wtorek, 1 listopada 2016

Minimalizm wybiórczy

Ten góralski kapeć miał ilustrować sielskość mojego życia. Resztki po sushi i papierki także.
Pamiętam moment, kiedy przeczytałam pierwszą książkę o tematyce minimalistycznej. Koncept ten w równym stopniu przeraził mnie, co zachwycił. Ludzi takich jak ja szufladkuje się jako chomiki - najczęściej powodem ich przywiązania do rzeczy jest umiłowanie przeszłości, bądź strach przed przyszłością. Ci pierwsi chomikują pamiątki, ci drudzy "przydasie", czyli przedmioty, które nie są im niezbędne, ale jeszcze kiedyś mogą się przydać. Większość chomików to typ mieszany.

Mówi się, że Polakom (ale chyba nie tylko Polakom) trudno jest myśleć w kategoriach minimalistycznych, gdyż jeszcze w latach 80 i 90 wielu rzeczy nam brakowało (a niektórym brakuje do dzisiaj). Zorientowanie się na gromadzenie zamiast wyrzucania jest więc naturalnym posunięciem. Ale czy potrzebnym?



Będąc nastolatką i napełniając mój pokój nowymi przedmiotami, szafę - nowymi ubraniami, a foldery w komputerze - nowymi zdjęciami, czułam się coraz pełniejsza. Jako dwudziestokilkulatka poczułam przesyt, ale nie umiałam się niczego pozbyć. Jednak chciałam się pozbywać, umieć oddawać, wyrzucać, odsprzedawać. I nauczyłam się.

Najłatwiej przyszła mi selekcja kosmetyków i ubrań. Przedmioty o wartości sentymentalnej i książki to rzeczy, których nie będę się pozbywać zbyt pochopnie. To, co praktykuję, nazywam minimalizmem wybiórczym. Owszem - robię przeglądy, porządki, stawiam być nad mieć. Ale nie ma w mojej szafie ograniczeń co do ilości rzeczy, nie narzucam sobie limitów książek, które mogę kupić w danym roku, a chociaż twierdzę, że na sezon wystarczą dwie pary butów, to na jesień i zimę mam aż 4 pary. Ciągle mam zbyt dużo książek i przytłacza mnie trochę ilość zgromadzonych gazet. Ograniczyłam kupowanie, zwiększyłam czas przeznaczony na czytanie. Wchodząc do mojego domu, nikt by nie powiedział, że jestem minimalistką (a już na pewno nie moja mama!)

Ale jestem minimalistką. Wybiórczą.
A jak to jest u Ciebie?