środa, 27 lipca 2016

Wyjdź z toksycznego związku: Burzliwe związki są naj...?



"Ale przecież burzliwe związki są najpiękniejsze! Nie mógłbym wytrzymać w związku, w którym jest nudno. Siła wkurwienia jest najlepszą miarą miłości. Liczy się tylko, żeby nie rezygnować."
~ Robert Więckiewicz

No więc nie rezygnujesz.
Krzyczycie na siebie. Ciskacie się po domu. Zaciera się to, kto zaczął, o co była kłótnia.
Ten związek to świętość, więc któraś strona zanosi się płaczem. Wytrwamy.

Idziecie do łóżka, kochacie się dziko - to znaczy przepraszam. (Chociaż wiecie, że tak się nie robi.)
Albo wychodzicie na spacer - to znaczy wszystko będzie dobrze. (Choćby przez dwa dni.)
Piszesz smutny wiersz - to znaczy, że warto, bo jest inspiracja. (I pustka w sercu)

Emocje narastają. Wy nie musicie chodzić do wesołego miasteczka. Emocjonalny rollercoaster to wasza codzienność. W sumie nie musicie w ogóle dużo wychodzić. Całe spektrum doznań jest dostępne w waszych czterech ścianach. Ekstaza miesza się z odrazą. Bałagan z ustaloną hierarchią.

Pewnego dnia ktoś nie wytrzymuje i krzyczy, że się zabije. Nie rezygnujecie.
Wyprowadzę się!
Wyjeżdżam!
Kurwa!
Nie przeklinaj!
Bo co, bo tylko tobie wolno?
Ta sama pieśń, na dwa głosy, powtarzające się motywy w sprzeczkach, niekończące się wyrzuty sumienia, zacierająca się świadomość tego, kto jest winny.

To ja jestem winna - tak myślisz, i już nie pamiętasz, że jak ludzie się kochają, to przepraszają się nawzajem, nie zrzucają z siebie odpowiedzialności za własne czyny.

Dostajesz różę.
Myjesz zakurzony wazon.
Coś idzie jakby ku lepszemu.
Teraz już wszystko będzie dobrze.

Pewnego dnia, dajesz mu kuksańca w ramię.
Nie wytrzymujesz, kiedy mniej lub bardziej jawnie cię obraża.
Dostajesz po mordzie, po ryju, po pysku. Nie myślisz "twarz". Jesteś zwierzęciem, nic nie wartym. Sama pewnie to wszystko zaczęłaś.

To twoja wina. Powinnaś być bardziej odporna.

Siedzisz i nie chcesz czuć nic. Nie poruszasz się, kulisz się - daje ci to iluzję, że być może problemy znikną, każdy mięsień twojego ciała jest napięty.

Kłucie w sercu.

To jest toksyczny związek. Lubisz to, suko?

A może wolałabyś być czyjąś księżniczką, może pragniesz spokoju, zaufania, bezpieczeństwa? Dlaczego nie wierzysz, że możesz to komuś dać i dostać z powrotem co najmniej tyle samo? Naprawdę myślisz, że jedyne na co zasługujesz, to tkwienie w tym quasi-inspirującym związku, który raz kopie cię po tyłku tak, że spadasz na sam dół i chlipiesz gdzieś głęboko, zmieszana z najgorszym gównem, a raz wynosi cię na piedestał i czujesz się, nie wiem kim, może cholera jasna, nadczłowiekiem? Razem z nim, dwoje nadludzi, których nie rozumie nikt, bo ich miłość jest taka niesamowita, inna, lepsza.

Tylko czy na pewno?

Kiedyś będzie lepiej.

Nie ma goryczy, przemocy, niepewności. Jest za to poczucie stałości, bezpieczeństwa. Związek nie generuje negatywnych emocji, uwolniony od bólu umysł może myśleć jaśniej, doznawać więcej, dostrzegać więcej świata wokół siebie. Patrzysz w lustro, twoja poszarzała twarz odżyła. W oczach masz iskry szczęścia, oddychasz głęboko. W końcu masz siłę, żeby dbać o siebie, rośniesz w siłę. Kochasz nie tylko jego. Nareszcie kochasz też siebie.

Czyli on się zmieni?
Nie. A może tak, ale przy innej kobiecie. Ale ty o tym nie myśl. Po prostu uciekaj. Za wszelką cenę.

Nie ma goryczy, przemocy, niepewności. 

Czyli to nie o nim?
Nie, to jest twoja przyszłość, u boku innego mężczyzny.

Burzliwe związki są naj...gorsze.
I to jest najbardziej łagodnie ich określenie, panie Więckiewicz.