niedziela, 19 lutego 2017

Zdalna praca w grupie - metody i programy


Wszyscy znamy grupy na Facebooku. Grupowe czaty. Prywatne wiadomości. Bardzo wygodne, kiedy chcemy coś ustalić, albo zrealizować zdalnie. Problem pojawia się, kiedy ktoś Facebooka nie ma lub zakładać nie chce. Albo jeśli ma się firmę, której działalność wolałoby się trzymać w tajemnicy, z dala od gigantów takich jak Facebook czy Google.

Firmowy "fejsbuk"


Z pomocą przychodzą strony takie jak Basecamp 3 bądź Tataka, pozwalające stworzyć coś na kształt portalu społecznościowego dopasowanego do potrzeb konkretnej firmy. Jako pracowniczka firmy, która stworzyła Tatakę, miałam okazję uczestniczyć w jej beta-testach. Niestety nie wiem, czy ciągle jest rozwijana, ponieważ już tam nie pracuję, a linki na stronie niestety nie działają.

Tataka
Basecamp 3
W Basecamp 3 można tworzyć różne podgrupy i projekty, dodawać zadania dla poszczególnych osób oraz generować raporty rozmawiać grupowo lub z pojedynczymi osobami. Niestety program jest bezpłatny tylko przez 30 dni, więc niezbyt nadaje się na przykład do organizacji czasu w kole naukowym czy innej grupie, która nie dysponuje dużym budżetem.

Podobnie działa Conceptboard (który oferuje jedynie 14 dni darmowego użytkowania).


Sprawy domowe

Używanie Basecampa do spraw domowych mogłoby się okazać przerostem formy nad treścią. Za to Kanban Tool idealnie nada się do zarządzania domem. Dlaczego nie polecam go dla grupy? Darmowo można go używać maksymalnie w dwie osoby.

Kanban to metoda zarządzania produkcją wywodząca się z Japonii. Jej podstawowym zamysłem jest kontrola procesu poprzez przerzucanie zadań do kolejnych segmentów tablicy.

Stworzyłam przykładową tablicę i udostępniłam ją mężowi. To najważniejsze zadania do wykonania w domu, którymi powinniśmy się zająć w przyszłym tygodniu. Selekcję swoich ubrań już rozpoczęłam, więc wrzuciłam ją do sekcji "working". "Backlog" to ogół wszystkich zadań. Do kategorii "waiting" będziemy je przerzucać (na przykład) w dniu, kiedy będziemy zamierzali je realizować. Do sekcji "done" przeciągniemy natomiast zakończone zadania.

Można wybrać różne warianty tabel (na przykład ktoś może uznać, że nie jest mu potrzebna sekcja waiting), kolory karteczek również można zmieniać dowolnie. Obowiązki mojego męża są oznaczone "OH", a moje "j".

Backlog, work in progress oraz done czy completed to powszechnie używane terminy w wielu programach do zarządzania czasem czy też systemach ticketingowych, które przydają się w dużych firmach.

Kanban

Koło naukowe lub nieformalna grupa

No dobrze, w takim razie jaka aplikacja będzie odpowiednia dla wspomnianych przeze mnie nieformalnych grup czy kół naukowych? Moja propozycja to Trello.

Trello
Można tworzyć grupy projektowe, rozmawiać, dodawać zadania i zarządzać dowolną liczbą osób - i to wszystko za darmo!

Post napisany w ramach zajęć "Sieciowe środowisko pracy".

Zdalna kontrola PC - tylko dla hakerów?



Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że można zdalnie sterować komputerem, byłam przekonana, że takie rozwiązania stosują głównie hackerzy. Nic bardziej mylnego.

Obsługa klienta

Pracownicy obsługi klienta często korzystają z tej technologii, aby łączyć się z komputerami osób zgłaszających problemy. W ten sposób, zamiast tłumaczyć komuś przez telefon pół godziny co gdzie ma wpisać i na co poklikać, można rozwiązać wiele spraw w kilka minut. Jednocześnie klient ma możliwość śledzić nasze ruchy myszką i być może w przyszłości sam spróbuje rozwiązać problem, zanim się skontaktuje. W pierwszej pracy do tego celu używałam TeamViewera.

Pomoc współpracownikom

W drugiej pracy zaczęłam korzystać z Lynca (komunikator - Skype dla biznesu). Można było korzystać z niego zarówno do rozmawiania oraz wideokonferencji się z niektórymi klientami, jak i ze współpracownikami. Ma on również opcję współdzielenia ekranu i zdalnej kontroli. Czasem prościej i szybciej było po prostu komuś coś pokazać, oddając mu kontrolę nad swoją myszką. Wiele razy ktoś mi w ten sposób pomógł, a i ja nieraz rozwiązałam czyiś problem.

Rodzinne pogotowie techniczne

Mój mąż, odkąd wyprowadził się z domu, nie mógłby doraźnie pomagać swoim rodzicom z desktopowymi problemami, ponieważ dzielą ich setki kilometrów. Od kilku lat używa TeamViewera, żeby łączyć się z komputerem w swoim rodzinnym domu. Robi update'y antywirusa, sprawdza czy jest aktywny, czyści cookies i cache w przeglądarce, odinstalowuje niechciane pluginy, pomaga znajdować sterowniki i od razu przerzucić je na pendrive.

Lista linków (darmowe programy)

To tylko kilka przykładowych kontekstów, w których przydaje się zdalna kontrola PC. Jak wiadomo, potrzeba matką wynalazków...



Post napisany w ramach zajęć "Sieciowe środowisko pracy".

Darmowe komunikatory online: do zabawy i do pracy



Jeśli z jakiegoś powodu nie chce się używać Skype'a lub Facebooka, można sobie pokonwersować za pomocą programów online. Przedstawię tutaj 4 różne strony, które posiadają podobne funkcje, z których najważniejsze to:
  • czat
  • rozmowa głosowa
  • wideo

Talky


Jeśli nie mamy ochoty stwarzać n-tego konta, dobrą opcją będzie Talky. Można założyć zamknięty (zahasłowany) lub otwarty pokój, zapraszać do niego znajomych za pomocą linka, rozmawiać na głos, bądź na czacie oraz współdzielić ekran.

A póki się nudzimy, czekając na znajomych, możemy zagrać w prostą grę polegającą na sterowaniu niebieską rakietą z różowym dymem. Bardzo wciągające, jak widać po mojej minie. :D




FaceFlow


Drugą ciekawą opcją jest FaceFlow. Tutaj niestety rejestracja jest już wymagana, ale tylko od osoby, która tworzy pokój. Można robić to, co w Talky, oprócz grania w rakietę i współdzielenia ekranu. Na szczęście ten program ma inną zaletę godną uwagi. A mianowicie - może służyć do poznawania nowych osób z całego świata. Uzupełniając profil informacjami osobie zwiększa się szanse na to, że zagada do nas ktoś z podobnymi zainteresowaniami.



HipChat


W HipChat niestety można zaprosić osoby wyłącznie mailowo. Dodatkową funkcją, prócz czatu, rozmowy głosowej i wideo jest możliwość współdzielenia plików. Można też współdzielić ekran, oznaczać osoby podczas rozmowy, aby przykuć ich uwagę, a także używać emotikonów. Istnieje także opcja stworzenia wielu pokoi (każda konwersacja może dotyczyć czego innego i mogą brać w niej udział te same lub różne osoby).



Slackbot


W Slackbot, podobnie jak w HipChat, znajomych do czatu można zaprosić wyłącznie przez maila. Oba programy mają też generalnie podobne funkcje (różnią się drobnymi niuansami, ale nie będę wchodzić w szczegóły). Slackbot, jak sama nazwa wskazuje, posiada własnego bota. Można z nim trochę poczatować dla zabawy, ale jego główną funkcją jest samouczek.


Co do czego? 

Talky i FaceFlow są idealne do zabawy i spontanicznych rozmów.
HipChat lub Slackbot mogą się przydać do organizacji pracy zespołowej - w pracy, w grupie na studiach, czy na przykład w kole naukowym.

Post napisany w ramach zajęć "Sieciowe środowisko pracy".

piątek, 17 lutego 2017

Darmowe dyski sieciowe, czyli jak iść do więzienia albo zrobić sobie obciach



Chcąc się podzielić większym plikiem, musimy na chwilę przełączyć się z Facebooka na pocztę (wszystkiego wysłać messengerem się nie da). A jeśli poczta sobie nie radzi, trzeba się uciec do dysku sieciowego.

Sprawdzę niektóre opcje dostępne w internetach i zastanowię się, co jest najlepsze.

Google Drive i Dropbox




Osobiście używam najchętniej Google Drive i Dropboxa. Lubię w nich to, że można ich używać zarówno z poziomu przeglądarki, jak i aplikacji zainstalowanej na komputerze/smartfonie (pliki, które chce się współdzielić po prostu przeciąga się do folderu w Google Drive lub Dropboxie i udostępnia wybranym osobom).

Google Drive pozwala na przechowywanie 15GB plików za darmo.
Dropbox udostępnia tylko 2GB miejsca, ale pozwala na bezpłatne uzyskanie większej ilości przestrzeni w zamian za wykonanie kilku zadań.

Dropbox służył mi dzielnie w liceum. Założyliśmy sobie klasowe konto i współdzieliliśmy pliki przydatne do nauki, takie jak np. skany notatek. Kiedyś ktoś nie patrzył, co kilka i pozwolił swojemu aparatowi zsynchronizować się z Dropboxem (on zawsze tak usłużnie to proponuje). Obejrzałam sobie trochę interesujących zdjęć z jakiegoś grilla suto zakrapianego alkoholem i poinformowałam nieszczęsną ofiarę dropa :D

W innej klasie, która miała wspólnego dropa, zdarzyła się inna śmieszna historia. Kilka dziewczyn postanowiło się podzielić paroma filmami. Efekt? Całej klasie muliły kompy, bo pliki zaczęły się ściągać wszystkim jednocześnie.

Ciekawym wykorzystaniem GoogleDrive i Dropboxa jest też współdzielenie plików pomiędzy kilkoma własnymi sprzętami. Jeśli nie chcemy za każdym razem wysyłać domownikom maili, można po prostu udostępniać sobie pliki na dysku sieciowym, który wygląda jak zwykły folder. Oszczędza się w ten sposób trochę czasu i jest jakoś tak bardziej... kameralnie.

FileShark i CatShare



Na FileShark i CatShare ciekawą opcją jest program partnerski pozwalający na zarabianie. Na Fileshark zarabia się do 100zł za 1000 pobrań plików, na CatShare za tę samą liczbę pobrań można uzyskać maksymalnie 70zł.

Dla przeciętnego zjadacza chleba taka liczba pobrań jest trochę trudna do osiągnięcia, nawet gdyby wrzucać tylko zdjęcia z imprez firmowych czy rodzinnych.

FileShark daje nam aż 8TB miejsca.
CatShare nie ma sprecyzowanego limitu.
Z obu portali pliki są kasowane po 30 dniach od ostatniego ściągnięcia. (Wykup konta premium oczywiście zdejmuje te ograniczenia, oznacza także szybsze pobieranie od innych użytkowników, no i oczywiście pobieranie większej ilości danych)

Możliwe jest też używanie obu portali bez rejestracji, tylko po co? Daje to mniej możliwości, a rejestracja nie boli - takie jest moje zdanie :D

Mediafire


10 GB miejsca, ściąganie bez limitu
Aplikacja mobilna
...i niestety pliki są przechowywane tylko przez jakiś czas, a potem usuwane. Można to wywnioskować z tego, że jedną z korzyści w pakiecie premium jest "long-term storage". Niestety nie jest łatwo się dokopać do informacji, jak długo można przechowywać pliki za darmo.


Werdykt

Podsumowując - jeśli zależy nam na długotrwałym przechowywaniu plików online - najlepszym wyborem będzie Google Drive. Ja trzymam tam na przykład swoje zdjęcia ze ślubu i wesela.

A jeśli chcemy wrzucić dużo i szybko i nie przeszkadza nam, że kiedyś to z sieci wyparuje, idealnie nada się FileShark.

Tylko że nigdy nie wiadomo, czy właściciel FileShark nie skończy jak gość od Megaupload, czyli w więzieniu i ze szlabanem na internet. Nie od matki, ale od państwa. Jak powszechnie wiadomo takie serwisy są często-gęsto wykorzystywane do uploadu i downloadu filmów i muzyki objętych prawami autorskimi.

Przechowywałam trochę plików na Megaupload, i to takich zupełnie legalnych - to były moje prywatne zdjęcia z obozów wakacyjnych. Straciłam je. Dlatego od tamtej pry średnio ufam podobnym serwisom...

Przypomę historię założyciela Megaupload

Uwielbiam ją - trochę mnie bawi, trochę przeraża :D

"Nowozelandzka policja, na wniosek amerykańskiej prokuratury, przypuściła szturm na luksusową posiadłość o 6:45 rano. W willi trwała właśnie impreza z okazji 38. urodzin Dotcoma. Policja specjalnie wybrała ten dzień, by zgarnąć także gości. - Domyślaliśmy się, że będzie tam także część osób poszukiwanych w USA - powiedział jeden ze śledczych gazecie "New Zealand Herald".

Gdy 76 funkcjonariuszy wdarło się do środka, jubilat zabarykadował się w pokoju-bunkrze obok swojej sypialni z dubeltówką w rękach.

Razem z nim zostało aresztowanych jeszcze trzech innych pracowników Megaupload - Bram van der Kolk, Finn Batato i Mathias Ortmann. W willi znaleziono 9 milionów dolarów w gotówce oraz samochody i dzieła sztuki warte 8 mln dolarów."
Więcej o aresztowaniu Dotcoma przeczytasz tutaj.

"Schmitz, jak naprawdę ma na nazwisko właściciel i założyciel MegaUpload, może wrócić do swojej luksusowej willi. Nie będzie to jednak tryumfalny powrót w glorii i chwale, a praktycznie areszt domowy. DotCom nie może używać swojego helikoptera i nie wolno mu korzystać z sieci. Na dodatek zabroniono mu oddalać się od domu dalej niż 80 kilometrów. Milioner nie będzie mieć nawet pociechy ze swojej wspaniałej kolekcji aut, bo cała została skonfiskowana. Oprócz wspaniałego domu, został mu tylko dmuchana makieta radzieckiego czołgu z czasów Zimnej Wojny."
Więcej o jego wyjściu z więzienia przeczytasz tutaj.

Post napisany w ramach zajęć "Sieciowe środowisko pracy".

Usprawnij swoją pracę (darmowe narzędzia online) cz.I

Kalendarz Google

Kiedy poznałam mojego męża informatyka (a właściwie sieciowca), używałam kalendarza papierowego, a on Kalendarza Google. Szanowaliśmy nawzajem swoje wybory, ale już wkrótce okazało się, że rozwiązanie stosowane przed niego jest o wiele lepsze.
Nie pamiętam już, kto wpadł na pomysł, byśmy swoje kalendarze współdzielili. Oboje pracowaliśmy na zmiany, w różnych działach jednej firmy, więc trudno było się nam umawiać na randki. Na początku w moim kalendarzu wprowadziłam jedynie swoje zmiany, no i różne inne nieprzesuwalne terminy (takie jak wizyty u lekarza). Ja widziałam jego kalendarz, on mój i w ten sposób mogliśmy łatwiej ustalać terminy spotkań. Pełna transparentność i zaufanie już od samego początku. Sceptycy twierdzą, że było to odarte z romantyzmu. Ale powinniście zobaczyć nasze kalendarze!


Olek w tamtym czasie jeszcze studiował, więc naprawdę miał mało czasu na spotkania.

Do teraz używamy kalendarza na co dzień, a kiedy się wyłamię i zapomnę wpisać coś do swojego kalendarza, to ląduje w kalendarzu Olka. Jest bardzo zorganizowaną osobą i nikt mu nie przeszkodzi w skutecznym zaplanowaniu dnia, nawet nieogarnięta żona ;)

Plusy kalendarza Google:
  • Dostęp z komputera oraz urządzeń moblilnych (wzajemna synchronizacja)
  • Przypomnienia dźwiękowe/powiadomienia push na telefonie
  • Oznaczanie kolorami różnych aktywności
  • Tworzenie zdarzeń powtarzalnych bądź trwających kilka dni
  • Wiele portali, np. takich, gdzie rezerwuje się uczestnictwo w wydarzeniach, posiada opcję dodania wydarzenia do kalendarza Google za pomocą jednego kliknięcia
  • Istnieje możliwość stworzenia kalendarza na specjalne potrzeby jakiegoś wydarzenia i dodanie do niego tak wielu osób, jak się chce. Przykładowo, stworzyłam kalendarz wizyty w Polsce dla swojej koleżanki z Niemiec. Posłużył on do szczegółowego zaplanowania jej pobytu (jest bardzo zorganizowaną osobą)
Minusy:
  • Brak możliwości odhaczenia zrobionych zadań (można im zmienić kolor, usunąć je, albo przeciągnąć np. w część dnia która minęła i jest zaznaczona na szaro - ale to wszystko tylko działania zastępcze)
  • Istnieje jakiś komponent z listą zadań, ale jest on słabo dopracowany i praktycznie nie łączy się z kalendarzem. A jeśli tak, to tak nieintuicyjnie, że niestety nic z tego nie rozumiem, pomimo szczerych chęci.

Evernote


Jestem osobą, która dość sporo notuje, często w różnych miejscach. Później te notatki, nierzadko ważne, się gubią i zapominam o czymś na śmierć... Evernote może pomóc zapobiec takim sytuacjom. Podobnie jak kalendarz Google synchronizuje się z urządzeniami mobilnymi, więc można pisać na urządzeniu, które akurat ma się pod ręką.




Można tworzyć notatki, różnorakie listy i tworzyć do nich przypomnienia, a także tagi. W Evernote jest również wbudowany czat, a wszystko co się stworzy w tym programie można udostępnić osobie trzeciej za pomocą maila.


Money, money, money... Oczywiście za pieniądze można dostać więcej. Opłaty nie są wysokie, więc jeśli komuś się bardzo ten program podoba, można rozważyć upgrade.

To jedyna aplikacja z dzisiejszego zestawienia, której jeszcze nie używałam przez dłuższy czas. Została zaproponowana przez prowadzącego zajęcia i po prostu musiałam ją sprawdzić. Ale bardzo się cieszę, bo chyba się do niej przekonałam.

Todoist

Kolejnym narzędziem, które przedstawię jest aplikacja służąca typowo do tworzenia list zadań. Bardzo pomagała mi w organizacji przez jakiś czas... Jednak brakuje w niej miejsca na notatki, które daje Evernote. Dlatego myślę, że wkrótce migruję jednak do tamtego narzędzia.

To, co najbardziej podoba mi się w Todoist:
  • możliwość stworzenia różnych list, tzw. projektów
  • priorytetyzacja
  • dodawanie deadline'ów
  • synchronizacja pomiędzy różnymi urządzeniami (tak, jak w przypadku poprzednich 2 programów)
Minusy:
  • Niewiele bezpłatnych opcji - np. etykiety są już tylko dla premium
  • To aplikacja wyłącznie do list zadań, ewentualnie list zakupów czy list marzeń, jednak nie nadaje się zbytnio np. do zaplanowania rutynowych czynności

Habitica

Kto lubi gamifikację, ręka do góry!



Dzięki Habitice nie tylko stworzymy i zrealizujemy listy rzeczy do zrobienia, ale również wyrobimy sobie pozytywne nawyki, a rutynowe (codzienne/cotygodniowe) czynności potraktujemy jak questy w grze. Za każde zadanie, w zależności od przyznanego mu poziomu trudności, dostajemy nagrody. Jak można zobaczyć poniżej, jestem tam całkiem wypasionym magiem na wilku i mam zwierzątko - mamuta, ale też od ponad roku nocuję w gospodzie, bo przestałam grać i zanim wyczyściłam wszystkie listy do zera, bałam się stracić całe HP. No bo niestety - jak się w realnym życiu zrobi, a w Habitice odhaczyć zapomni, to punkciki lecą, traci się życie, a potem nawet poziomy... Dlatego na dłuższą metę czułam się uwiązana do telefonu i po kilku miesiącach używania zrezygnowałam z tej aplikacji. Nie wykluczam jednak, że do niej wrócę, bo jest naprawdę bardzo sympatyczna.

Można też tworzyć tam grupowe lub indywidualne wyzwania, dołączać do gildii, i tak dalej. Zupełnie jak w prawdziwej grze, tylko ta tutaj nie jest zwykłą "guilty pleasure", grając posuwamy swoje sprawy do przodu. O ile jesteśmy uczciwi. Bo oczywiście można udawać, i tylko kilkać "done, done, done". Tak jak niektórzy oglądają Chodakowską na leżąco wpieprzając pączki. :)

Aha, oczywiście Habitica ma także aplikację mobilną.


Aplikacji ułatwiających efektywną pracę jest multum i ciągle pojawiają się nowe. Nie warto rzucać się w wir testowania i próbować działać w kilku na raz jednocześnie. Lepiej wybrać jedną i ewentualnie po kilku tygodniach lub miesiącach przerzucić się na kolejną, jeśli ta pierwsza nie spełnia wszystkich oczekiwań. A jeśli mam być szczera, to czasem nadal korzystam po prostu z kartek. A listę zakupów piszemy z Olkiem w notatniku na magnes, wiszącym na lodówce.

Postęp postępem, ale pewne rzeczy pozostają takie same. Papier ma się dobrze, jeszcze nie umarł, a praca tak jak przed erą komputerów - nie zrobi się sama.

Post napisany w ramach zajęć "Sieciowe środowisko pracy".

czwartek, 16 lutego 2017

Darmowe programy graficzne online



Specjalistyczne programy graficzne kosztują od kilkudziesięciu złotych (np. za miesiąc abonamentu) do kilku tysięcy (za pełną licencję). Nie każdy wie, że w sieci jest mnóstwo programów dostępnych całkiem za darmo. Niektóre z nich mają opcje premium, inne pozostają w 100% bezpłatne.

Przyjrzymy się dzisiaj kilku z nich. Przetestuję je pod kątem:
  • pierwszego wrażenia (jak się coś w sieci nie spodoba, to najczęściej klikanym piktogramem jest krzyżyk)
  • intuicyjności (nie ukrywajmy, najczęściej od programu online oczekujemy, że wejdziemy, rozejrzymy się i będziemy w stanie od razu coś stworzyć)
  • jakości interfejsu (czy jest na sali ktoś, kto lubi brzydkie programy?)
  • dostępnych funkcji (to chyba najważniejsze!)
Na testy każdego programu daję sobie około 30 minut. Czas, start.

PixlrEditor



Piewsze wrażenie

5/5

PixlrEditor wygląda nowocześnie i przywodzi na myśl typowy program graficzny. Już na starcie widać podgląd interfejsu i różne opcje, które pozwalają rozpocząć pracę.

Intuicyjność

2/5
Trzeba trochę znać się na programach graficznych, żeby obsługiwać ten tu. W przeciwnym razie testowanie różnych funkcji oraz ich nauka zajmie nam kilka godzin.

Postanowiłam narysować obrazek, tak od zera. Biorę "do ręki" ołówek. I tutaj miłe zaskoczenie - bardzo ciekawie i nietypowo się nim rysuje!


Efekt jest jak przy rysowaniu piórem i nawet niezgrabne bazgroły nabierają dzięki temu wdzięku.

Jakość interfejsu

5/5
Jest przejrzysty i estetyczny. Nie mam mu nic do zarzucenia.

Dostępne funkcje

4/5
Opisanie ich zajęłoby sporo czasu. Po lewej typowy dla graficznego programu przybornik. U góry - bardziej specjalistyczne funkcje podzielone na kategorie. Na boku - historia, warstwy, nawigator - czyli narzędzie pomagające w poruszaniu się po programie podczas powiększania obrazu.

Niestety brakuje mi w tym programie funkcji dla osób, które nie są biegłe w posługiwaniu się edytorami grafiki.

Efekt końcowy mojej zabawy:



Ocena ogólna
16/20

PixlrExpress


Piewsze wrażenie

4/5

Wygląda nowocześnie, więc mi się podoba. Nie wiadomo jednak, czego się po tym programie spodziewać, bo na stronie głównej nie ma żadnego zrzutu ekranu, ani nawet opisu przykładowych funkcji. No cóż. Wrzucę zdjęcie z kamerki.


Tak wyglądałam w tym momencie przed komputerem. To było tak idealne, że niczego nie chciałam zmieniać.

Intuicyjność

5/5

Zabawa w tym programie zajęła mi dosłownie kilka minut, bardzo szybko da się obejrzeć wszystkie dostępne opcje i zacząć z nimi eksperymentować.


Jakość interfejsu

4/5

Jak widać na drugim zrzeucie ekranu, interfejs jest bardzo minimalistyczny, aż się przestraszyłam, że nic już więcej tam nie ma. Na szczęście funkcji jest całkiem sporo.

Dostępne funkcje

3/5

Tak jak już wspomniałam, opcji jest więcej, niż się wydaje. To co widać na ekranie głównym, to tylko kategorie. Wystarczy na nie poklikać, aby obejrzeć wszystko, co PixlrExpress ma do zaoferowania.







A oto efekt końcowy mojej zabawy z tym programem. Zdjęcie trochę za ciemne, ale powiedzmy, że efekt zamierzony.


Ocena ogólna
16/20

SumoPaint



Piewsze wrażenie

5/5

Można się zarejestrować lub nie, ściągnąć program, albo spróbować online. Pod spodem jest już podgląd interfejsu, więc można od razu mniej-więcej zobaczyć, czego się spodziewać. Pozytywnie.

Intuicyjność

2/5

Nie będzie łatwo, to nie program dla leszczy. Trzeba znać PhotoScape, Gimpa czy Photoshopa, żeby od razu wystartować z efektywną pracą. Nie można jednak programowi odmówić przejrzystości.

Jakość interfejsu

5/5

Program absolutnie musi dostać najwyższą notę. Wygląda bardzo profesjonalnie i na pierwszy rzut oka widać, że oferuje dużo funkcji.


Dostępne funkcje

4/5

Wymieniać je wszystkie z osobna byłoby ciężko, a i bym wszystkich tym zanudziła. Jak można zauważyć na screenshocie u góry, SumoPaint ma konstrukcję typową dla programów graficznych. Po lewej podręczne menu, służące do rysowania, zaznaczania, wycinania i tak dalej. Efekty i co bardziej skomplikowane opcje są ukryte pod różnymi kategoriami w górnym menu. Po prawej natomiast można wybierać kolory i przełączać się między warstwami.

Brakuje funkcji "dla zielonych". Nie będą dobrze się bawić w tym programie.


W ramach testu programu zedytowałam zdjęcie z własnego zbioru, wyszło mi coś takiego. Nazwałam to "pierwszy bad trip pluszowych misiów". Osobiście nigdy nie przeżyłam bad tripa, ale opowieści znajomych są tak fascynujące, jak i straszne.

Ocena ogólna
16/20

Aviary


Piewsze wrażenie

4/5

Już na wstępie zauważam, że to program od Adobe, więc raczej będzie solidny. Nowoczesny design wygląda zachęcająco, ale prócz chwytliwego sloganu i ładnej grafiki nie widać nic, co by wskazywało na właściwości programu.

Intuicyjność

5/5

Jest super, program jest tak zaprojektowany, że prowadzi nas za rączkę.


Jakość interfejsu 

5/5

Decyduję się na opcję edytowania zdjęcia z kamerki. Przede mną bardzo przejrzysty i nowoczesny interfejs - lubię to!


Trochę zabawy z różnymi opcjami i mam coś takiego:



Dostępne funkcje

2/5


Opcji nie ma jakoś szczególnie dużo, ale są te najważniejsze. Do Photoshopa ten program się nie umywa, ale wystarczy do podstawowej obróbki zdjęć na potrzeby portali społecznościowych czy blogów. Skorzystałam z następujących opcji: efekty, naklejki, mem. Efekt końcowy:

Efekt końcowy (+ na szybko dodane logo, bo memy dobrze się... kradną)


Ocena ogólna
16/20

FotoFlexer



Piewsze wrażenie

2/5

Czuję się, jakbym cofnęła się o ponad 10 lat i weszła do internetu - jak to w ogóle wygląda?

Intuicyjność

3/5

Mogę zacząć przygodę z programem na kilka sposobów - załadować własny obraz, wybrać jeden z przykładowych lub zassać zdjęcia z któregoś z portali społecznościowych. Oprócz tego mam możliwość wybrać już na starcie jedną z sześciu specjalistycznych opcji edycji.

Mimo negatywnego pierwszego wrażenia, od początku widzę, jakie mam możliwości i podoba mi się to. Prawdopodobnie w samym programie odkryję ich jeszcze więcej. Początkowo się zraziłam, ale teraz mam ochotę dać FotoFlexerowi szansę, mimo że odbiega on od współczesnych standardów graficznych w sieci. Strona jest nawet dostępna po polsku, choć niestety nie strona główna, ale dopiero sam edytor.

Jakość interfejsu

4/5

Postanowiłam zacząć od edytowania przykładowego zdjęcia. Oto widok, który mi się włączył. Wygląda to całkiem przyzwoicie. Ciągle trochę archaicznie, ale już nie tak źle. Przynajmniej jest przejrzyście.

Dostępne funkcje

4/5

Podstawowe funkcje pomagające w naprawieniu zdjęcia (m.in. korekta czerwonych oczu, przycięcie, wyprostowanie, obrót etc.)
 
Filtry, jak wyjęte z instagrama, pozwalają na szybką edycję bez specjalnej wiedzy graficznej.

Naklejki brzmią i wyglądają całkiem w porządku, sprawdziłam ich wygląd i są miłym dodatkiem do zdjęć. Ale BROKATOWY TEKST? Znów poczułam się, jak w internetowym średniowieczu.

 A tutaj apogeum. I absolutna katastrofa. Wstrętne świecidełka, których nie powinno już tu być od co najmniej kilku lat.


 To chyba nie wymaga komentarza?

A tutaj upiększacze i retuszery :D
 Coś, co może sprawić, że zdjęcia będą wyglądać zabawnie.
 Zestaw narzędzi dający możliwość pracy z więcej niż jednym obrazem oraz na warstwach.

Opcje dla "geeków', czyli bajery, którymi można się zabawić



A oto efekt końcowy mojej pracy. Użyłam naklejki-kurczaczka (zmieniłam jego kolor z żółtego na różowy i ciągle wygląda dobrze), poprawiłam kolory zdjęcia na bardziej przygaszone (takie mi się ostatnio podobają), no i doprawiłam blondynce rogi z brokatem. Tych średniowiecznych elementów FotoFlexerowi nie jestem w stanie wybaczyć!

Jeśli ktoś ma dobre wyczucie stylu i wie, do czego użyć programu, wyniesie z niego całkiem ładną pracę. Niestety FotoFlexer umożliwia także kompletne zniszczenie zdjęcia poprzez słabe i przestarzałe efekty, które dawno powinny być z niego usunięte.

Ocena ogólna
13/20

Podsumowanie

Wyszło na to, że programy, które testowałam miały bardzo wyrównany poziom. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że Aviary i PixlrExpress służą bardziej do zabawy obrazkami niż do faktycznej obróbki graficznej. PixlrEditor i SumoPaint mogą z powodzeniem poslużyć do bardziej zaawansowanych działań. Natomiast FotoFlexer, choć z punktu widzenia interfejsu i dostępnych opcji jest nieco zacofany, łączy w sobie cechy edytora profesjonalnego i "dla zielonych".

Post napisany w ramach zajęć "Sieciowe środowisko pracy".