niedziela, 30 sierpnia 2015

Umiałam poczekać - teraz jestem z siebie dumna

Uważam, że to kim jestem w dużej mierze zawdzięczam swojej postawie wobec... obowiązku szkolnego i spraw z nim związanych. Kiedy inne dzieci, nastolatki, a potem młodzi ludzie używali życia na 100%, ja siedziałam ciszej, spokojniej i posuwałam swoje sprawy naprzód, czasem z zaciśniętymi zębami. Jest to jeden z przypadków, gdy przydaje się "umiejętność odraczania nagrody" czy też po prostu "umiejętność czekania na przyjemność". Wiedziałam o co walczę i wywalczyłam to! Chociaż walczę nadal, o kolejne rzeczy i zdarzają się wątpliwości...
Oto moja historia.

Dzieci w szkole mnie nie rozumiały.

Rodzina wbiła mi do głowy, że jeśli będę się uczyć, zdobędę dobrą pracę. Sama myślałam o zostaniu naukowcem - nie zastanawiałam się dokładnie, jaką gałąź nauki wesprę, po prostu mówiłam "zostanę naukowcem" i tyle. Poza tym szkoła, mimo swojego topornego charakteru, bardzo przypadła mi do gustu. Byłam jednym z tych bystrych dzieciaków, które jak, przysłowiowa już Hermiona z "Harry'ego Pottera", ciągle trzymają ręce w górze, znając wszystkie odpowiedzi. I często wyrywałam się sama żeby coś powiedzieć.

Pod koniec podstawówki i w gimnazjum byłam przezywana: kujon, pinglarz (gdy zaczęłam nosić okulary). Piętnowana za to, że mam dobre oceny. Odrzucana, bo nie interesowałam się modą, makijażem i nie umiałam kokietować chłopaków. Potrzebna zwykle wtedy, gdy trzeba było coś spisać. Wkurzało mnie to - chciałam być częścią grupy. Proponowałam, że pójdę ze wszystkimi w plener, ale ja nie wypiję, chyba że sok pomarańczowy. Nie chcieli, żebym szła. A ja nie chciałam pić alkoholu przed osiągnięciem pełnoletności, bo miałam swoje zasady. Pewnego dnia wymyśliłam sobie wiersz dla moich "wrogów", szczególnie dla tych, którzy potrafili rzucić mi piłką w twarz podczas WFu i śmiać się ze mnie, albo dla tych którzy pytali, kiedy chcę zacząć uprawiać seks, a na moją odpowiedź, że po 18 roku życia lub po ślubie, wybuchali śmiechem i rozpowiadali dookoła (jakby to było coś śmiesznego).

A wiersz był taki:

Gdy ktoś jest głupi
Mądremu oczy wyłupi
Aby tylko udowodnić
Że ten mądry to dziwny osobnik
Odmienny, inny, kujon
Przezwiska mądrego w oczy kłują

Ale czas leci i leci
Za pięć lat patrzymy
A głupi zbiera śmieci
Spod nóg mądrzejszego
I co ty na to kolego?

To mi przyświecało. Teraz się śmiejecie, a później będziecie pracować w firmie wywożącej śmieci, ha! A ja będę, o, na przykład w telewizji, i będziecie mnie oglądać i mówić swoim dzieciom - "słuchajcie, chodziłem z tą panią do szkoły. Wtedy się z niej śmiałem, a teraz jestem zaszczycony, że byłem z nią w jednej klasie".

Wiedziałam, że może im się wydaje, że jestem bezbarwna, ale wierzyłam, och, tak bardzo wierzyłam, że zostawię ich za sobą, i że będę kimś więcej niż oni. I chociaż nie występuję w telewizji, tak się stało - osoby, które kiedyś mi dokuczały, nie odważyłyby już na to. Osiągnęłam więcej, bo umiałam to wszystko przeczekać, nie ugięłam się, pozostałam sobą. Tą "nudną, poważną dziewczyną" (wcale taka nie byłam - tak tylko widzieli mnie inni...), której jej 22-letnia wersja gratuluje i dziękuje z całego serca.

Ja w wieku 11 lat i 20 lat.


Uczennica idealna

...posiadająca jedynie dwie wady - jak głosiło każde świadectwo opisowe w klasach I-III: "ma problemy z panowaniem nad swoimi emocjami", "nie radzi sobie z utrzymaniem porządku w miejscu pracy". Jakże trafnie moja kochana wychowawczyni określiła to, z czym borykam się do teraz! (Mówiąc "kochana" - naprawdę myślę "kochana" - pani Karina jest ciepłą i wspaniałą osobą i wiele jej zawdzięczam)

No i tak, nie przeciągając historii, lubiłam tę szkołę i żeby przez nią przejść - przez 6 lat podstawówki, 3 lata gimnazjum i 4 lata liceum o profilu dwujęzycznym francuskim - wystarczała mi myśl o "następnym levelu" - dobrze zdany egzamin gimnazjalny otwierał drzwi do lepszych liceów, dobrze zdana matura - drzwi do lepszych studiów, a jak się okazało, także i pracy. Ale ogólnie, zawsze gdzieś tam z tyłu głowy przyświecała mi myśl: muszę i chcę się uczyć, bo będę miała w konsekwencji pasjonującą i dobrze płatną pracę.

***

Ale kiedy rzuciłam studia i poszłam do pracy zaczęłam myśleć inaczej: kiedy inne dzieci bawiły się na podwórku i grały na komputerze, ja odrabiałam lekcje albo grałam na keyboardzie. Kiedy moje koleżanki wychodziły na miasto, ja czytałam książki. Nie to, że nigdy nigdzie nie bywałam, ale na pewno opuszczałam dom rzadziej niż inni. I dotarło wtedy do mnie, że zapłaciłam jakąś cenę za to, jak poważnie wszystko traktowałam.

Może nie bawiłam się tak dobrze? A gdybym mogła się bawić lepiej niż kiedykolwiek, wykorzystując pieniądze i czas tylko na swoje zachcianki?

I tak, na jakiś czas, przestałam się uczyć. Była praca, podróże, rozrywki i wydawanie pieniędzy.  Żyłam tak, jakby na moje konto miała zawsze spływać określona kwota i przez kilka słodkich miesięcy nie zastanawiałam się, czy pójdę ponownie na studia, czy nie, i co w ogóle tak dokładnie będzie się działo.

I niby było przyjemnie, ale czegoś mi brakowało. Wtedy dotarło do mnie, że brakuje mi celu w życiu i że ja naprawdę lubię się uczyć. I że nie wolno przestawać się uczyć, ponieważ to nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.

***

Zdarza się, że ktoś mówi mi: "Julka, ale ty masz szczęście/masz fajnie/jak ty dużo umiesz/chciałabym być taka ogarnięta jak ty"


Ale ja wiem, że w większości przypadków ci ludzie wcale nie chcą "być jak ja". Bo z jakiegoś powodu nie poświęcali/nie poświęcają swojego czasu, żeby się uczyć, planować czy chociażby iść do pracy i zarobić na swoje przyjemności. Tylko, że ludzie nie wiążą jednego z drugim. Sama często wpadam w tę pułapkę...

Widzimy na przykład modelkę i myślimy - chuda, ładna, ma szczęście, pofarciło się. Skąd możemy wiedzieć ile przeszła zanim trafiła na strony magazynu, który właśnie przeglądamy...? Wydaje nam się, że jest tylko to, co mamy jak na dłoni. Śmiejąca się nam niby w twarz laska w markowych ciuchach. Czasem pomaga na chandrę zamazanie jej co drugiego zęba niebieskim długopisem. Nie odczuje tego, a nam jest jakoś złośliwo-lepiej (remedium na zazdrość praktykowane przeze mnie i znajome za czasów gimnazjum i liceum).

Zazdrościmy milionerom. Tymczasem tajemnica niektórych z nich to... oszczędzanie. W książce "Biedny milioner" Tadeusz Niwiński udowadnia, że poprzez umiejętne oszczędzanie przecięty człowiek ciągu życia jest w stanie zgromadzić środki o wysokości miliona w walucie w której zarabia. Tylko że większość ludzi nawet nie próbuje, bo wydaje im się, że ich wypłaty są marne i do tego miliona im daleko.

Każdy ma inną drogę i warto zapytać, zanim się go oceni. Może niektóre dzieci mają lepszy start, inne gorszy, ale każdy ma wybór. Każdy! I każdy kto się stara wyrwie się ponad znaną sobie przeciętność. To nie mit, to fakt. Trzeba jedynie zrozumieć, że...

Żeby kiedyś było lepiej, trzeba coś poświęcić. A wielu ludzi chce mieć wszystko na pstryknięcie palców... A tak szybko można dostać jedynie namiastkę swoich pragnień.

Zdrowia nie można kupić w aptece - należy o nie wytrwale dbać.
Dlatego zdecydowałam się zrezygnować z dobrze płatnej pracy - nie chciałam chodzić do pracy na nocne zmiany, ponieważ ważniejsze było dla mnie zdrowie.

Szczęścia nie można kupić od dilera albo w monopolowym - trzeba na nie pracować.
Nie palę i nie biorę narkotyków. Rzadko i niewiele piję. Och jaka jestem sztywna i nudna, prawda? Ale za to wiem, że będę żyła dłużej. Może nie dłużej niż inni, bo tego nie da się tak oszacować, ale na pewno dłużej niż ta alternatywna wersja mnie, która chce mieć wszystkie najlepsze doznania teraz i natychmiast.

Miłości nie można poczuć podczas jednej podniecającej nocy.
Wiem, że prawdziwa relacja i uczucie potrzebuje czasu i uwagi by rozkwitnąć. Dlatego wzięłam ślub i będę robić wszystko, żeby miłość w moim małżeństwie była silna i ciągle wzrastała.

Szybkie pieniądze pod postacią kredytów wiążą się ze stratami i stresem podczas spłacania.
Z tego powodu nie biorę kredytów i nie zamierzam ich brać, o ile nie będzie takiej konieczności. Nawet na mieszkanie. Lepiej zacisnąć pasa przez kilka lat i zebrać chociaż jakiś kapitał początkowy, żeby nie brać kredytu na jakąś zatrważającą kwotę.

Umiejętność odraczania gratyfikacji jest kluczowa dla osiągnięcia spełnienia w życiu.