piątek, 12 sierpnia 2016

Piękna i Mr Hyde

- Nie jestem potworem - powiedział mutant zbliżając się do mojego ucha. - U...wierz mi - wychrypiał z wysiłkiem.


Stałam plecami do ściany, nie mogąc się ruszyć. Czego chciał ten stwór? Kogoś mi przypominał, w najgłębszych zakamarkach pamięci tkwiły pewne jego rysy, jakaś iskra w oku, tak zwane "to coś". To takie coś, dzięki któremu potrafimy się zakochać i to samo, które łamie nam serce, kiedy zbliża się nieuchronny koniec.

- Le... Leo? - szepnęłam z niedowierzaniem. Zamrugał kilka razy, za każdym zaciskając powieki nienaturalnie długo, jakby sam zapomniał, jak ma na imię. Był teraz o dwie głowy ode mnie wyższy i wydawał się bardziej postawny niż wtedy gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Wyglądał jak kulturysta, który przesadził z ćwiczeniem górnych partii ciała. Jego nogi były śmiesznie chude, coś w jego sylwetce przypominało posturę niezdarnej kaczuszki, jednak zęby miał jak kot. Małe, cienkie i ostre. Kaczka i kot? Zupełnie bez sensu...
Obudziłam się dysząc ciężko.

- Co się stało, kochanie? - zapytał troskliwie mój Leo, jednak było widać, że jest zniecierpliwiony.
- Nic takiego - odparłam, żeby go nie denerwować.
- Ach, ty głuptasie - powiedział niby czule, ale sprawiło to, że poczułam się jak idiotka. Wsunął się pod kołdrę i przytulił mnie, nieco zbyt mocno, żebym się mogła wyswobodzić, po czym delikatnie się na mnie położył.

- Dopiero się obudziłam - zajęczałam, i to wcale nie w sposób, który zachęcałby do... Ale on mnie nie słuchał, nigdy mnie nie słuchał. Tym razem nie potrafiłam jednak udawać, że mi to nie przeszkadza. Poddałam mu się, ale kołysząc biodrami, myślałam o tej kaczkowatej kreaturze - tak, może i była silna, ale byle co było w stanie podciąć jej nogi.
- O czym myślisz, malutka? - zamruczał z rozkoszą (ale ja słyszałam tę nutkę podejrzliwości, tu trzeba było prawidłowej odpowiedzi)
- O Tobie, mmmm... - odparłam, ale chyba mi nie uwierzył. Gdybym powiedziała prawdę, obraziłby się na śmierć za brak porannej dawki rozkoszy - założyłby szlafrok i fukał niczym borsuk, któremu zajrzał do nory jaki lis czy inne cholerstwo.

Patrzyłam w sufit, i myślałam dalej, zapominając, że powinnam się poruszać.
- O co chodzi? Leżysz jak kłoda - powiedział z wyrzutem i wycofał się. Ha, przecież wcale nie chciałam się z nim kochać. Jakże bym śmiała odmówić, prawda? Tnące jak sztylety ząbki kotka.
Nie odezwałam się, tylko odwróciłam się plecami. Chyba potraktował to jak zaproszenie, bo wszedł we mnie od tyłu. Po raz kolejny tego ranka nie śmiałam zaprotestować. Nawet trochę powzdychałam dla formalności, tak żeby szybciej skończył. Potem zasnął, w końcu dopiero co wrócił z pracy - strażnicy nocni nie mają lekko.

Szkoda, że kolejna wypłata poszła na spłatę jego długów.
Odchodzę - powiedziałam do okna, a on przez sen wymamrotał "nie jestem... mmm... u...wierz mi"

Śnił mój sen - pierwszy raz od długiego czasu. To nie taki sen chciałam z nim śnić. Niestety sny śnią sie same. Było mi przykro, że musiał zobaczyć akurat taki koszmar. Nie umiałam pomyśleć "zasłużył sobie". Kiedy się obudził, nie pamiętał, że istniałam. Może jego koci uśmiech i silne ramiona uwiodły inną dziewczynę. Może już nigdy więcej nie zamienił się w potwora, a może nigdy nim nie był. A może zmieniał się w niego czasami, tak jak to było z Mr Hyde i Dr Jekyllem, wieczne i wyczerpujące tango jaźni.