piątek, 17 czerwca 2016

Allie


Mała dziewczynka wyszła z domu i napotkała na kota. Był biały, z czarnym nosem. Miauczał jak gdyby chciał jej coś przekazać…

- To banalne. – odezwała się kobieta, zaglądając dziewczynce przez ramię. – I jeśli już to „spotkała”, a nie „napotkała na”. I lepiej zacznij już robić lekcje, zamiast bawić się w te swoje pisaniny.
Dziewczynka spojrzała na nią spode łba.
- Tak... – nie wiedziała co powiedzieć. Ciągle nie była w stanie nazywać nowej partnerki ojca mamą lub po prostu Martą. Żywiła do niej niechęć.
- MAMO. – powiedziała z naciskiem Marta.
- Nie. – dziewczynka odwróciła głowę i pochyliła się z powrotem nad kartką. – Idź stąd.
Marta zmarszczyła brwi. Na jej twarzy osiadł złośliwy grymas.
- Tak! Nie! Wyrażasz się okropnie lakonicznie. I ty chcesz cokolwiek pisać? Z tak ubogim słownictwem? Nie mam słów. Nie, nie mam słów. Dobrze, pójdę sobie. Ale przysięgam ci, wymyślę jakąś karę która nauczy cię do mnie szacunku.

Ta kobieta jest zła – powiedział kot oczami.
- Alfonsyno! To już szczyt!
Tylko nie Alfonsyna. Tylko nie Alfonsyna.
- Allie. Mów do mnie Allie. Nigdy Alfonsyna. – zażądała stanowczo dziesięciolatka.
- ALFONSYNO, za dużo oglądasz amerykańskich filmów. Allie? Coś ty sobie umyśliła? Ach, nieważne.
- Miałaś wyjść. – rzekła Allie i spojrzała na Martę gniewnie. Ta jednak wcale się nie zmieszała.
- Kara się znajdzie. – powtórzyła Marta i wyszła, nie zamykając za sobą drzwi.
Allie słuchała jej kroków. Gdy usłyszała, że Marta zeszła po schodach na dół, cicho wymknęła się za nią. Taty nie było. Wyjechał na delegację. Marta krzątała się w kuchni, a Allie czaiła się za drzwiami, podglądając ją. Kobieta włączyła radio.
- O. Feel. – uśmiechnęła się pod nosem.
„Nienawidzę Feel” – pomyślała Allie, ponieważ wszystko co było związane z Martą, kojarzyło jej się źle.

Rozległo się ciche plaśnięcie.
- Ziemniaki!
Allie podskoczyła. To Marta uderzyła się dłonią w czoło. Miała irytujący zwyczaj mówienia do samej siebie i przesadnego okazywania emocji.
Niemal w tym samym momencie kobieta wyszła z kuchni i skierowała się w stronę drzwi do piwnicy. Stuk, stuk, stuk.
Allie wypadła zza drzwi kuchennych. Podbiegła do wejścia do piwnicy, zamknęła je i przekręciła klucz. Wyjęła go z dziurki i włożyła do kieszeni w swoich dżinsach. Odwróciła się i spokojnie poszła do kuchni. Wyłączyła radio. Wróciła na górę, do swojego pokoju.
Ja też tak myślę. – powiedziała dziewczynka. – Ale teraz nie będzie już nam przeszkadzać.
Konsekwencje – szeptały uszy kota. – konsekwencje…
-ALFONSYNO! – rozległ się wściekły wrzask.
Od dawna jej się należało. – stwierdziła dziewczynka. – teraz ma to, na co zasłużyła. Ojciec wróci za dwa tygodnie. Nikt nie dowie się co się stało.
Konsekwencje – szemrał ogon kota – konsekwencje…

- ALFONSYNO! ALFONSYNO! Otwieraj natychmiast! Ale to już! – Marta bębniła pięściami w drewniane drzwi. Daremnie. Allie siedziała nad swoją kartką i zdawała się jej nie słyszeć.
Drżysz – kot tego nie wypowiedział, ale ona to słyszała, jak zawsze – czuję to w wąsach.
Obszedł ją naokoło. Otarł się pyszczkiem o jej dłoń.
Co robisz? – spytała.
Naznaczam cię...
Marta krzyczała, kopała, waliła czym się dało w drzwi do piwnicy. Na nic jej wysiłki – to były drzwi antywłamaniowe. Huki dochodzące z dołu świadczyły o tym, że próbowała dosłownie wszystkiego, by się wydostać.
Desperacja tej kobiety nie zna granic – zamruczał kot.
Wkrótce to się skończy - odparła
CHCESZ ZABIĆ – oskarżająco machnął ogonem.
Nie. Umrze sama. Z głodu lub wcześniej – z desperacji właśnie. – wyjaśniła
CHCESZ ZABIĆ – powtórzył.
Tylko w pewnym sensie. Pośrednio. – oznajmiła
Zje powidła i kiszone ogórki – zachichotał – nie umrze i tak.
Nie ma zapraw. Zjadła wszystkie te, które zrobiła moja mama. W piwnicy są tylko surowe ziemiaki. Kilogram ziemniaków. Surowych.
CHCESZ ZABIĆ! – krzyknął kot całym sobą.
Dziewczynka odwróciła się. Jej twarzy nie było widać w ciemności.
Kot rozmył się w mroku nocy.

Allie spojrzała na swój zegar-papugę. Była dopiero czwarta popołudniu. Jesienne popołudnie. Słońce było nisko nad horyzontem, aczkolwiek nic nie stało na przeszkodzie by wyjść na krótki spacer. Dziewczynka nie lubiła brać czegoś bez pozwolenia. Teraz jednak poszła do pokoju ojca i wzięła 100 złotych z szuflady, w której trzymał pieniądze.
Przyzwyczaiła się już do głośnych dźwięków dochodzących z piwnicy. W tym momencie Marta jęczała i krzyczała na zmianę.
Allie zawahała się. Może jednak otworzyć…? Nie. Otworzyła drzwi frontowe. Na schodach siedział zwykły szary szczur.

Ona zabiła twoją mamę. Ona zabiła twoją mamę.
Skąd mógł wiedzieć? Allie nie mogła tego pojąć. Od kota? Ale ten kot… Nie mówił tak naprawdę.
Zemsta nie jest konstruktywnym rozwiązaniem. Szczególnie taka! – usłyszała Allie. Biały kot z czarnym nosem zeskoczył zgrabnie ze śmietnika i wylądował tuż przed nią, obok szczura.
- Ty mówisz? – zdziwiła się Allie.
Nie. Ale ty mnie słyszysz.
- Jak to?
Może to wcale nie ja. Może to twoje sumienie. CHCESZ ZABIĆ.
- Nie!
Ona zabiła twoją mamę.
CHCESZ ZABIĆ.
Ona zabiła twoją mamę!
CHCESZ ZABIĆ!

Allie uciekła. Biegnąć ulicą zobaczyła, że zwierzęta wchodzą do domu przez otwarte drzwi.
Za rogiem był market. Wzięła koszyk i weszła do środka.
Czekolada z nadzieniem truskawkowym, dziesięć paczek śmiej-żelków, salami, zeszyt w kratkę z kotem na okładce. Keczup.
Nie miała genialnego planu. Szkoda jej było, że nic nie wymyśliła. Podchodząc do kasy, sięgnęła jeszcze po gumę do żucia i mentosy.
Wyłożyła swoje zakupy na taśmę.
Kasjerka nie pytała, skąd dziewczynka ma tyle pieniędzy. Spojrzała tylko na banknot pod światło. Allie spakowała zakupy i wyszła.
Wrócić do domu?

Tak. Wypuść złą kobietę.
- Ależ kocie. Nie mogę tego zrobić!
Ona zabiła twoją mamę…
- Tak szczurze. Dlatego… nie, nie, nie! Nie muszę się wam tłumaczyć!
Pobiegła do domu. Marta ochrypła już od krzyku. Jej głos przypominał wycie upiora. Przeskakując po dwa schodki, dziesięciolatka w trzy sekundy znalazła się w swoim pokoju.
Godzina czwarta trzydzieści cztery. Allie wzięła czystą kartkę.

Drodzy szczurze i kocie!
Mieliście być moimi przyjaciółmi i byliście. Jedynymi jakich miałam. Jednak muszę się z wami rozstać. Przekroczyliście granicę, która powinna być dla was oczywista. Nie zdawałam sobie sprawy, że potraficie tak wiele.
Żegnajcie.
Możecie uznać, że nigdy was nie wymyśliłam.

Zgięła kartkę na pół i pocięła nożyczkami. Zgniotła i wyrzuciła przez okno. Strzępy białego papieru pofrunęły z wiatrem w stronę lasu.
Zamknęła okno.
A potem grała na komputerze w Piotrusia Pana.
Straciła poczucie czasu. Piotruś pan zabijał piratów, zrywał mieczem pnącza, zbierał monety. I tak ciągle, ciągle. Pierwszy, drugi, trzeci poziom. Aż do trzydziestego pierwszego. Przechodziła tą grę już któryś raz z kolei. W końcu znudziło jej się i wyłączyła komputer.
Spojrzała na zegarek: Dwudziesta pierwsza.
Allie spostrzegła, że Marta już nie krzyczy. Poszła więc wziąć kąpiel z bąbelkami, umyła zęby i wróciła do pokoju. Położyła się do łóżka i zjadła paczkę Śmiej Żelków. Potem zasnęła.
Tej nocy nie śniło jej się nic.

Następnego dnia nie zjawił się ani szczur, ani kot. Nie zadzwonił tata. Marta krzyczała, ale tylko czasami. Allie nie była w szkole, nie odbierała telefonów, nie otwierała drzwi. Jadła to co znalazła w lodówce oraz słodycze z zapasu. Piła soki pomarańczowe i jabłkowe. Radziła sobie. Umiała nawet zrobić herbatę.
Potem każdy dzień był podobny do następnego.
Nadszedł wyczekiwany od dawna dzień – ojciec miał wrócić z delegacji. Jednak ten dzień minął jak inne, a ojciec nie wrócił. Wieczorem Allie postanowiła odsłuchać wiadomości z automatycznej sekretarki telefonu stacjonarnego.
Nacisnęła guzik.

Piiiip.
Witaj kochanie. Jak będziesz dyspozycyjna – oddzwoń. Karol.
Piiip.
Kochanie, zadzwoń. Co u Alki? Co u ciebie?
Piiiip.
Dzień dobry. Dyrektor szkoły podstawowej numer trzydzieści cztery z tej strony. Wasza córka nie pojawia się w szkole na lekcjach od tygodnia. Nikt nie otwiera drzwi koleżankom, które przychodzą do niej z zeszytami. Proszę o szybki kontakt.
Piiip.
Marta, zadzwoń, proszę, cię.
Piiip.
Dzień Dobry. Mówi wychowawczyni Alfonsyny. Uczennica od półtora tygodnia nie chodzi do szkoły. Co się dzieje? Proszę o odpowiedź.
Piiiip.
Marta, wypadło mi coś. Nie mogę wrócić jutro. Załatwianie pewnych formalności zajmie mi jeszcze kilka dni. Trzymaj się. Dbaj o małą.
Iiiiii.
Nie – masz – żadnych – nowych – wiadomości.
- No i dobrze. – powiedziała na głos Allie. – wręcz wyśmienicie.

2008