czwartek, 30 października 2014

Postcard day

Today I am off work so I decided to spend a few hours on Postcrossing.com. It has been a long time since the I last sent any postcard via this website.  I have to go to the Post Office anyway, to pick up my keyboard stickers with Cyrillic alphabet (Ukrainian and Russian). :) I can't wait!

But let's go back to the postcards.



I brought those two rectangular postcards from Finland.
At first, I didn't plan to send them anywhere, but I got bored with them :)
So why not share with others?

This one I bought on sale in Empik store. And it will go to a couple who wanted to receive postards with old cars :)



Two postcards from my favourite restaurant! I often go there with my boyfriend. <3

This postcards comes from a collection of old reprinted postcards.
I only send it to fans of city views and old stuff.

This one is from sailing festival in my city. I will send off two of those this time (I have plenty :p)

I bought it on the fantasy convention in Finland. And it goes to Ukraine :)
I tried to match people's tastes and I hope I did. We will see when they receive their postcards ;)

środa, 22 października 2014

Metanoja (21.10.2014)

Na takie dni jak ten
Zachowałam filiżankę smutku z poprzedniego życia
Szary szalik kupiony poprzedniej jesieni
Determinację zakopaną w dobrobycie
Niczym jeż w przejrzałych liściach

W takie dni jak ten
Gorzką kawą podkreślam gorzki poranek
Przeklinam autobus chrypę ciemność

Ciszę o piątej nad ranem przerywam piosenką
Która tylko w moich uszach brzmi słowami
O mocy sławie przetrwaniu

Tłukę na drugi koniec miasta
Przeżyć kolejny dzień
Jeszcze w niemocy

Ale idą zmiany
A jak nie przyjdą
Przywołam je zaklęciem wrzaskiem przekleństwem
Przetnę nożem zszarzałe płótno rzeczywistości

***
Zdjęcia majowe. Bo jesienią trzeba sobie przypominać wiosnę :)








środa, 15 października 2014

Jak uczyłam się angielskiego?

Postanowiłam napisać taką historię o każdym języku, którego się uczę. To ciekawa sprawa nawet dla mnie samej, ponieważ wymaga sięgnięcia myślami daleko wstecz - zastanowienia się kiedy nastąpił pierwszy kontakt z językiem, jakie były kamienie milowe... Nie zamierzam na tym blogu pisać wyłącznie o językach, ale o wszystkim, co wydaje mi się ciekawe i ważne, jednak tak wyszło, że piszę drugi już post o zabarwieniu lingwistycznym. Enjoy ;)

5-6 lat

Chodziłam na kurs w przedszkolu w Szubinie. Nic nie pamiętam - wiele chorowałam, a zajęcia choć ciekawe i wesołe były tak mało efektywne, że nie potrafiłam po nich nawet liczyć. Myślę, że nie udało mi się zapamiętać więcej niż 5 słów.

9-10 lat (A1)

Nauka w polskiej szkole, również w Szubinie. W międzyczasie wyjazd na Wyspy Kanaryjskie na 2 tygodnie, gdzie w klubie dla dzieci okazało się, że mam problem z komunikacją na zupełnie podstawowym poziomie (po około pół roku nauki).

11 lat (A2)

Pół roku nauki w szkole Conseil des XV w Strasburgu w zaawansowanej grupie. Czytaliśmy na zajęciach fragmenty książek dla dzieci, pisaliśmy wypracowania o tym, jak spędzamy weekendy, nauczyłam się kilku czasów, nieregularnych czasowników - zaczęłam naprawdę mówić komunikatywnie.


12-13 lat

Ciąg dalszy nauki w polskiej szkole. Na koniec szóstej klasy podstawówki - szóstka na świadectwie. Później wyróżniałam się na tle klasy, ale nie miałam szansy w konkursach. Rozumiałam dużo z piosenek, jednak gdy nie było konieczności, starałam się nie mówić - bałam się. Często tata zmuszał mnie do mówienia w bardzo sprytny sposób, np. w hotelu: "jeśli nie poprosisz o klucze, nie pójdziemy do pokoju" - pamiętny pobyt w Danii :)

14 lat (B1)

Kolejny pobyt we Francji, tym razem w College Esplanade, również w Strasburgu. Byłam w nieco mniej zaawansowanej grupie - uczyliśmy się z książki, z której dostałam kserówkę 3 lata wcześniej... Smutne wrażenie braku progresu. Jednak progres był, i to duży, większy niż w Polsce, bo i poziom wyższy. Przeczytałam pierwszą książkę po angielsku - "The Scarlet Letter", napisaną prostym angielskim.

15-19 lat (B1+)

Ciągle bałam się mówić będąc w podróży (ale umiałam całkiem nieźle). Zajęcia w gimnazjum pomagały usystematyzować wiedzę. W liceum podczas 4 lat miałam 3 różnych nauczycieli i angielski na poziomie przygotowującym do matury podstawowej. Uczyłam się głównie dzięki grom komputerowym, artykułom czytanym w internecie, filmom po angielsku z angielskimi napisami oraz piosenkom, których teksty sobie tłumaczyłam. Słówka, które musiałam przyswoić w ramach zajęć uczyłam się za pomocą fiszek.

20 lat (B2)

Znalazłam sobie "penpals", osoby z różnych stron świata z którymi piszę po angielsku przez internet oraz za pomocą tradycyjnej poczty. Zaczęłam wysyłać pocztówki przez postcrossing.com i uczestniczyć w wymianach na swap-bot.com, również po angielsku. Ciągle oglądałam filmy, grałam w gry, słuchałam piosenek... Maturę rozszerzoną zdałam na 93%, podstawę na 98%, egzamin ustny na 100%. Przez pół roku uczęszczałam na zajęcia z angielskiego w ramach studiów na kierunku filologia szwedzka z angielskim na UAM, a później rozpoczęłam pracę na stanowisku Customer Service Specialist w Viwa Entertainment, gdzie przez 5 miesięcy odpowiadałam na pytania i pomagałam rozwiązywać problemy związane z zakupami w sklepie internetowym klientom anglojęzycznym oraz francuskojęzycznym przez e-mail i livechat.

21-22 lata (C1)

Zaczęłam pracę w Atos IT Services na stanowisku 1st Line Support Engineer, gdzie nauczyłam się jeszcze więcej specjalistycznego języka (angielskiego i francuskiego). Pokonałam strach przed rozmowami telefonicznymi w dwóch językach obcych. Podróżowałam wielokrotnie za granicę, już bez rodziców i w końcu na dobre przestałam się bać mówić po angielsku. W końcu, pierwszy raz w życiu, pojechałam do Anglii i to w towarzystwie koleżanki z Brazylii, którą znałam od 2 lat, ale kontaktowałyśmy się wyłącznie listownie i przez internet. British English mnie nie przeraża - ani razu nie miałam problemu ze zrozumieniem czy powiedzeniem czegokolwiek! :) Sporo rozmawiam po angielsku na swoim ulubionym IRC w bardzo fajnym towarzystwie, gdzie za każdym razem uczę się jakichś nowych słów.



Mogę powiedzieć, że uczę się angielskiego od ponad 10 lat i że jestem zadowolona z tego co osiągnęłam do tej pory - jestem na poziomie między B2 a C1, a to wszystko osiągnęłam w 90% dzięki własnej motywacji!

wtorek, 7 października 2014

Nauka języków - co działa, a co nie?



Nauka języków jest kwestią indywidualną, dlatego tym co napiszę, możecie się jedynie zasugerować - bez sprawdzenia, czy dana metoda Wam odpowiada, czy nie, nie będziecie wiedzieć na 100%. :)

Na początek trochę o mojej przygodzie z językami...

znam
angielski (C1)
francuski (C1/C2)
ukraiński (B1)

uczę się w miarę intensywnie
niemiecki
norweski

uczę się "na luzie"
japoński
hiszpański (uczyłam się na rocznym kursie, ale sporo wyparowało)

dużo rozumiem, prawie nic nie powiem
norweski
szwedzki (uczyłam się pół roku na studiach, ale sporo wyparowało)
duński
włoski
portugalski
czeski

A teraz do rzeczy! Na podstawie własnych doświadczeń, podpowiem jak warto, a jak nie warto uczyć się języków.

Co działa?

Zdjęcie z Ogrodu Doświadczeń Stanisława Lema w Krakowie, po lewej: koleżanka Maria z Ukrainy, po prawej - ja :)

Total immersion

Czyli "całkowite zanurzenie". Cóż to oznacza w praktyce? Wyjazd do kraju, gdzie posługują się wybranym przez nas językiem obcym i chodzenie tam do szkoły/pracy/studiowanie, przebywanie w towarzystwie osób rozmawiających wyłącznie w tym języku, granie w grę komputerową, gdzie nie ma możliwości przestawienia języka na polski...

Jak to działa?
Zmuszasz mózg, żeby zaczął myśleć w języku obcym. A to właśnie myślenie w innym języku jest kluczem do sukcesu.


Słuchanie piosenek i czytanie słów

Skoro lubisz jakąś piosenkę, warto się dowiedzieć, o co właściwie w niej chodzi. Większość tekstów, nawet obcojęzycznych znajdziesz na tekstowo.pl, często wraz z tłumaczeniem. Polecam jednak samodzielne tłumaczenie tekstu. Z czasem okaże się, że musisz jedynie sprawdzić kilka słówek.

Jak to działa?
Nie musisz nawet nic zapisywać, sens ulubionej piosenki najprawdopodobniej zakorzeni się w głowie wraz z przyjemną melodią.


Oglądanie filmu np. po angielsku z angielskimi napisami

Oglądanie filmu bez włączonych napisów może się okazać za trudne, często nie jesteśmy w stanie za pierwszym razem zrozumieć wszystkiego, gdy słyszymy coś w nieojczystym języku... Dlatego warto włączyć napisy, ale na pewno nie po polsku! To tylko rozleniwia i jest wysoce nieefektywne. Jeśli dopiero zaczynasz uczyć się jakiegoś języka, obejrzyj film, który już znasz. Zrozumiesz więcej niż myślisz!

Jak to działa?
To również forma total immersion, ale bardziej "lajtowa" -  nie wymaga żadnej interakcji, a jedynie nieco podwyższonej koncentracji.


Uważne słuchanie na podstawie już znanego nam języka

Jeśli nie masz możliwości posłuchania native speakerów (osób dla których język, którego się uczysz jest ojczystym), możesz włączyć radio lub telewizję. Niech języki które znasz będą punktem wyjścia do nauki kolejnych. Polakom najłatwiej nauczyć się innych języków słowiańskich - np. czeskiego, słowackiego, ukraińskiego, białoruskiego czy rosyjskiego. Jeśli znasz język niemiecki, nietrudno będzie Ci zrozumieć coś w języku niderlandzkim, duńskim, szwedzkim czy norweskim (języki germańskie).

Jak to działa?
Słuchaj uważnie, postaraj się nie myśleć o tym, że nie znasz tego języka. Istnieje wiele słów międzynarodowych, podobnych do siebie w każdym języku.

Aplikacje na komórkę i aplikacje internetowe

Polecam w szczególności Duolingo - mój numer jeden, po zrobieniu całego kursu z ukraińskiego poczułam się gotowa, żeby rozmawiać! :) Memrise.com (dostępny i w przeglądarce i w wersji na komórkę) oraz serię Fun Easy Learn na Androida.

Jak to działa?
Te aplikacje umożliwiają naukę poprzez zabawę - dlatego są przyjemne i efektywne. Strukturą przypominają gry komputerowe - zdobywamy punkty i levelujemy. Nie trzeba też rezerwować dużo czasu na jedną "naukową sesję", można bawić się na przerwie w szkole, albo podczas jazdy autobusem.

Co nie działa?

Zdjęcie zrobione gdzieś na południu Niemiec podczas postoju autobusu.

Kupienie książki i zeszytu

... bo kupienie książki i zeszytu niczego nie uczy. Zwykle kończy się na "zabieram się od jutra" lub "zrobiłam jeden rozdział"...

Jak to zmienić?
Skorzystać najpierw z darmowych materiałów dostępnych w sieci. Jest ich całe mnóstwo, nawet do mało popularnych języków da się coś znaleźć bez większego wysiłku. W ten sposób upewnisz się, czy masz dość motywacji, żeby się czegoś nauczyć i nie zmarnujesz przy tym ani grosza.

Chodzenie na kurs bez wyraźnego celu

Kończy się to zazwyczaj nierobieniem zadań domowych, opuszczaniem zajęć i na koniec nie można powiedzieć nic więcej prócz "chodzę/chodziłam na kurs"...

Jak to zmienić?
Zaplanować sobie jakąś nagrodę, "marchewkę", która pomoże nam dobrnąć do celu. Może to być, w zależności od budżetu, zakup kilku książek w wybranym języku, albo wyjazd na wakacje do kraju, w którym ten język będzie potrzebny do komunikacji...

Uczenie się zbyt wielu języków naraz

...a szczególnie mieszanie kilku języków z tej samej rodziny. Mogą się nam one zwyczajnie poplątać, a wtedy nie będziemy w stanie dobrze opanować żadnego z nich, a do tego się zniechęcimy.

Jak to zmienić?
Najlepiej nie zaczynać nowego języka, jeśli nie opanujemy jeszcze w zadowalającym stopniu (tak, wiem, bardzo ogólne określenie) tego poprzedniego. Jeśli jednak jesteście zbyt niecierpliwi, nie wybierajcie sobie dwóch języków z tej samej rodziny, oszczędzicie sobie stresu związanego ze słówkami, które wyglądają prawie tak samo i ciągłym zastanawianiem się "w którym to, do licha, jest języku?!"

Zbyt rygorystyczny plan nauki

Raczej nie zmotywuje, a jedynie zniechęci. W momencie układania może okazać się genialny, a gdy przyjdzie do realizacji, codzienne sprawy i chęć odpoczynku po szkole/pracy mogą nas odwieść od genialnego planu. I zamiast nauczyć się języka w stopniu komunikatywnym w miesiąc, nie opanujemy nawet 100 słów w 2 miesiące... Bo po prostu nic nie będziemy robić.

Jak to zmienić?
Pomyśleć realistycznie. Testować. Jeśli coś nie działa, zmniejszyć wymagania wobec siebie. Oczywiście działa to też w drugą stronę, jeśli czujemy niedosyt, można dokręcić śrubę.

Brak prób komunikacji

Żeby nauczyć się mówić... trzeba mówić. I nie ma na to żadnego innego sposobu. Jeśli nie powtarzamy - nie nauczymy się wymowy, jeśli nie próbujemy wykorzystać w praktyce poznanych słów - nie nauczymy się, jak konstruować zdania.

Jak to zmienić?
Żeby przełamać barierę językową, wystarczy pomyśleć, że nie ma czego się bać. W najgorszym wypadku ktoś się zaśmieje, że nieumiejętnie coś wymówiliśmy. Najczęściej jednak spotkamy się z podziwem, że spróbowaliśmy się odezwać w obcym dla nas języku - obcokrajowcy zwykle doceniają każdą, nawet nieudolną próbę i chętnie pomagają.

Jeśli masz znajomego, który uważa się za językowego matoła, podeślij mu ten artykuł!