sobota, 2 kwietnia 2016

Moja babcia pochodziła z Mazowsza...

Follow my blog with Bloglovin ... i nie ma jej już z nami prawie 10 lat. To wystarczająco dużo czasu, żeby przestać się smucić na myśl o niej, a zacząć uśmiechać. Oprócz wielu radosnych i miłych wspomnień, zdjęć i życiowych lekcji, zostawiła mi po sobie swój strój ludowy, który wisiał w szafie nieużywany, w pokrowcu, gotowy by go jeszcze kiedyś ktoś go założył.

Zachodziłam w głowę, czy jest to strój z Mazowsza, czy łowicki, po sprawdzeniu u źródła (album rodzinny u dziadka) okazało się, że jest to strój opoczyński.

Buszując po internecie znalazłam stronę hecakieca.pl, na której można zagrać w "ubieranki" - z tym że nie ubieramy rysunkowych modelek, a zwyczaje panie i panów "w stroje ludowe z siedmiu części historycznego Mazowsza: okolic Sannik, Łowicza, Opoczna, Wilanowa, Kołbieli oraz Kurpi Puszczy Zielonej i Kurpi Puszczy Białej" (cytat ze strony).

Ze strony strojeludowe.net dowiedziałam się natomiast, dlaczego mój strój różni się od tych, które widziałam z internecie. Właściwie, to wychodzi na to, że nie ma dwóch takich samych strojów, bo po pierwsze - były (i są) ręcznie robione, po drugie, co jakiś czas zmieniały się trendy, po trzecie - jeśli chodzi o stroje opoczyńskie panowała duża dowolność w sprawie kolorów kiecki.

Tyle teorii - spójrzcie na moją babcię Teresę!



Niestety zdjęcie jest ciemne i małe, a po zeskanowaniu jeszcze bardziej straciło na jakości.
Ale, tak jak już mówiłam, ten strój wisi do dzisiaj w mojej szafie. Więc dzisiaj przyszedł czas, że w końcu go na siebie włożyłam. I na tym zdjęciu możecie go oglądać w (prawie) pełnej krasie:



Oprócz z sesji zdjęciowej w Douglasie miałam dzisiaj jeszcze jedną, z Olą Lewczyńską - pojechałyśmy do Pińska, malutkiej wsi, gdzie spędziłam pierwsze 6 lat mojego życia. To był prawdziwy powrót do wspomnień - łagodna nostalgia połączona ze słonecznym dniem okazuje się przyjemna. <3

Także... opowieści o stroju ludowym po babci ciąg dalszy nastąpi!