poniedziałek, 27 czerwca 2016

Jak znalazłam pierwszą "poważną" pracę?


Niegodna "normalnej" pracy?

Chociaż konto na pracuj.pl miałam chyba od 15 roku życia, to wydawało mi się, że mając 20 lat ciągle nie jestem godna tego portalu. No, że po prostu tam pracy nie znajdę. Gdybym mogła cofnąć czas - zaczęłabym swoje poszukiwania właśnie od pracuj.pl. Jak się okazało, nie byłam wcale gorsza, niż absolwenci uczelni... Ale do rzeczy. Rozpoczęłam poszukiwania pracy od solennego postanowienia, że za żadne skarby nie pójdę co pracy w call center, bo nienawidziłam (i nienawidzę dalej) telemarketerów.

Oczywiście mam znajomych, którzy w tej branży pracowali, ale większość z nich sama tej pracy nienawidziła - moim zdaniem to przeżytek i nieetyczny sposób nagabywania ludzi, który powinien po prostu umrzeć śmiercią naturalną. Chociażby przez brak chętnych do tej roboty.

Jako że wykluczyłam typowe portale do poszukiwania pracy, zostało mi olx.pl i gumtree. Moje pierwsze CV nie było zbyt bogate... Uznałam, że nie nadaję się na żadne "poważne" stanowisko. Nawet rozdawanie ulotek wchodziło u mnie w grę. Wysłałam kilka CV bez rezultatu. Większość czasu, w którym powinnam była przeglądać portale i szukać pracy, przeznaczałam jednak w nieco beznamiętne stukanie w moje ulubione League of Legends.

AAA Młodej, długonogiej sekretarki poszukuję...


Oglądałam niezliczone oferty, obawiając się w pracy molestowania seksualnego, za każdym razem, gdy trafiałam na ogłoszenie o pracy dla sekretarki, która a to miała mieć "miłą aparycję", a to nie więcej niż 25 lat. Czasem nawet wprost było napisane, że przyszły szef będzie wymagał od dziewczyny "czegoś więcej". (Przez to wszystko na pierwszą rozmowę o pracę poszłam przerażona niczym młoda sarna).

Poszłam na jedną rozmowę o pracę, chodziło o "trenera Wellness". Nazwa stanowiska brzmiała fajnie, zastanawiały mnie jednak niskie wymagania... Rozmowa odbyła się ona w jakiejś dziwnej dziurze (no dobra, przesadzam - był to mały oddział Herbalife przy wielkim blokowisku - wyglądał niezwykle marnie). W ten sposób zapoznałam się bliżej z tą dziwną stroną rynku pracy, czyli MLMem i postanowiłam trzymać od niego z daleka. Potrzebowałam stałych dochodów, a nie przygód - nie miałam kasy, żeby pić drogie dietetyczne koktajle, a potem hipnotycznym głosem przekonywać innych, że zmienią także ich życie.


Tata, nie mogę, rozwalam inhibitor


Pewnego pięknego dnia zadzwonił ojciec.
- Co robisz?
- Szukam pracy.
- Cały czas jej szukasz?
- No... Tego...
- Czy możesz przyjechać pomóc mi na farmie? Siedzisz tam bez sensu, a będąc w domu, też możesz szukać pracy.

No, co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że jestem zajęta napierdalaniem w inhibitor, pod postacią chomika bądź różowej wróżki i dlatego nie mam czasu zająć się królikami albo nakarmić drobiu? Pojechałam. Zresztą miałam ochotę w końcu poczuć się potrzebna.

Jakoś wtedy odbyła się też dość poważna rozmowa z obojgiem rodziców. Była trochę długa, ale przesłanie krótkie i jasne: "Albo idziesz do pracy, albo wracasz do domu. Nie będziemy sponsorować twojego pobytu w Poznaniu, skoro rzuciłaś studia."

Jeszcze zanim pojechałam do domu, natknęłam się na reklamę google, że firma Kinguin (wtedy znana jeszcze pod nazwą level77) poszukuje osób do obsługi sklepu internetowego z grami komputerowymi, z językami francuskim i angielskim. Wow! Kojarzyłam ich z Facebooka. Bałam się wysłać CV. Pomyślałam, że to oferta dla ludzi po studiach, a ja jestem jakimś tam leszczem, i w ogóle, co ja tam umiem. Tata zachęcał mnie, żebym spróbowała. Mama trochę się krzywiła, no bo znów te gry.

Króliki, kury i CVki


A potem, zajmując się już królikami i kurami, przygotowałam 2 wersje CV (już wtedy obiło mi się o uszy, że kreatywność czasem ma znaczenie, a ja nie miałam nic do stracenia). Im dłużej opiekowałam się uszatymi mieszkańcami klatek, tym bardziej rozumiałam, że nie mam ochoty spędzić z nimi całego życia (chociaż było fajnie - to jednak monotonia dawała mi w kość).

Wersja nr 1 - poważna.
Wersja nr 2 - kreatywna
Napisałam jeszcze list motywacyjny. Naprawdę chciałam się dostać na to stanowisko, w mojej ówczesnej sytuacji było ono szczytem marzeń.

Zostałam przyjęta. Moje CV zostało zapamiętane i ktoś później pochwalił je w momencie, gdy w ogóle się tego nie spodziewałam. W dodatku dostałam taką pensję, o jaką poprosiłam! Tata podpowiedział mi, że muszę sobie policzyć, ile wystarczy mi na życie i nie zgadzać się na mniej. Zastosowałam się do tej rady i w ten sposób, bez szarpania i negocjacji, dostałam od razu wynagrodzenie, które przyjęłam z wdzięcznością. Z perspektywy czasu widzę, że wyceniłam się dość tanio, ale tragedii nie było.

Współpraca z szefem układała mi się bardzo fajnie, był z mojej pracy zadowolony, często mnie chwalił i na koniec powiedział, że zawsze mogę wrócić. Odchodząc, planowałam zakładać własną firmę (nieco zbyt optymistycznie i nieco zbyt bez planu :D) Wszyscy życzyli mi powodzenia i mój ostatni dzień w pracy był prawdziwym happy endem. Zdecydowałam się na zakończenie współpracy wyłącznie dlatego, że chciałam wyprowadzić się z Poznania, gdybym zdecydowała się zostać, miałabym przedłużoną umowę.

Pracodawcę polecam z całego serduszka i jeśli jesteś z Koszalina lub Poznania i marzy Ci się praca w branży gier, aplikuj koniecznie na www.kinguin.net/jobs!

Jest jeszcze jedna ciekawostka. Przez pierwszy miesiąc pracy w Poznaniu miałam... 2 prace. Dostałam 3, ale w końcu zdecydowałam się na 2.

C D N -> Jak zostałam animatorką?