niedziela, 12 marca 2017

Ciążkie sprawy: Dzieci są niepotrzebne



Dzień dobry. Przyszłam wsadzić kij w mrowisko. Tak, z logicznego punktu widzenia dzieci nie są nam potrzebne.

Zdecydowana większość ludzi na wieść o tym, że spodziewam się dziecka reaguje entuzjazmem, część nie reaguje wcale, część pewnie zazdrości, a niektórzy mają odwagę spytać z rozbrajającą szczerością - dlaczego właściwie ludzie chcą mieć dzieci? Po co to?

Przygotowałam sobie kilka odpowiedzi na to pytanie. Moja odpowiedź numer jeden to:
Większość się nie zastanawia. Mnóstwo ludzi powołuje dzieci do życia przypadkiem. Czy nie jest miło, kiedy ktoś to robi świadomie i ma energię i chęć do wychowania potomstwa?

Jeśli inteligentni ludzie będą się zastanawiać i debatować o idei posiadania dzieci, poszukując w tym wyższego sensu, społeczeństwo będzie się starzeć (to już się dzieje w krajach wysoko rozwiniętych wśród ludzi dobrze wykształconych). W międzyczasie biedniejsze społeczeństwa, tudzież grupy społeczne po prostu się mnożą. Bo idą za instynktem, potrzebą chwili, nie mają dostępu do antykoncepcji. Te same osoby, które pytają "czemu chcesz mieć dzieci", na bank zawracają sobie też głowę pytaniem "czemu na świecie jest tylu idiotów?" A odpowiedź na oba pytania zawiera się w jednym zdaniu. Warto świadomie podjąć decyzję o dziecku, żeby na świecie było o jednego wartościowego człowieka więcej. Oczywiście mnóstwo wspaniałych ludzi zostało powołanych na ten świat przypadkiem i, kochani przez rodziców bądź nie, osiągają wspaniałe rzeczy - są dobrymi ludźmi, pomagają innym, a nawet dokonują przełomowych odkryć bądź stają się z różnych powodów sławni. To kolejny powód, dla którego nie warto się wzbraniać przed biologiczną potrzebą posiadania dziecka. Kto nie byłby dumny, obserwując swoje dziecko wspinające się na przysłowiowy szczyt?

Wczoraj na urodzinach znajomego w jednej poznańskiej knajpie, ktoś zarzucił temat (bez)sensu posiadania dzieci i już po chwili wyszła z tego dyskusja pod hasłem "po co nam te bachory", okraszona głośnym śmiechem. Ale kiedy w rozmowie przypadkiem wyszło, że jestem w ciąży, wszyscy zrobili się odrobinę bardziej delikatni, mimo że nie zachowałam się ani przez chwilę, jakbym była urażona. Po chwili odezwało się kilka innych osób mających/planujących dzieci i rozmowa była dalej luźna, ale nieco bardziej wyważona.

Dzisiaj jeszcze ciągle dzwoni mi w głowie to, o czym sobie gadaliśmy. No po co nam te dzieci? Z moralnego punktu widzenia, nie możemy już myśleć o nich jak o przedłużeniu rodu, bo nie mamy prawa wymagać, by się dalej rozmnażały, nie mamy nawet prawa się nastawiać na to, że będą hetero. Nie możemy liczyć na to, że przejmą rodzinną firmę, albo będą kontynuować tradycję jakiegoś zawodu, bo to by się wiązało z odbieraniem im pewnej wolności.

Możemy za to im przekazać pewne wartości, one mogą stać się nadzieją naszą i innych ludzi w walce o zachowanie Ziemi w dobrym stanie, w walce o równość, lepszą przyszłość. Możemy pomóc im stawiać pierwsze kroki, a potem mieć nadzieję, że także będą nas wspierać, kiedy już dorosną. Możemy patrzeć na poczęcie, życie płodowe i narodziny dziecka jak na swój udział w odwiecznym kręgu życia. Możemy się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest w tym coś transcendentnego.

Ale wracając do inicjalnej tezy, z logicznego punktu widzenia dziecko potrzebne nie jest. To potrzeba biologiczna, do której można dorobić ideologię. Można dziecka też wcale nie pragnąć, nie odczuwać tego pierwotnego instynktu dążącego do przedłużenia swojej linii. W każdym razie - można spokojnie żyć bez dziecka. I ja swoim brzuchem nie mówię, że nie można. Ja swoim brzuchem nic nikomu nie udowadniam. Po prostu akurat chcę mieć dziecko, a jeśli ktoś nie ma na to ochoty, nie musi mi się tłumaczyć. Ani mojemu brzuchowi. Chociaż jak dziecko wyjdzie z mojego brzucha, a ty będziesz jego wujkiem lub ciocią, może cię kiedyś zapytać "dlaczego nie masz dzieci?"

Z dzieciństwa pamiętam, że dzieci myślą o rodzinie jak o czymś naturalnym. Według dzieci inne dzieci są super i po prostu ciężko im zrozumieć, jak ktoś mógłby nie chcieć ich mieć. Dla nich to oczywiste, że dzieci po prostu są. Ja nigdy tak naprawdę nie dorosłam. Gdzieś w środku jestem dzieckiem, które skacze jak piłka, kiedy myśli o tym, że na świat przyjdzie nowy towarzysz zabaw. Mam mu tyle do pokazania. Będzie naprawdę niesamowicie. W myślach widzę już nasze przygody.