środa, 1 czerwca 2016

Einar - przyjaciel z dzieciństwa z którym nie rozmawiałam

Dzisiaj Dzień Dziecka i zauważyłam, że moi znajomi wspominają na swoich fejsbukowych tablicach. Prawie skusiłabym się na to samo, ale postanowiłam przygotować coś specjalnego. Napisałam do mojego przyjaciela z dzieciństwa, Einara, żeby go spytać, czy mogę opisać naszą historię. Zgodził się bez problemu.

Jest lato 1996, ja mam 3 i pół roku, Einar ma 8 i pół i... po zdjęciu widać, że jesteśmy dobrymi znajomymi. Ale jest jedna sprawa, może zaskakująca.

Nie rozmawialiśmy ze sobą, w ogóle.

Einar jest Norwegiem, ja Polką. Kiedy byliśmy dziećmi, nie znaliśmy żadnych języków obcych, mieliśmy do dyspozycji tylko mowę ciała - gesty, miny, ewentualnie ton głosu.

Pamiętam, że kiedy rodzice zachęcali mnie do zabawy z dziećmi innych narodowości, opór mijał po kilku minutach. Nieśmiałość przegrywała z chęcią spędzenia fajnie czasu. Po prostu się otwierałam i nie wstydziłam się, bariera językowa opadała i nie była aż tak ograniczająca.

Było ciekawie. Żeby coś powiedzieć, nie wystarczyło użyć słów. Trzeba było pokazywać. Taka zabawa w kalambury.

Mama nie zawsze była obok, a i ona nie znała norweskiego na tyle dobrze, żeby powiedzieć wszystko, co ja chciałam przekazać. Obie uważamy, że komunikacja to niesamowite zjawisko, bo język nie jest niezbędny, aby się porozumiewać, zgadzać między sobą.


Pamiętam, że z Einarem nie tylko się razem bawiliśmy, ale też pożyczał mi zabawki. Uwielbiałam w tamtym czasie traktory i byłam zachwycona jego zabawkowym traktorem. Nie tylko jeździliśmy nim razem, ale też mi go pożyczał.


Nie pamiętamy wszystkiego co się wtedy działo, bo byliśmy zbyt mali. Ale zdjęcia mówią same za siebie. (Co ja, u licha, robię z tą konewką?)


Kiedy poznajesz kogoś we wczesnym dzieciństwie, jest dla ciebie miły, ma ciekawe pomysły lub/i fajne zabawki, to nic więcej się nie liczy.

Nie oceniasz jego ubrań, fryzury, urody, wiele szczegółów ci umyka, nie zastanawiasz się nad nimi. Myślisz inaczej, prościej. Dlatego pamiętam: uśmiechniętego chłopaka, drewnianego krykieta, duży (taki mi się wydawał) plastikowy traktor-rowerek, maskotkę Muminka, duży ogród, biały dom na wzgórzu i ule, które były trochę dalej. Pamiętam też, że z "mojego" do Einara domu szło się koło skrzynek na listy, gdzie często odbierałam listy od mojej Babci Tereni. Tamtego lata spędziliśmy w Norwegii na wakacjach kilka tygodni, w moich wspomnieniach było to prawie jak mieszkanie tam.

O moich obecnych przyjaciołach wiem o wiele więcej. Pamiętam daty, zdarzenia, skomplikowane rozmowy, wspólne wypady, mnóstwo, mnóstwo rzeczy. Ba, pamiętam dużo więcej o osobach, z którymi się nawet nie przyjaźnię, a po prostu koleguję.



O Einarze nie wiedziałam prawie nic. Wiedziałam, że u niego zawsze jest fajnie. I często pytałam mamy, kiedy pójdziemy do Einara. Widziałam się z nim jeszcze parę lat później, na wakacjach kiedy miałam jakieś 6 lat, a potem kontakt się urwał. Aż pewnego dnia zapytałam taty, czy wie, jak nazywa się Einar, i po prostu udało się go odnaleźć na Facebooku. Czułam się trochę głupio, ale...


Tłumaczenie:
Ja: Cześć, chciałam zapytać czy pamiętasz sześcioletnią dziewczynkę z Polski, która mieszkała w sąsiedztwie w wakacje '98 (tak mi się wydaje), zawsze pożyczałeś jej jakieś zabawki, na przykład krykiet czy traktor... No, bo to ja :) Zapamiętałam cię jako bardzo miłą osobę, nawet jesli nigdy nie rozmawialiśmy. Zapytałam taty czy pamięta twoje nazwisko i udało nam się znaleźć cię na Facebooku. No więc wpadłam sie przywitać ;)
Einar: Cześć Julia! Pewnie, że cie pamiętam! Jak miło cię słyszeć! Co u Ciebie? :) Co teraz robisz?

I tak odnalazłam swojego przyjaciela z dzieciństwa. Rozmawialiśmy przez kilka godzin o tym czym się teraz zajmujemy, gdzie pracujemy i wspominaliśmy co właściwie o sobie nawzajem pamiętamy. Einar jest dziennikarzem i śpiewa w chórze, mieszka obecnie w Oslo (a wcześniej mieszkał nieopodal). Pytał o mojego brata i o mój pobyt we Francji (zdziwiłam się, że wiedział - pewnie mój tata miał kontakt z jego rodzicami dłużej niż myślałam). Ja nie wiedziałam o nim bardzo niewiele i było naprawdę niesamowicie móc z nim porozmawiać...

po raz pierwszy.

PS. Wczoraj późnym wieczorem dostałam jeszcze od Einara wiadomość:
Btw I also remember that you once brought a small electric play car that was made of  Lego. That was very cool. It was runnig on battery and had a controller that was connected to the toy with a cord. And one time I got to try it and while I was holding the controller a wasp came and landed on my hand. I was really afraid of wasps so I dropped the controller and it fell to the ground. I was really afraid that I had broken it and you would be sad. And I also wanted to be big and strong, so it was a bit embarrassing to be scared by a wasp. But luckily, it didn't brake.

Tłumaczenie:
Swoją drogą, pamiętam też, że raz przyniosłaś mały, zabawkowy elektryczny samochodzik, który był zrobiony z Lego. Był naprawdę super. Miał baterię i sterowało się nim na pilota, który był podłączony do zabawki kabelkiem. I raz chciałem sprobować, i kiedy trzymałem kontroler, przyleciała osa i usiadła mi na ręce. Bardzo bałem się os, więc upuściłem kontroler i spadł na podłogę. Naprawdę się bałem, że się zepsuł i że będzie ci przykro. Chciałem też był duży i silny, więc było mi trochę wstyd, ze wystraszyłem się osy. Ale na szczęście kontroler się nie popsuł.

Napisał mi też, że pamięta wymienianie się gazetami "Kaczor Donald" - chcieliśmy się uczyć nawzajem swoich języków (jejku, jak ambitnie - nie pamiętałam tego)!

Zadzwoniłam do mamy i pytałam, czy pamięta o Einarze coś, co mogło mi umknąć. Powiedziała, że niezwykle ciepło go wspomina - był dla mnie zawsze taki kochany, cierpliwy i serdeczny. Nie miał problemu z tym, żeby spędzać ze mną czas, chociaż byłam dużo młodsza - 5 lat robi jednak sporą różnicę, kiedy swój wiek podaje się jeszcze jako liczbę jednocyfrową, prawda?

Macie jakieś interesujące historie związane z przyjaciółmi z dzieciństwa? Podzielcie się w komentarzach. I wesołego Dnia Dziecka (chociaż już w sumie się kończy, bo jest 23)! :)