem. Polecam jednak samodzielne tłumaczenie tekstu. Z czasem okaże się, że musisz jedynie sprawdzić kilka słówek.

Jak to działa?
Nie musisz nawet nic zapisywać, sens ulubionej piosenki najprawdopodobniej zakorzeni się w głowie wraz z przyjemną melodią.


Oglądanie filmu np. po angielsku z angielskimi napisami

Oglądanie filmu bez włączonych napisów może się okazać za trudne, często nie jesteśmy w stanie za pierwszym razem zrozumieć wszystkiego, gdy słyszymy coś w nieojczystym języku... Dlatego warto włączyć napisy, ale na pewno nie po polsku! To tylko rozleniwia i jest wysoce nieefektywne. Jeśli dopiero zaczynasz uczyć się jakiegoś języka, obejrzyj film, który już znasz. Zrozumiesz więcej niż myślisz!

Jak to działa?
To również forma total immersion, ale bardziej "lajtowa" -  nie wymaga żadnej interakcji, a jedynie nieco podwyższonej koncentracji.


Uważne słuchanie na podstawie już znanego nam języka

Jeśli nie masz możliwości posłuchania native speakerów (osób dla których język, którego się uczysz jest ojczystym), możesz włączyć radio lub telewizję. Niech języki które znasz będą punktem wyjścia do nauki kolejnych. Polakom najłatwiej nauczyć się innych języków słowiańskich - np. czeskiego, słowackiego, ukraińskiego, białoruskiego czy rosyjskiego. Jeśli znasz język niemiecki, nietrudno będzie Ci zrozumieć coś w języku niderlandzkim, duńskim, szwedzkim czy norweskim (języki germańskie).

Jak to działa?
Słuchaj uważnie, postaraj się nie myśleć o tym, że nie znasz tego języka. Istnieje wiele słów międzynarodowych, podobnych do siebie w każdym języku.

Aplikacje na komórkę i aplikacje internetowe

Polecam w szczególności Duolingo - mój numer jeden, po zrobieniu całego kursu z ukraińskiego poczułam się gotowa, żeby rozmawiać! :) Memrise.com (dostępny i w przeglądarce i w wersji na komórkę) oraz serię Fun Easy Learn na Androida.

Jak to działa?
Te aplikacje umożliwiają naukę poprzez zabawę - dlatego są przyjemne i efektywne. Strukturą przypominają gry komputerowe - zdobywamy punkty i levelujemy. Nie trzeba też rezerwować dużo czasu na jedną "naukową sesję", można bawić się na przerwie w szkole, albo podczas jazdy autobusem.

Co nie działa?

Zdjęcie zrobione gdzieś na południu Niemiec podczas postoju autobusu.

Kupienie książki i zeszytu

... bo kupienie książki i zeszytu niczego nie uczy. Zwykle kończy się na "zabieram się od jutra" lub "zrobiłam jeden rozdział"...

Jak to zmienić?
Skorzystać najpierw z darmowych materiałów dostępnych w sieci. Jest ich całe mnóstwo, nawet do mało popularnych języków da się coś znaleźć bez większego wysiłku. W ten sposób upewnisz się, czy masz dość motywacji, żeby się czegoś nauczyć i nie zmarnujesz przy tym ani grosza.

Chodzenie na kurs bez wyraźnego celu

Kończy się to zazwyczaj nierobieniem zadań domowych, opuszczaniem zajęć i na koniec nie można powiedzieć nic więcej prócz "chodzę/chodziłam na kurs"...

Jak to zmienić?
Zaplanować sobie jakąś nagrodę, "marchewkę", która pomoże nam dobrnąć do celu. Może to być, w zależności od budżetu, zakup kilku książek w wybranym języku, albo wyjazd na wakacje do kraju, w którym ten język będzie potrzebny do komunikacji...

Uczenie się zbyt wielu języków naraz

...a szczególnie mieszanie kilku języków z tej samej rodziny. Mogą się nam one zwyczajnie poplątać, a wtedy nie będziemy w stanie dobrze opanować żadnego z nich, a do tego się zniechęcimy.

Jak to zmienić?
Najlepiej nie zaczynać nowego języka, jeśli nie opanujemy jeszcze w zadowalającym stopniu (tak, wiem, bardzo ogólne określenie) tego poprzedniego. Jeśli jednak jesteście zbyt niecierpliwi, nie wybierajcie sobie dwóch języków z tej samej rodziny, oszczędzicie sobie stresu związanego ze słówkami, które wyglądają prawie tak samo i ciągłym zastanawianiem się "w którym to, do licha, jest języku?!"

Zbyt rygorystyczny plan nauki

Raczej nie zmotywuje, a jedynie zniechęci. W momencie układania może okazać się genialny, a gdy przyjdzie do realizacji, codzienne sprawy i chęć odpoczynku po szkole/pracy mogą nas odwieść od genialnego planu. I zamiast nauczyć się języka w stopniu komunikatywnym w miesiąc, nie opanujemy nawet 100 słów w 2 miesiące... Bo po prostu nic nie będziemy robić.

Jak to zmienić?
Pomyśleć realistycznie. Testować. Jeśli coś nie działa, zmniejszyć wymagania wobec siebie. Oczywiście działa to też w drugą stronę, jeśli czujemy niedosyt, można dokręcić śrubę.

Brak prób komunikacji

Żeby nauczyć się mówić... trzeba mówić. I nie ma na to żadnego innego sposobu. Jeśli nie powtarzamy - nie nauczymy się wymowy, jeśli nie próbujemy wykorzystać w praktyce poznanych słów - nie nauczymy się, jak konstruować zdania.

Jak to zmienić?
Żeby przełamać barierę językową, wystarczy pomyśleć, że nie ma czego się bać. W najgorszym wypadku ktoś się zaśmieje, że nieumiejętnie coś wymówiliśmy. Najczęściej jednak spotkamy się z podziwem, że spróbowaliśmy się odezwać w obcym dla nas języku - obcokrajowcy zwykle doceniają każdą, nawet nieudolną próbę i chętnie pomagają.

Jeśli masz znajomego, który uważa się za językowego matoła, podeślij mu ten artykuł!