czwartek, 18 sierpnia 2016

Arktyczna rocznicowa sesja w ślubnych strojach - Lofoty, Norwegia [część 1]



Jesteśmy już rok po ślubie! Bardzo szybko to zleciało (chyba każdy tak mówi). Że lata szybko lecą, że dzieci rosną i tak dalej. Albo: "nic się nie zmieniłaś!", żeby z kolei zaprzeczyć biegowi wydarzeń.

Na podróż poślubną pojechaliśmy do Krakowa i w Bieszczady, niewielkim kosztem - mieszkaliśmy u znajomych w pokoju oraz u rodziny w drewnianym wakacyjnym domku, podróżowaliśmy pociągami i autobusami. 


Natomiast rok po ślubie wybraliśmy się trochę dalej i w większym gronie (i znów powiem - nie, nie jestem w ciąży, ani się nie okociłam nie urodziłam). Był z nami mój tata i moje 3 dobre koleżanki, zrobiliśmy sobie roadtrip po Skandynawii. Punktem kulminacyjnym wycieczki były Lofoty. W ostatniej chwili przed wyjazdem złapałam nasze ślubne stroje (myślałam wcześniej o sesji zdjęciowej, ale prawie o tym zapomniałam!)


Na Lofotach byłam po raz trzeci, a mój mąż po raz pierwszy. O fotografowaniu na północy Norwegii mogę powiedzieć z całą pewnością - nie musisz być mistrzem. Wystarczy pstrykać dookoła, ładne widoki zrobią robotę za ciebie. Z tym założeniem przekazaliśmy aparat w ręce Natalii, Magdy i mojego taty, po raz kolejny pomijając w swoich planach usługi profesjonalnych fotografów. Muszę ze wstydem przyznać, że wcześniej wiele razy nie pozwalałam Magdzie robić zdjęć i krzyczałam, że nie umie, a wystarczyło dać jej kilka wskazówek na temat kadrowania i trochę pochwalić, żeby zaczęła robić niesamowite fotografie.


Makijaż wykonała Natalia Gwiazda. Warunki były spartańskie, malowała mnie na dworze, siedziałam na murku, a koło nas co rusz przejeżdżały autobusy i wózki widłowe z suszonymi dorszami. Ponadto wiał dość mocny wiatr, a ja przez nadużywanie narkotyków czekolady, miałam straszny problem z cerą. Te wszystkie czynniki składały się na fakt, że niełatwo było mnie umalować, ale dała radę!
Na zdjęciach tego nie widać, ale było strasznie zimno, około 12 stopni. Bolerko (ku mojemu zaskoczeniu - pasowało do sukni, a kupiłam je kilka miesięcy po ślubie i nosiłam na co dzień) pomagało mi trochę wytrzymać ten chłód, zdjęcia robiliśmy w kilku miejscach i pomiędzy ujęciami chodziłam w trenczu (do kilku zdjęć nawet go nie zdjęłam, bo wyglądał dość fajnie).

A to zdjęcie to chyba nawet ja zrobiłam :)

Kwestię wianka i bukietu rozwiązaliśmy prosto - zerwaliśmy to, co rosło wszędzie, czyli piękne, fioletowe kwiaty. Miałam wianek ze sztucznymi kwiatami, który pomógł stworzyć bazę pod ten właściwy. Nie było to trwałe rozwiązanie, ale do sesji w sam raz.


Spotkaliśmy po drodze sporo osób, którzy nam gratulowali, a my się śmialiśmy i dziękowaliśmy. Miły, romantyczny i zabawny sposób na spędzenie rocznicy. Polecamy!

Podziękowania dla taty, Natalii, Magdy i Agaty za pomoc w przygotowaniu i wykonaniu sesji! <3