sobota, 25 lipca 2015

Mam 22 lata i jestem bogata - historia moja, moich pieniędzy i czegoś jeszcze

Jak już wspominałam, mam 22 lata... Widzicie powyżej próbę upchania 22 świeczek na torcie, i jak największej ich liczby w wagonikach mojej ulubionej ciuchci, którą powinnam była odstawić już w 7 urodziny, bo ma tylko lokomotywę i 5 wagonów. Zamiast tego, dokupiłam niedawno kolejne... Nieważne... :D

Jak już kiedyś pisałam, mój inicjalny plan na życie nie różnił się wiele od tego, co przewiduje większość z nas -  po skończeniu liceum zamierzałam iść na studia, a po 3 lub 5 latach rozejrzeć się za pracą. Myślałam nawet o robieniu dwóch kierunków na raz. W 2013 roku, niespełna rok po skończeniu liceum, wylądowałam jednak w pracy, o czym możecie poczytać w kilku artykułach na tym blogu, polecam szczególnie zapoznać się z tym.

W pierwszej pracy może i nie zbijałam kokosów, ale była to płaca o kilkaset złotych większa niż minimalna krajowa i udawało mi się za te pieniądze:

  • wynajmować pokój dla dwóch osób
  • wyżywić dwie osoby
  • płacić rachunki
  • pozwalać sobie na drobne przyjemności
Nie potrafiłam natomiast odkładać pieniędzy i rzeczywiście przy tamtej kwocie wymagało to dużej determinacji. Próbowałam oczywiście oszczędzać, ograniczyłam się jednak do tego, by nie wydawać swoich już zgromadzonych oszczędności i udawało mi się to, przez kilka miesięcy.

Miałam to szczęście, że na osiemnastkę dostałam pieniądze, które rodzina zbierała dla mnie od dnia moich narodzin.

A teraz przyznam się Wam, co z nimi zrobiłam. Miałam pieniądze, które pozwoliłyby mi spokojnie przeżyć rok, albo i półtorej. Część z nich od razu przeznaczyłam na komputer stacjonarny dla graczy za dwa i pół tysiąca złotych. Kilkaset złotych przepuściłam na drobne przyjemności. Resztę odłożyłam - najpierw trzymałam pieniądze na lokacie i wydawałam odsetki - punkt dla mnie, brawo Julia.

Ale w pewnym momencie zaczęłam wydawać te pieniądze, wbrew radom moich rodziców. Po pół roku rezerwy stopniały do około połowy. Mogłam zapobiec tej sytuacji, ale nie chciałam, była dla mnie wtedy sprawa ważniejsza niż oszczędzanie.

Czy żałuję? Nie.
Czy popełniłam błąd? Zdecydowanie tak.

Potem, kiedy zakończył się mój kilkuletni związek i opuściłam Poznań, pojechałam do Niemiec i na Korsykę w ramach nieoficjalnej terapii. W Niemczech nie wiedziałam, że za pomocą mojej karty w ramach usługi "bankomaty bez granic" mogę wyjmować z bankomatów gotówkę bez prowizji. Ale gdy trafiłam na Korsykę...

Na Korsyce przez 2 tygodnie żyłam jak królowa i kupowałam wszystko co wpadło mi w oko, jadłam w drogich restauracjach, a gdy bankomat wypluwał moje pieniądze w euro przyjmowałam pozę zniecierpliwionej księżniczki i mówiłam "no szybciej".

Przedkładałam "mieć" nad "być" i moja mina na tym świątecznym zdjęciu dobrze to oddaje ;)

A potem wróciłam do Polski, kupiłam sobie laptop i skończyły mi się pieniądze. Nie mogłam się pozbierać po dość traumatycznych wydarzeniach związanych z zerwaniem z chłopakiem i mama zaproponowała mi, żebym po prostu poszła do pracy. I też tak zrobiłam. Praca wyleczyła mnie z depresji, co prawda nikt jej u mnie nie zdiagnozował, bo nie byłam u psychologa, ale jestem pewna, że miałam jej początki.

I zaczęło się dla mnie coś zupełnie nowego, bo nagle zarabiałam więcej, niż mogłam sobie wyobrazić, że będę, co prawda pracowałam na zmiany i było to dla mnie trudne. Borykałam się też z typowym dla ludzi pracujących w korporacji wypaleniem zawodowym. Zastanawiałam się, czy warto pracować w korporacji.

Najczęściej wydawałam całą swoją wypłatę i nie oszczędzałam. Spełniałam wszystkie swoje marzenia i zachcianki. Kupowałam różne książki, sprzęty, jeździłam za granicę. W roku 2014 odwiedziłam 8 krajów Europy: Czechy, Finlandię, Niemcy, Włochy, Szwajcarię, Danię, Łotwę i Anglię.

Finlandia 2014
Dania 2014
Szwajcaria 2014

Same podróże były dobrym pomysłem. Oszczędzałam nawet na mieszkaniu i jedzeniu, ale za to wydawałam horrendalne kwoty na pamiątki., i to było błędem. Z perspektywy czasu myślę, że powinnam była raczej zainwestować w lepszy aparat. Chociaż, nie, myślę inaczej - potrzebowałam tych wszystkich rzeczy, żeby pomyśleć - po co tyle tego nazwoziłam?

Kiedy udało mi się odłożyć równowartość 2/3 moich miesięcznych dochodów w ciągu 4 miesięcy, musiałam je wydać, żeby opłacić pierwszy semestr studiów informatycznych. Jednak zrezygnowałam z nich po dwóch miesiącach i część pieniędzy przepadło. Przenosząc się na inną uczelnię, musiałam opłacić jeszcze większe czesne, ponieważ grafika komputerowa wychodziła tam bardzo drożej niż informatyka stosowana na mojej poprzedniej uczelni. W październiku zeszłego roku wyprowadziłam się też z domu. Przez sytuację ze zmianą uczelni zabrakło mi środków. Musiałam więc pożyczyć pieniądze od taty.

Stop, nie, nie musiałam ich pożyczać. Ja po prostu ciągle żyłam ponad stan, nie miałam zabezpieczenia finansowego i nie potrafiłam rezygnować z częstych zakupów w centrach handlowych. Zachowywałam się często jak zakupoholik, przejawiałam objawy zaburzeń żywienia - każde rozczarowanie i smuteczek zajadałam lub kompensowałam sobie jakimś wydatkiem, za sukcesy nagradzałam się podobnie. Brak okazji też był dobry, żeby coś sobie sprezentować.

Kiedy znów poczułam, że częściej zbiera mi się na płacz, niż się uśmiecham, zostawiłam pracę. Dlaczego? Bo i tak niedługo później wylądowałabym na terapii, czułam to. Z moim zdrowiem również nie było najlepiej. Spędziłam cały luty w łóżku, z powodu zapalenia dróg oddechowych. A jako że w ciągu poprzednich 12 miesięcy byłam 5 razy na antybiotyku, lekarz nie przepisał mi go tym razem i długo wracałam do zdrowia.

W maju założyłam startup w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości, i trochę się pospieszyłam, bo w maju nie zarobiłam ani grosza. Na szczęście, pracowałam jeszcze na etacie. W czerwcu rzuciłam studia po raz trzeci, a w lipcu moja sytuacja finansowa zaczęła się stabilizować. Przez najbliższe kilka miesięcy będę prawdopodobnie zarabiała mniej niż w swojej pierwszej pracy, po odjęciu wszystkich kosztów.

Pochodzę z domu, w którym niczego mi nie brakowało, ale przez chęć robienia co chcę (niektórzy nazywają to głupotą) znalazłam się już w różnych sytuacjach. Musiałam zaciskać pasa, odmawiać sobie różnych rzeczy. W czasach poznańskich ze stresu i braku pieniędzy byłam chuda i blada.

Kiedy zostawiłam za sobą pracę na etacie, patrzyłam na swoje rzeczy i myślałam: "Mam ich naprawdę dużo.


Zgromadziłam w domu prywatną bibliotekę, ale nie przeczytałam większości książek. Mam świetne kosmetyki i nie używam ich wszystkich. Mam mnóstwo akcesoriów do rysowania, malowania i tworzenia, ale prawie nie rysuję. Mam mnóstwo pamiątek, ale nie znalazłam sposobu, żeby je wyeksponować."



I wtedy zaczęłam robić to, o czym tak naprawdę marzyłam. Przekładać "być" nad "mieć". Zaczęłam korzystać z tego wszystkiego, na co własną pracą zarobiłam, a czego nie wykorzystywałam, ponieważ jedyne co mnie zajmowało, to ciągłe wydawanie pieniędzy.

Przygotowując się do odejścia z korporacji zaczęłam też chodzić na różnorakie szkolenia i taki zwyczaj został mi do tej pory. Czytam także książki. I gdzieś zasłyszałam coś, co było dla mnie całkiem nowe. Niestety nie umiem zacytować autora tej myśli.

Obojętnie ile pieniędzy dostaniesz czy zarobisz, jeśli nie będziesz myśleć jak bogaty człowiek - nie pozostaniesz bogaty.
Bo te pieniądze przepuścisz na głupoty i będziesz tego żałować.

Tak było ze mną. Teraz zarabiam mniej niż kiedykolwiek podczas mojej kariery i nie wstydzę się do tego przyznać. Dlaczego? Dlatego, że

W końcu jestem bogata, bo nauczyłam się dobrze zarządzać moimi pieniędzmi.


Poszłam w końcu w dobrą stronę i wkrótce, gdy moje finanse się ustabilizują, będę dążyć do odłożenia większej kwoty. Po za tym, na szczęście, wydawałam pieniądze na doświadczenia - czyli podróże oraz na edukację - czyli książki, inwestowałam także w swój rozwój, płacąc za studia i kupując akcesoria takie jak tablet graficzny czy kamerkę Go Pro, dzięki którym mogę teraz rozwijać swoją kreatywność.

Anglia 2014. Wspomnienia i doświadczenia to aspekty, na które nie trzeba żałować pieniędzy. Bez przedmiotów można się obejść, choć różne drobiazgi mogą się okazać kluczami do głęboko ukrytych wspomnień. :)

Jednak nie wszystko co kupiłam było mi niezbędne i potrzebne.
A wczasach dobrobytu i życia ponad stan zostało przybyło mi 5 kilogramów wagi. Byłam uroczą kluseczką i dziwię się, że mój narzeczony się we mnie wtedy zakochał. :D

Ktoś może powiedzieć, że poprzewracało mi się w głowie od dobrobytu i teraz o, wyciągam taaakie niesaaamowite wnioski. Jednak, pomijając straconą wyprawkę w dorosłość -

Na wszystko pracowałam sama.


I jestem z tego dumna.