poniedziałek, 23 marca 2015

5 piosenek, które zawsze stawiają mnie na nogi

Poznajcie 5 piosenek, które przemawiają do mnie mocą słów, instrumentów i głosów. Samo napisanie tego posta i wybieranie piosenek sprawiło, że pogodnie się uśmiecham i czuję się zmotywowana. Proszę, podzielcie się ze mną swoimi ulubionymi piosenkami motywacyjnymi w komentarzach (najlepiej pod postem, bo komentarze na Facebooku pójdą szybciej w zapomnienie). Takich utworów nigdy nie za wiele.

1 - Mustang z Dzikiej Doliny - Nigdy nie ulegnę / You Can't Take Me



"Nie wiecie, co w moim sercu się kryje. Chcę żyć i przeżyję.
Nigdy nie ulegnę, nigdy nie ulegnę Wam, nie."

Polska, angielska (ach, wykonanie Bryana Adamsa) i każda inna wersja językowa wyzwala we mnie taki bunt przeciwko niesprawiedliwości, siłę i mnóstwo emocji, które pomagają mi przeć do przodu mimo wszystko. Polecam cały soundtrack z filmu "Mustang z Dzikiej Doliny." Słucham tych piosenek od wielu lat (film znam od podstawówki, soundtrack zaczęłam męczyć w gimnazjum i do tej pory mi się nie znudził).

2 - Hedley - Invincible



"I’ve come a long, long way.
Made a lot of mistakes
But I'm breathing, breathing.
That’s right and I mean it, mean it"

Dawno, dawno temu, czyli jakieś 2 lata temu, kiedy miałam na ramionach więcej niż mogłam udźwignąć i próbowałam (z powodzeniem) utrzymać z jednej skromnej pensji jeszcze kogoś, prócz siebie, puszczałam sobie tę piosenkę codziennie, gdy szłam do pracy. Słuchałam jej też później, gdy już wyrwałam się z tej toksycznej sytuacji. I słucham do teraz, zawsze gdy mi źle. Teledysk jest moim zdaniem przepiękny.

3 - Simple plan - Ordinary life


"What happened to the someday? 
What happened to the dreams of the wide-eyed kid? 
Don't tell me that it's too late 
Don't tell me that I can't cause you never did"

Kiedy tego słucham i patrzę na uciekającego gościa w garniturze, wyobrażam sobie jak toruję sobie drogę na szczyt. Nie na szczyt jakiejś organizacji, nie na najlepsze możliwe stanowisko, ale na szczyt życia, na szczyt marzeń. Jak biegnę po wszystko, co chcę dostać. I jak dostaję to możliwie jak najszybciej - wiem, młodość, a nawet życie może minąć, zanim się obejrzę, jeśli będę czekać bezczynnie i narzekać.

4 - Alanis Morisette - Guardian




"I’ll be your keeper for life as your guardian
I’ll be your warrior of care your first warden
I’ll be your angel on call, I’ll be on demand
The greatest honor of all, as your guardian"

Co może dać więcej siły, niż świadomość, że masz dla kogo żyć i kogo chronić? Może według naszej kultury, to mężczyzna chroni kobietę, ale moim zdaniem, najlepiej jeśli para czuje odpowiedzialność za siebie nawzajem. Dlatego ta piosenka daje mi mnóstwo siły. Lubię świadomość, że mam obowiązek się opiekować tą najbliższą mi osobą.


5 - The Script - Superheroes



"When you've been fighting for it all your life,
You've been struggling to make things right,
That’s how a superhero learns to fly.
Every day, every hour, turn the pain into power!"

Słuchając "Superheroes", czuję się superbohaterem. I myślę o tym, ilu ludzi na tym świecie nimi jest, i że o wszystkich nigdy się nie dowiemy. Ale są wokół nas, te wszystkie uśmiechnięte twarze i pomocne dłonie, które przekuwają każde złe doświadzenie w siłę. Teledysk wart obejrzenia, bo opowiada piękną historię.

Akademia Planowania Kariery - WSG 19.03.2015

Mój nieoceniony narzeczony przekazał mi informację o warsztatach odbywacjących się na jego uczelni. Jako że miałam akurat wolne popołudnie, postanowiłam się wybrać - bydgoska Wyższa Szkoła Gospodarki jest oddalona jedynie 15 minut rowerem od naszego mieszkania, trudno znaleźć jakąś wymówkę. ;)

Akademia Planowania Kariery, jak jest napisane na stronie WSG, to wydarzenie, którego celem jest "podniesienie aktywności, umiejętności i motywacji w poszukiwaniu zatrudnienia. Zajęcia poświęcone są świadomemu planowaniu przyszłości zawodowej."

Zazwyczaj podchodzę do tego typu wydarzeń sceptycznie. Często moja duma podpowiada mi: "przecież wiem takie rzeczy" lub "po co mi to". Jednak, jak już wspominałam, intensywnie przeglądam teraz oferty pracy i zastanawiam się nad swoją ścieżką rozwoju. Nieustannie zastanawiam się też, czy jestem na właściwych studiach (i chyba tak zostanie aż do licencjatu, a po licencjacie pewnie zmienię kierunek - tak mam, interesuje mnie zbyt dużo zagadnień, żeby przez wiele lat skupiać się wyłącznie na jednej dziedzinie :D)

Podłamana po ostatnich doświadczeniach związnych z rekrutacją na różne stanowiska i zmęczona czekaniem na odpowiedzi pracodawców, pomyślałam sobie: może nie zrobiłam jeszcze wszystkiego. A może gdzieś popełniam błąd. Może powinnam częściej wychodzić z domu. Więcej udzielać się tam, gdzie teraz pracuję. Szukać możliwości na zewnątrz, tam gdzie ich nie widziałam. A może mój punkt równowagi leży gdzieś poza pracą, i tam należy szukać spełnienia?

No i zaczęłam szukać nowych możliwości. Robić rzeczy, których normalnie bym nie zrobiła. Najpierw Dni Kariery, potem Akademia Planowania Kariery, w nadchodzacym tygodniu postaram się uczestniczyć w kilku prelekcjach na BOSS Festiwal Bydgoszcz. A poza tym, w końcu posprzątałam biurko. To też należy do wydarzeń wyjątkowych. I także ma znaczenie.

czyste biurko = czyste myśli
W pracy zawsze mam czyste biurko, ale w domu jest gorzej. Dużo gorzej.

Odrzuciłam schemat pt. "Halo, niech ktoś mnie zauważy. Jestem kurde niezadowolna i niech ktoś mnie uszczęśliwi". Staram się wysyłać teraz światu inny komunikat. "Jestem, działam. A jeśli nie wyjdzie, będę działać dalej, może trochę zmienię plan."

No a teraz, do rzeczy. :)

***
19 marca na WSG odbywały się 2 spotkania.
Szczególnie przyciągnęło mnie pierwsze z nich "Moja wymarzona praca - przestań bujać w obłokach i zacznij działać", prowadzone przez profesjonalnego coacha, Marzenę Cholerzyńską. Od czasów szkolnych nie miałam okazji uczestniczyć w żadnym tego typu spotkaniu. Elementy coachingu były wprowadzane przez pedagoga szkolnego, więc sama forma warsztatów nie była mi zupełnie obca.

Zdjęcie pożyczone z facebook.com/coach.cholerzynska ;)


Wraz ze mną, przyszło 8 innych osób (tak się złożyło, że same kobiety). Usiadłyśmy na krzesłach, ustawionych w kręgu i każda z nas opowiedziała któtko o sobie - skupiając się na tym, co studiuje, gdzie teraz pracuje lub gdzie zamierza pracować i co planuje na przyszłość. Później posluchałyśmy krótkiego wykładu o tym, jak się ma praca do naszej hierarchii wartości - zainteresowanych odsyłam na bloga Marzeny [post: "Przepis na szczęście a hierarchia wartości"]. Później wykonałyśmy ciekawe ćwiczenie, które miało na celu sprawdzenia, co jest dla każdej z nas naprawdę ważne w życiu. Gdybym spróbowała po prostu wypisać ważne dla mnie wartości, lista istotnych wartości byłaby nieco inna.

miłość, rodzina, przyjaźń, zdrowie, dobrobyt, samorealizacja - tak z grubsza wyglądałaby moja lista.

miłość, rodzina, przestrzeń dla siebie, komfort psychiczny i fizyczny, wolność, zdrowie, samorealizacja, autentyczność, spokój, wspomnienia - taka lista wyłoniła się dzięki ćwiczeniu.

O niektórych z tych rzeczy nie pomyślałabym jak o istotnych dla mnie sprawach, a jednak są ważne... Cała idea coachingu zaczyna nabierać sensu w tym miejscu. Nie wszystko da się przeczytać w internecie i zabrać się za to samemu w domu. Może właśnie odłączenie się od internetu i spojrzenie na czystą kartkę, to to, czego czasem potrzebuję.

Po tym ćwiczeniu, przeszłyśmy do rozmowy o celach. Każda z nas musiala sformułować swój cel - zależny od niej samej, konkretny, określony w czasie i realny. Pozwolę sobie, by mój cel pozostał tajemnicą. :) Nie chodzi o to, że w niego nie wierzę, ale wolałabym zostawić to dla siebie, bo jestem dopiero na wczesnym etapie realizacji.

Najciekawsze jest to, że przychodząc na warsztaty nie myślałam w ogóle o tym konkretnym celu. Pojawił się w mojej głowie dopiero pod wpływem ćwiczeń. Może zabrzmi to patetycznie, ale w pewnym momencie byłam wręcz wzruszona. I uwierzyłam, że ten cel jest realny i jest naprawdę blisko. Bardziej niż kiedykolwiek, bo nie pierwszy raz zawędrował do mojej głowy.

Na koniec trzeba było określić, co zrobimy w ciągu 24 godzin, tygodnia i miesiąca w celu realizacji swojego celu. Muszę przyznać, że moje 24 godziny nieco się wydłużyły, z powodu nieoczekiwanych zdarzeń - chwilowo powinnam skupić się na czym innym, przysiadłam do nauki, żeby nie zmarnować okazji, która jest nieco bliższą perspektywą. Właściwie nie zrobiłam jeszcze nic, żeby zrealizować mój cel. Ale to nie szkodzi. Po prostu zacznę i już, nawet jeśli trochę się spóźniłam. Na szczęście przed nikim się z tego nie rozliczam. Przed nikim, oprócz samej siebie.

Chciałabym jeszcze raz podziękować Marzenie za te wspaniałe warsztaty, które otworzyły mi oczy. Ja naprawdę bujałam w obłokach. Czasem od realizacji marzeń dzieli nas parę kiwnięć palcem, ale nie chcemy się ruszać, bo jesteśmy zbyt przytłoczeni rzeczywistością. A życie mija. Nie wolno tracić czasu!

Zdjęcie pożyczone z facebook.com/coach.cholerzynska ;)


***

Drugie warsztaty dotyczyły tworzenia map myśli i były prowadzone przez Krzysztofa Skrzypka, prywatnego przedsiębiorcę, prowadzącego klub Cashflow przy WSG. Szczerze mówiąc, z mapami myśli jestem za pan brat i miałam nadzieję, że może dowiem się czegoś więcej, poznam jakieś zaawansowane techniki ich tworzenia. Niestety nie dowiedziałam się praktycznie nic nowego - na spotkaniu zostało nam przedstawione jak tworzyć mapy myśli i zobaczyliśmy przykłady ich zastosowania.

Najciekawszym zagadnieniem, które zostało poruszone, był trójkąt efektywności zapamiętywania. Poniżej krótkie video na ten temat. Taką samą planszę, którą wspomaga się Robert Kiyosaki przyniósł nasz prelegent.


Niestety odniosłam wrażenie, że mapy myśli nie mają z tym wszystkim aż tak wiele wspólnego. Oczywiście, są dobrą formą uczenia się, ale leżą gdzieś pośrodku tego schematu, bo nie aktywują myślenia aż tak mocno, jak na przykład odgrywanie scenek czy inne symulacje. Na koniec Krzysztof opowiedział nam co nieco o Cashflow i zapraszał na spotkania, które odbywają się co tydzień na WSG.

Co do samych warsztatów miałam mieszane uczucia, ponieważ moim zdaniem można było przeprowadzić je ciekawiej, opowiedzieć i zrobić więcej, a także lepiej pobudzić słuchaczy do aktywności. Na początku spotkania było powiedziane, że to my je prowadzimy, jednak nie czułam, aby tak było. Brzmiało to dobrze, i był to ciekawy punkt wyjścia, ale niestety nie zostało to zrealizowane konsekwentnie.

Również propozycja map myśli, które przygotowaliśmy, nie wydała mi się zbyt użyteczna. Plan dnia w formie mapy myśli? Mapa myśli ponoć nigdy się nie zamyka, a dzień ma ograniczoną ilość godzin. Wolę więc planować go lineanie. Mapy myśli, moim zdaniem, są użyteczniejsze na przykład w procesach decyzyjnych.

***

Część Akademii Planowania Kariery, w której miałam okazję uczestniczyć oceniam pozytywnie. Nawet jeśli myślisz, że wiesz wszystko, nie będziesz mieć pewności, póki nie sprawdzisz. Dlatego daj szansę tego typu wydarzeniom i zanim powiesz "przecież już wszystko o tym wiem..." - sprawdź. Jak się okazało w moim przypadku - jedne warsztaty mi pomogły, drugie nie wniosły zbyt wiele, ale z obu dowiedziałam się o ciekawych możliwościach w moim mieście - o niesamowitym coachingu Marzeny i rozwijającym klubie Cashflow prowadzonym przez Krzysztofa.

czwartek, 19 marca 2015

Dni Kariery - Toruń, 18.03.2015

Pewnego nudnego i dobijającego dnia (zaczyna się pięknie, co?), podpierając sobie policzek ręką i scrollując facebooka, natrafiłam na sponsorowane ogłoszenie na temat "Dni Kariery". Jako że w tej chwili intensywnie poszukuję miejsca dla siebie w świecie pracy (jak to poetycko brzmi), weszłam na stronę wydarzenia i okazało się, że chodzi o ogólnopolskie targi pracy, odbywające się każdego dnia w innym mieście. Jednym z tych miast był Toruń, a że mam niedaleko i akurat miałam wolne, postanowiłam się wybrać.

Oczywiście moje negatywne ja podpowiadało mi: "to brzmi biednie, zostań w domu, pośpij dłużej, po co ci jakieś targi, od czego jest pracuj.pl, przecież wiesz jakie możliwości masz w swoim regionie, no bez sensu, weź poczytaj książkę". Ale ta część mnie, którą obudziła wiosna i która chce wychodzić ze swojej nory i szukać możliwości rozwoju na wszelkie możliwe sposoby, spakowałam trochę rzeczy i pojechałam na jednodniową wycieczkę do Torunia.

Niestety napis "lisów" oraz mój lisek zostały zmazane i pozostał napis "będę królem".
Widocznie koordynatorzy Dni Kariery nie uznali moich ambicji za zbieżne z duchem wydarzenia ;)
Za spowodowane straty moralne przepraszam! (PS. w razie wątpliwości - żartowałam)
Wydarzenie świetne, bo:
  • dało możliwość bezpośredniego kontaktu z pracodawcami, a więc zadawania pytań, rozwiewania wątpliwości
  • zebrałam broszury informacyjne prezentujące pracodawców, oferty pracy oraz staży, które przydadzą się mnie i moim znajomym
  • pomogło mi zorientować się lepiej w lokalnym rynku pracy
  • skorzystałam ze wszystkich dostępnych warsztatów w strefie doradztwa zawodowego - poprawiłam swoje CV z Citibankiem, przetestowałam swój angielski z Empikiem (ponoć C2!), a od ekspertów z SDL dostałam wskazówki, jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej
  • wzięłam udział w kilku konkursach i dobrze się bawiłam
  • w końcu wyszłam z domu (ha ha ha)
No i, nie sposób nie wspomnieć, że...


A już jutro - relacja na temat warsztatów, w których wzięłam dziś udział w ramach Akademii Planowania Kariery na WSG w Bydgoszczy :)

wtorek, 17 marca 2015

Czy korporacje są złe?

W korporacji każdy może znaleźć coś dla siebie - niezależnie od wykształcenia prawdopodobnie czeka na niego jakieś miejsce pracy. I adekwatne zarobki, wypłacane na czas lub przed terminem. Ponadto premie, prywatna opieka medyczna i wiele tzw. benefitów - na przykład specjalne punkty, które można wymieniać na nagrody (lub dodatkowe pieniądze) czy karta multisport. Wygodne fotele, darmowa kawa, często darmowa biblioteka, tanie obiady, rest room, nielimitowany dostęp do szkoleń online... Zniżki pracownicze, dodatki świąteczne, imprezy firmowe. Międzynarodowe środowisko i przyjazna atmosfera. Tyle dni urlopu, ile się należy w świetle prawa, możliwość pójścia na płatny urlop zdrowotny, oczywiście w razie potrzeby. Nierzadko własny komputer, czasem komórka i samochód służbowy. Dla tych, w których warto inwestować - sponsorowane przez firmę szkolenia, także certyfikowane, i delegacje.

źródło: Bitstrips


Jako pracownik korporacji - potwierdzam, że tak właśnie jest.

Brzmi jak bajka - będąc jeszcze w liceum, oferty pracy z dużą ilością benefitów robiły na mnie ogromne wrażenie. Obietnica otrzymywania dobrej pensji był dla mnie wystarczająca, nie rozumiałam, dlaczego oferuje się jeszcze tyle dodatkowych świadczeń. Nie jest to standardem w każdej firmie, można więc powiedzieć, że pracownicy korporacji to prawdziwi szczęściarze.

Więc dlaczego pracownicy korporacji tak często narzekają?
Dlaczego mówi się o nich pogardliwie - korposzczury?

Atmosfera panuje podobna jak w dużej szkole. Tak, chodziłam kiedyś do dużej międzynarodowej szkoły, gdzie uczyło się blisko 1000 uczniów... W oddziale firmy, w którym teraz pracuję jest około 2500 pracowników. W takich dużych skupiskach ludzi, nie da się poznać wszystkich, jednak po kilku miesiącach kojarzy się całkiem sporo osób. I zaczyna się rozumieć, jak szybko w takich warunkach rozchodzą się plotki, nawet gdy nie starasz się zwracać na siebie uwagi.

Presja jest jednak większa niż w szkole. Nie chodzi o oceny - mogące być obietnicą przyszłych dobrych zarobków, czy też świadczące o sympatii nauczycieli - chodzi o prawdziwe pieniądze i relacje z przełożonymi. W szkole najważniejszym nauczycielem jest zawsze wychowawca. W pracy osobą, w której ręce składasz sporą część swojego losu jest bezpośredni przełożony.

Trzeba to lubić. Świat biznesu, przysłowiowe "pięcie się po drabince". Świat, w którym równie ważna jest rzetelna praca, podnoszenie swoich kwalifikacji, jak i wiedza kto jest kim, co zrobić żeby dostać awans i w jaki sposób zyskać podwyżkę. Oczywiście można się od tego wszystkiego odciąć. Przychodzić do pracy, robić swoje i wychodzić. Ale w ten sposób pracownik korporacji stanie w miejscu. Kto chciałby stać w miejscu? Nieliczni. I tak właśnie działa wyścig szczurów. Uczucia takie jak zawiść, zazdrość czy rozczarowanie są wszędzie tam, gdzie wkrada się rywalizacja.

Praca w korporacji to gra. Każdy gra o co innego i nie każdy ma ochotę grać w otwarte karty. Walczy się o uznanie, o wyższe stanowisko, o władzę, o podwyżkę. Czy to oznacza, że jest strasznie? Czy to oznacza, że w ogóle nie warto? Absolutnie nie. Można trafić na wspaniałych ludzi, z którymi będzie się świetnie pracowało. Można trafić na ludzi znośnych. Można też trafić na takich, których się nie trawi - zupełnie jak w szkole, prawda?

Jeśli będziesz mieć okazję na pracę w korporacji, mam jedną radę - idź i przekonaj się sam. Może będziesz się czuć jak część czegoś większego - wspierając swoim wysiłkiem znane marki, a może poczujesz się jak "kolejna cegła w ścianie" (piosenkę "Another brick in the wall" - Pink Floyd znają chyba wszyscy?) Nie każda korporacja to zło - a może inaczej, nie dla każdego korporacja to zło. No i jak powszechnie wiadomo, każdy kij ma dwa końce.

niedziela, 8 marca 2015

Nie wierzę w to, że nie można mieć wszystkiego

Oczywiście, nie zawsze możemy dostać DOKŁADNIE to, co chcemy. Ale życie przynosi każdemu takie możliwości, po jakie nie boi się wyciągnąć ręki. Jako że szykują się u mnie pewne życiowe zmiany, o których na razie nie będę pisać (ależ jestem tajemnicza), opiszę tutaj co osiągnęłam do tej pory. Ale nie tylko na polu czysto zawodowym, bo o tym już było i na pewno jeszcze będzie. Chodzi o to co potrafię, co chciałam robić i co zrobić mi się udało. I jak te możliwości się przede mną otworzyły. Nie chodzi o to, żeby się przechwalać, ale żeby pokazać, że wiele rzeczy jest w zasięgu ręki, gdy tylko ma się odpowiednie nastawienie.

Jazda konna i na longboardzie

Byłam z tych dzieci, które jako ostatnie były wybierane do drużyny na WFie i fajtłap, które nie potrafiły kozłować, wisieć na drążku czy przeżyć tygodnia bez przewrócenia się. I stawiam lekko nogę do środka.

Zachciałam jeździć konno mając 13 lat. I nauczyłam się. Umiem jeździć kłusem, galopem, jeździłam w terenie i skakałam, trenowałam podstawy ujeżdżenia. Oczywiście jestem amatorem, do poziomu eksperta brakuje mi wiele, ale pogodziłam się z tym - jeśli chce się robić wiele rzeczy, nie można być mistrzem wszystkiego.

Na deskorolce nauczyłam się jeździć już w dzieciństwie... siedząc na tyłku. I uważałam, że to zabawne i że mi wystarczy. Aż do chwili, gdy zobaczyłam ten filmik:


I po prostu kupiłam odpowiednią deskorolkę i nauczyłam się jeździć, na krótko przed maturą.
A potem przyszedł waveboard i pennyboard. Mimo że byłam jedną z największych szkolnych łamag.

Niezależność finansowa w wieku 20 lat

Jestem z tego bardzo dumna, bo marzyłam o tym od czasu, gdy byłam nastolatką. Mając 20 lat zostałam po raz pierwszy zatrudniona na umowę o pracę na czas określony, a moja pensja starczała na utrzymanie, nawet z nadwyżką. Najlepszą edukację biznesową otrzymałam od taty, który dał i daje mi wiele dobrych rad. Mama także wspiera mnie i pomaga w decyzjach dotyczących pracy. Pierwsze "staże" odbywałam w firmach rodziców, żeby dorobić do kieszonkowego. Natomiast pierwszą umowę zlecenie podpisałam mając 16 lat - rozdawałam ulotki za 5zł na rękę za godzinę (nie długo, zarobiłam przez ok 2 miesiące poniżej 200 zł, ale było to dla mnie w tym czasie i tak dosyć sporo). Wydawało się, że nie jestem w stanie wytrzymać 8-godzinnego dnia pracy ani jako pracownik biurowy, ani fizyczny. Byłam leniwa i potrzebowałam co chwilę robić sobie przerwy. Ale jednak się wyrobiłam. Dobrze, że pierwsze doświadczenia zawodowe miałam okazję zdobyć pod skrzydłami rodziców i najgorsze co mogło mi się przytrafić to nie dyscyplinarne zwolnienie, ale słowna nagana typu "przecież ty nie dasz rady wytrzymać w żadnej pracy". :D

Literackie sukcesy

Pisuję poezję i prozę. Mam na koncie kilka nagród w konkursach ogólnoszkolnych, powiatowych oraz ogólnopolskich. Zaczęłam w nich startować pod koniec podstawówki i próbuję swoich sił do dzisiaj. Piszę z potrzeby serca, a nie dlatego, że chcę zdobyć sławę. Oczywiście byłaby fajnym efektem ubocznym, nie będę nikogo oszukiwać, że nie! Jak wiele osób, chciałabym kiedyś wydać książkę, ale nie mam na to parcia. Istnieje tak wielu ludzi utalentowanych, a mi ciągle wiele brakuje, jeśli chodzi o pisarski warsztat, lekkość pióra i regularność pisania.

Animacje dla dzieci

Kiedy zaczęłam malować dzieciom twarze nie znałam się ani na makijażu, ani na body paintingu. Myślałam, że w ogóle się do tego nie nadaję. Jednak potrzeba chwili (potrzebowałam dorywczej pracy) oraz fakt, że zawsze uwielbiałam dzieci, sprawił że wkręciłam się w animacje. Nauczyłam się też robić zwierzaki z baloników i zachęcać dzieciaki, żeby podeszły do stoiska. Właściwie marzyłam o takiej pracy i żałuję, że miałam z nią do czynienia ledwie kilka miesięcy. Ale okazyjnie do niej wracam. I wierzę, że wszystko ma jakiś sens. W najlepszym przypadku - kiedyś będę miała z tych umiejętności jakiś pożytek, mam na myśli, zarobię na tym, w najgorszym, będę organizować niesamowite przyjęcia urodzinowe dla swoich dzieci. :)

Zdjęcie z Pyrkonu 2014, gdzie malowałam twarze free of charge ;)

Granie na keyboardzie i pianinie

Grałam na keyboardzie przez 6 lat, od 7 roku życia (lekcje w prywatnej szkole muzycznej 2 razy w tygodniu, egzamin na koniec roku szkolnego), jednak przestałam, bo... wszyscy rówieśnicy z którymi miałam do czynienia mieli cały czas wolny, a ja musiałam codziennie ćwiczyć. Czy ta decyzja była głupia? Nie, bo wtedy mocniej zajęłam się na przykład pisaniem wierszy i opowiadań. Nie, bo wtedy czułam, że już dłużej tak nie wytrzymam. Wróciłam do lekci grania na instrumencie rok temu, ale to również nie był dobry czas ku temu, ponieważ z powodu życiowej sytuacji nie umiałam się na niczym skupić i zmotywować. Poza tym zaczęłam trochę od 0, bo zabrałam się za pianino. I szło mi całkiem nieźle, więc czuję, że to nie był ostatni taki powrót. Kto wie, może kiedy przestanę pracować na zmiany, znowu zacznę brać lekcje! Mój instrument, keyboard Yamaha PSR 370 jest nieśmiertelny i zawsze gdy mam ochotę do niego siadam. Wystarczy mi kilka godzin, żeby opanować jakiś utwór pop-owy na keyboard, na 2 ręce. Na jedną rękę potrafię zagrać bez większego problemu od razu. Jeśli kiedyś nie wytrzymam i wszystkie plany zawiodą, mogę dołączyć do zespołu grającego na weselach... :P Choć czuję, że do grania przed publicznością stworzona nie jestem. Miałam okazję dość sporo razy występować czy to w domu kultury, czy to przed całą rodziną. Pożyjemy, zobaczymy. Póki co - nie zmuszam się (czyli gram raz na parę miesięcy).

Najbardziej oblegana filologia w Polsce,  informatyka i... studia dla artystów

Z początku moim marzeniem była filologia norweska, ale kiedy nie było na nią naboru, zdecydowałam się na szwedzką. Filologia szwedzka z angielskim na UAM w Poznaniu była i jest jednym z najbardziej obleganych kierunków w Polsce. Dostałam się i, choć zrezygnowałam (głównie z przyczyn osobistych - te studia polecam i polecać będę), udowodniłam sobie, że byłam w stanie się tam dostać. Potem poszłam na informatykę stosowaną na UTP w Bydgoszczy - tym razem były to studia niestacjonarne. Studiowanie informatyki było przez długi czas moim marzeniem. Jednak gdy zorientowałam się, że nie daję sobie rady, zamiast uparcie ciągnąć, bo skoro powiedziałam A, to trzeba powiedzieć B, postanowiłam znowu zrezygnować i przenieść się na coś, co będzie dla mnie mniej energochłonne i lżejsze. Pomogła mi moja przyjaciółka Zuza, wskazując na artystyczną grafikę komputerową w Wyższej Szkole Informatyki i Umiejętności w Łodzi, a dokładnie na wydziale zamiejscowym w Bydgoszczy. Te studia okazały się strzałem w dziesiątkę - zawsze lubiłam rysować, tworzyć, projektować i teraz uczę się, jak to robić lepiej. Czy po tych studiach jest praca? - pytają ciekawscy. Odpowiadam - przecież mam pracę. A co będzie dalej i co mi się przyda, to pokaże czas, fajnie by było robić to, co lubię. Jeśli się nie uda, będę dalej robić to, czego oczekuje ode mnie rynek pracy. I nie jest ważne to, że 2 razy pomyliłam się z wyborem. Uważam, że się nie pomyliłam. Sprawdziłam, przeżyłam i nie będę żałować, że nie wiem, jak to jest być na studiach humanistycznych, albo ścisłych. Ważne, że w końcu, po 1,5 roku pasywności, zrobiłam formalny krok do przodu w swojej edukacji - niedawno zdałam pierwszy semestr.

Modeling

Moja przygoda z modelingiem była dosyć krótka, ale zamierzam do niej wrócić. Zastanawiałam się, czy modelka może mieć mniej niż 1,70m. Oczywiście, że może. Przecież do reklam czy sesji zdjęciowych wg "widzimisie" fotografa szuka się różnych osób. I mnóstwo zdjęć jest wykonywanych na zasadzie TFP czyli time for prints - zarówno modelka i fotograf dodają zdjęcia do portfolio. Wzięłam udział w jednej sesji właśnie na takiej zasadzie. Było jak z longboardem. Chcę, działam, mam. Założyłam konto na maxmodels.pl i wrzuciłam kilka zdjęć, na odzew nie trzeba było długo czekać.

Credits ;)

Czego jeszcze chcę od życia (w najbliższych latach)?

Z tych śmielszych/pracochłonnych marzeń i planów...

  • wystąpić w reklamie, serialu bądź filmie
  • ukończyć kurs wizażu i kurs dla animatorów
  • spróbować wakeboardu, snowboardu i nart
  • zrobić prawo jazdy (tak, ja, taka niby do przodu a jednak lat 22 i prawka brak :P)
Dlaczego? No a dlaczego nie? ;)
A wy, zrealizowaliście jakieś śmiałe marzenia? Albo macie jakieś, które na realizację czekają?

sobota, 7 marca 2015

Młody lingwisto - jest dla Ciebie praca! - Obalamy mity

Zainspirowana wczorajszą rozmową z kolegą o wdzięcznym pseudonimie Łukasz Herbata (Człowieku Gołębiu, pozdrawiam!) postanowiłam napisać cykl artykułów o tym, że to nieprawda, że dla absolwentów filologii nie ma pracy i że "języki nie wystarczą". Cykl kieruję do osób w trakcie lub po szkole średniej - interesujących się językami, osób studiujących filologie oraz absolwentów studiów językowych, którzy szukają pierwszej pracy.

Na pewno każdy, kto uczy się na poważnie jakiegoś języka, albo kilku i poświęca temu wiele uwagi oraz zaangażowania przynajmniej raz spotkał się z taką opinią. Nie jest ona prawdziwa - w tej chwili rynek pracy potrzebuje lingwistów, szczególnie tych posługujących się co najmniej dwoma językami obcymi.

Jeśli znasz angielski na poziomie co najmniej B1 i drugi język na poziomie co namniej B2 lub jeśli po skończeniu szkoły masz szansę osiągnąć taki poziom - prawdopodobnie nie musisz się martwić o zatrudnienie. (Nic Ci nie mówią terminy B1 i B2? Poczytaj o Europejskim Systemie Kształcenia Językowego i oceń swoje umiejętności)

Pierwszych 3 maksym tłumaczyć nie trzeba, a druga brzmi:
"Życie jest jak rower, jeśli nie idzie do przodu, traci równowagę." (włoski)
Zdjęcie zrobione w Mediolanie, lipiec 2014

MIT #1 - Po liceum (lub zaraz po studiach) i bez certyfikatów nie masz co liczyć na pracę

Tak mi mówiono. Opuszczając liceum mogłam sobie spokojnie wpisać do CV, że opanowałam angielski na poziomie B2 i francuski na poziomie C1. Nie miałam żadnych certyfikatów, jedynie wysokie wyniki na maturach rozszerzonych (powyżej 90% z obu języków). Myślałam jednak, że to obciach wpisać na CV procenty z matury rozszerzonej. Dzisiaj nie mam takich skrupułów - mimo że minęły już 2 lata od matury, nadal posługuję się wynikami uzyskanymi na niej wynikami! Umieszczam je na każdym CV, mimo że moje zdolności ewoluowały i w tej chwili daję sobie C1 z angielskiego i C1/C2 z francuskiego. Jeśli ktoś chce sprawdzić, czy to prawda, po prostu sprawdza mnie na rozmowie kwalifikacyjnej. Co ciekawe, jeśli biorę udział w jakiejś rekrutacji, najczęściej dostaję odpowiedź. Nie zgadzam się z tezą, że jedynie 1 CV na 10 czy na 100 spotyka się z jakimkolwiek zainteresowaniem. Dwujęzycznych lingwistów jest mało w porównaniu do ilości wakatów w każdym większym mieście. Nawet bez certyfikatu (nawet bez tej matury nieszczęsnej!) jesteś traktowany jak specjalista, jeśli tylko umiesz udowodnić swoją znajomość języka na rozmowie kwalifikacyjnej.

Egzamin maturalny z języka na poziomie podstawowym = B1, na poziomie rozszerzonym = B2.

Oczywiście każdy certyfikat jest plusem w Twoim CV i warto rozważyć opcję zdobycia tych, które są w naszym zasięgu.

MIT #2 - Jeśli znajdziesz pracę tuż po szkole średniej, będziesz pracować za minimalną krajową, w fatalnych warunkach i pewnie będziesz nosić kawę jako stażysta

Nie, aplikując do pracy możesz spokojnie poprosić o więcej niż minimalną krajową. Najlepszą radę dostałam kiedyś od mojego taty - policz koszty życia, i nie zgadzaj się na mniej. Moja kalkulacja sprzed 2 lat obejmowała koszty mieszkania i jedzenie + zapas na sytuacje losowe. Wyszło mi, że nie powinnam akceptować pracy poniżej 1600 zł netto. I to samo wam radzę. Znając 2 języki musisz siebie cenić! (Gubisz się w terminach brutto-netto? Użyj specjalnego kalkulatora!). Do tej pory pracowałam w 2 miejscach - jedna firma międzynarodowa z 4 biurami w różnych miejscach w Europie, jedna korporacja - gdzie jestem do tej pory. Nie wdając się w szczegóły (na razie), warunki pracy są normalne - wygodny fotel, biurko, komputer, co najmniej 1 dodatkowy monitor, wyposażona kuchnia do dyspozycji - to standard w obu firmach, o których mogę się wypowiedzieć. I nikomu nie muszę nosić kawy, chyba że sama chcę pomóc koleżance, która w danym momencie nie może oderwać się od pracy. :)

MIT #3 - Do języka trzeba czegoś jeszcze, sam język nic Ci nie da

To nie do końca prawda. Jest mnóstwo ofert pracy, gdzie tak naprawdę jedyną konkretną umiejętnością, której wymagają pracodawcy jest znajomość pakietu Microsoft Office (przez co rozumieją najczęściej Word, Excel, PowerPoint - które zna każdy bardziej ogarnięty gimnazjalista - oraz Outlook). Jednak nie ma nic złego we wpisaniu sobie w CV deklaracji, że znasz pakiet Office, nawet jeśli nie jesteś biegły w obsłudze wszystkich programów - zazwyczaj chodzi o te podstawowe, które wymieniłam.

W kolejnych odcinkach zastanowimy się:

  • Czy opłaca się uczyć więcej niż 2 języków obcych? Jakie języki warto znać?
  • Expectations vs reality - na jaki typ pracy liczysz, a jaki masz na wyciągnięcie ręki
  • Jak napisać CV, czy warto pisać list motywacyjny, jak szukać ofert i na co zwracać uwagę
  • Jak wyglądają rekrutacje w różnych firmach i o czym trzeba pamiętać podczas rozmowy kwalifikacyjnej
  • Czy warto iść na filologię, na jaką filologię warto iść i czy w ogóle warto iść na studia? A jeśli tak - czy koniecznie od razu po szkole średniej?
  • Czy możliwe są praca i studia jednocześnie - plusy i minusy takiej sytuacji
  • Czy korporacje są złe?
  • Jaka jest idealna pierwsza praca?
Postaram się oprzeć kolejne teksty na doświadczeniach znajomych studentów, absolwentów i każdego, kto będzie chciał się podzielić jakimiś spostrzeżeniami. Zapraszam do podejmowania dyskusji w komentarzach - jeśli z czymś się zgadzasz, nie zgadzasz lub chcesz się czegoś więcej dowiedzieć - na pewno odpowiem.