środa, 28 czerwca 2017

Architektura informacji - czym jest, gdzie i po co to studiować?



Ten niezręczny moment, kiedy ktoś mnie pyta "co studiujesz?"... a ja zastanawiam się, czy odpowiedzieć "architekturę informacji" i się tłumaczyć, czy też powiedzieć "taką jakby informatykę" albo "studia związane z branżą informatyczną". A może po prostu zażartować, że "studiuję internety"?

Moim marzeniem jest, żeby ludzie nie patrzyli na mnie z głową przekręconą na bok jak sowa i nie zastanawiali się, co mi u licha odbiło. I poniższy artykuł będzie krokiem w tym kierunku. Przynajmniej w rozmowach online będę miała możliwość go podesłać, zamiast streszczać się w kilku słowach i zastanawiać za każdym razem od początku, jak opisać kierunek, którego szukałam przez kilka lat i w końcu pojawił się znikąd na moim facebookowym wallu (a właściwie to nie znikąd, o czym również się uczymy na studiach, na przedmiocie dotyczącym wyszukiwania informacji - algorytmy fejsa zrozumiały, że szukam studiów związanych z IT i wyrzuciły mi odpowiednią reklamę).

Poniższe nagłówki to popularne oskarżenia wobec architektury informacji. No to... bronimy się!

Architektura informacji - czyli coś z architekturą?
Tak, ale nic z budynkami. Słowem-kluczem jest tutaj bardziej "informacja". Wszyscy chyba mieli w szkole przedmiot "technologia informacyjna", a samo słowo "informatyka" również ma związek z informacją. Bo w informatyce chodzi w zasadzie o przetwarzanie informacji przez komputery. A że komputeryzacja postępuje, z urządzeń elektronicznych, najczęściej z dostępem do internetu korzysta coraz więcej osób. Potrzebne są dla nich odpowiednie interfejsy użytkownika, grafiki, opisy, dobrze zaprojektowane strony i kryjące się za nimi bazy danych. Dobrze jest, kiedy wyszukiwarka na stronie lub w aplikacji działa bez zarzutu, bo inaczej irytuje. I takie rzeczy właśnie może ogarniać architekt informacji. Musi być humanistą, ale nie w sensie, że być durniem i nie znać się na matmie. Musi być humanistą w dawnym rozumieniu tego słowa, bo jego specjalizacja ociera się o wiele dziedzin - sztuki wizualne, dziennikarstwo, języki obce, no i oczywiście informatykę.

Ten kierunek brzmi jak jakiś wymyślny bajer.
No cóż, powiem tak, jako niedoszła absolwentka Wyższej Szkoły Informatyki i Umiejętności (w skrócie WSIU, nie pytajcie) na kierunku artystyczna grafika komputerowa, mogę zapewnić, że ciocia Wikipedia jest raczej bezradna, kiedy pytacie jej o co z tym chodzi.

I tak, jestem trochę "be" i robię antyreklamę, ale to uczelnia, której oddział w Bydgoszczy posypał się z kretesem i naprawdę nie polecam studiowania tam, chyba że ktoś lubi zabawę w kotka i myszkę, czyli odchodzących bez uprzedzenia wykładowców, wiecznie skracane zajęcia, przesadny luz, wysokie opłaty i problem z zakupem oprogramowania przez uczelnię.

Natomiast architektura informacji wykładana jest na publicznych, renomowanych uniwersytetach (UMK w Toruniu, UMCS w Lublinie, UP w Krakowie) i ma swoje hasło w Wikipedii, nie jest więc dziedziną wymyśloną na potrzeby marketingowe czy kolejnym wabikiem na naiwnych maturzystów. Od tego roku architektura informacji pojawiła się również na WSB w formie specjalizacji.

PS. Ładny opis kierunku znajduje się na stronie otouczelnie.pl.

A po tym jest jakaś praca?
Tak, oczywiście. A zresztą nie wypada pytać kogoś, kto doszkala się dla własnej satysfakcji i ma całkiem przyzwoicie wyglądające CV. Czy ja mogę się mylić?! Nie no, pewnie, mogę, ale tym razem jestem przekonana, że się nie pomyliłam.

To dziedzina, która intensywnie się rozwija. Na informatyce niekoniecznie nauczysz się robić strony internetowe i prowadzić media społecznościowe. A jeśli to właśnie takie rzeczy cię kręcą, to dlaczego masz się wybierać na studia związane z programowaniem, sieciami, czy nawet grafiką? Potrzeba ci czegoś pomiędzy, elastyczności. Myślałam, że jest to możliwe tylko na podyplomówce, ale nie. Można od razu zacząć konkretnie, bez rozmieniania się na drobne i płakania nad całkami. I warto, bo po co się męczyć, jak można iść prosto do celu? A teraz do rzeczy, lista wybranych zawodów:

  • UX/UI designer
  • infobroker
  • pracownik instytucji kulturalnej
  • pracownik działu IT
  • pracownik agencji kreatywnej/reklamowej
  • projektant i administrator stron internetowych
  • specjalista ds. promocji i marketingu
  • specjalista ds. social media
  • bloger (bo to już powoli zawód - tak się śmiejemy z naszego kierunku, że to studia dla blogerów :D)
Tyle na dzisiaj. Zapraszam na architekturę informacji na UMK (albo inny z wyżej wymienionych uniwersytetów, jeśli wolisz), trwa rekrutacja!

W następnym poście związanym ze studiami opiszę wrażenia ze studiowania na pierwszym roku - będzie coś o każdym z przedmiotów, kilka słów o organizacji na uczelni, ogólne przemyślenia, wrażenia estetyczne związane ze spacerami po kampusie. :)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

7 powodów, dla których warto iść najpierw do pracy, a potem na studia



Mam przyjemność kończyć właśnie pierwszy rok kierunku architektura informacji. Są to moje czwarte studia i pierwsze, z których jestem na tyle zadowolona, że mam ochotę je ukończyć. Moje przygody ze studiowaniem stały się tak sławne wśród rodziny i znajomych, że funkcjonowały już jako swego rodzaju memy. Moim ulubionym podsumowaniem było stwierdzenie kolegi z pracy (jeszcze za moich panieńskich czasów, czyli całkiem niedawno) "Ty, Wiśniewska, nigdy nie skończysz pierwszego roku". A właśnie za chwilę niemożliwe stanie się możliwe! :D

Ale do rzeczy. Jeśli ktoś tak wybredny jak ja (trzeba wiedzieć, że przerywałam studia, bo jestem wybredna, a na pewno nie tępa) w końcu decyduje, że jakiś kierunek jest warty świeczki, to musi być niezły, prawda?

Moim problemem było to, że znalazłam pracę po liceum i chociaż nie była to moja wymarzona praca, to jednak spodobał mi się sektor (IT). Myślałam tak: jeśli mam iść na studia, to muszą mi coś dać, pomóc przyswoić wiedzę, pomóc w karierze. I w końcu, metodą prób i błędów trafiłam na architekturę informacji, która będzie bohaterką kolejnego postu. Dzisiaj jednak skupię się na ogólnych plusach pójścia do pracy przed studiami.

Jest to podejście u nas w Polsce ciągle niepopularne, rok przerwy często uważa się za niepotrzebną fanaberię. Ja miałam kilka lat przerwy i bardzo się z tego cieszę. Odnalazłam się. Może Tobie też to pomoże? A może zdecydujesz się przynajmniej na weekendową lub wakacyjną pracę? Sprawdź, dlaczego warto.

1. Weryfikujesz swoje przekonania o rynku pracy.
Może się okazać, że branża, w której chcesz pracować w ogóle nie wymaga wykształcenia wyższego, a ty masz już odpowiednią wiedzę, by zacząć. Super! W takim wypadku możesz zacząć od razu. Nawet jeśli wydaje ci się, że nie zostaniesz przyjęty do jakiejś pracy, warto drążyć temat, wysyłać CV, chodzić na targi pracy i rozmawiać z pracodawcami. Zmotywowany pracownik z pasją to osoba, której szukają rekruterzy.

Przy poszukiwaniach pierwszej pracy zignorowałam poważne portale, takie jak pracuj.pl czy praca.pl, przeglądając jedynie OLX czy Gumtree. To był błąd! Będąc ambitnym absolwentem szkoły średniej jak najbardziej zasługujesz na normalną, fajną pracę. Nie bój się jej szukać tam, gdzie na ciebie czeka.

Może się też okazać, że twoja wymarzona praca jest poza zasięgiem możliwości. Wtedy podejmujesz się czegoś tymczasowo, a na temat docelowego stanowiska robisz research. Oto pytania, które warto sobie zadać:
  • Czy potrzeba studiów czy kursu?
  • Może jesteś na tyle bystry, że przyswoisz te informacje samemu?
  • Jakie książki warto przeczytać?
  • Czy istnieją miejsca, gdzie dostaniesz tę wiedzę za darmo?
Może się też okazać, że twój super biznes plan jest gówno warty i musisz zacząć myśleć od nowa. To też świetne doświadczenie - lepiej przekonać się o tym wcześniej, niż później.

2. Zaczynasz rozumieć, w jakim systemie lubisz się uczyć.
Mi osobiście brakowało nauki, atmosfery szkoły, siedzenia w ławkach, nauczyciela, który daje piąteczkę i klepie mnie po ramieniu. Brakowało mi kogoś, kto powie, że jestem mądra, tylko dlatego, że napisałam jakiś sprawdzian albo zrobiłam prezentację. Tak, jest w tym trochę narcyzmu i tendencji do rywalizacji. Ale jeśli takie potrzeby zaspokaja się w zdrowy sposób i dostaje się za to na koniec świadectwo czy dyplom, to dlaczego sobie nie pofolgować?

Są osoby, które zakończenie nauki potraktują jak zbawienie i nie będą chciały już wracać w szkolne czy uniwersyteckie mury. Przez jakiś czas sądziłam, że do nich należę, ale nostalgia była zbyt silna. Poza tym, nawet mając w zanadrzu mnóstwo darmowych materiałów do nauki online, nie czułam motywacji. Nauka dla samej nauki wydawała mi się monotonna i bez sensu. Nawet z tak wspaniałym narzędziem jak KhanAcademy... Potrzebowałam jakiegoś celu, marchewki przed sobą. I studia mi to dają.

3. Nabierasz wewnętrznej siły i nie boisz się życia po studiach.
Nastolatki i studenci często snują czarne do znudzenia (lub różowe do porzygu) wizje przyszłości. Jest to zrozumiałe, ponieważ rzeczywistość naszych rodziców to już nie nasza rzeczywistość. Nikt nie jest w stanie nas skutecznie przygotować na to, co nadchodzi i sami nie jesteśmy tego pewni. Odnalezienie się w życiu i na rynku pracy napawa strachem. Im wcześniej podejmie się próbę wyfrunięcia z rodzinnego gniazda, tym szybciej pewne obawy miną. A te, które okażą się prawdziwe, będzie łatwiej pokonać. Po prostu - metodą prób i błędów nauczysz się życia.

4. Stajesz się bardziej zorganizowany.
Spóźnić się do pracy to nie to samo co spóźnić się do szkoły. Nie można poratować się usprawiedliwieniem od mamy, a wagarowanie nie skończy się uwagą, a poważnymi problemami ze strony szefa. Praca to nowa rzeczywistość, która tylko w pewnym stopniu przypomina szkołę. Uczy mobilizacji i odpowiedzialności w zupełnie nowy sposób.

5. Twoja wizja rzeczywistości jest coraz mocniej oparta na dowodach.
To z czym wychodzisz ze szkoły, to tylko wyobrażenie o przyszłym życiu oparte na opowieściach innych. Im dłużej godzisz się na otrzymywanie kieszonkowego od rodziców i kontynuujesz naukę bez prób podjęcia choćby wakacyjnej czy weekendowej pracy... tym dłużej nie masz (na temat pracy i samodzielności) do powiedzenia nic prócz "słyszałam od kuzyna", albo "jestem przekonany, że". I szczerze, to możesz sobie takie opowieści snuć z równymi tobie, ale nikt kto już zasmakował odrobiny życia na własny rachunek nie będzie chciał słuchać takiego pieprzenia. No bo serio, co ty wiesz o życiu?

6. Poznajesz wartość pieniądza.
Póki rodzice dają ci pieniądze, prawdopodobnie nie zwracasz większej uwagi na to, co ile kosztuje. No dobra, trochę zwracasz, ale w razie czego wykonujesz jeden telefon i jesteś uratowany. Tymczasem podejmując próbę samodzielnego utrzymania się... nagle dostrzegasz zmiany w swoich konsumenckich zachowaniach. Zaczynasz kupować mniej (jeśli cię nie stać) lub więcej (jeśli cię stać i lubisz wydawać pieniądze). Prawdopodobnie bardziej ci wstyd, kiedy brakuje ci pieniędzy pod koniec miesiąca.

7. Lepiej rozumiesz siebie i swoje oczekiwania wobec pracy.
Po kilku miesiącach przepracowanych w danej branży wiesz już o niej na tyle dużo, żeby zdecydować, czy wytrzymałbyś w niej kilka lat, czy chcesz czym prędzej zmienić specjalizację. A pomyśl - jeśli najpierw pójdziesz na studia, skąd się dowiesz, z czym się je pracę z nimi związana? Będziesz tylko panikować, że nie zdałeś kolosa, albo cieszyć się z czwórek, ale nie zrozumiesz, jak to jest siedzieć w biurze osiem godzin i używać kropli do wysychających oczu, albo z czym się wiąże praca fizyczna za granicą i rozłąka z rodziną oraz przyjaciółmi. 

Kiedy idziesz na studia, wybierając je świadomie i mając za sobą doświadczenie pierwszej pracy, czujesz się spokojniejszy.
  • Wiesz, że praca zawsze się znajdzie, ale studia mają wpływ na to JAKA to będzie praca.
  • Nie gryziesz ze strachu paznokci, powtarzając jak mantrę, że będziesz pracować w McDonalds' (hehe), a swój dyplom użyjesz do podcierania tyłka (hohoho)
  • Masz świadomość tego, czego naprawdę chcesz, bo masz prawdziwszy obraz mitycznego dla wielu studentów "życia po studiach"
  • Nie wku#wiasz ludzi podobnymi mądrościami:

poniedziałek, 19 czerwca 2017

7 rzeczy, których nie warto robić na początku znajomości z obcokrajowcem



1. Nie poprawiaj go, jeśli sobie tego nie życzy.
Jeśli rozmawiacie w języku, który znasz lepiej - zapytaj go, czy chce być poprawiany. Zazwyczaj ludzie sobie tego życzą, ale czasem ich to hamuje. Warto też znać umiar i nie czepiać się każdego słowa, żeby rozmowa przebiegała płynnie.

2. Nie śmiej się z niego.
Nie wyśmiewaj błędów, akcentu, sposobu gestykulacji, ani jego przekonań. Słuchaj, pytaj, kwestionuj, ale nie pozwalaj sobie na bezczelność. Jeśli po krótszym lub dłuższym czasie okaże się, że macie podobne poczucie humoru, możliwe jest, że będziecie się śmiali ze wszystkiego co kontrowersyjne. Lepiej jednak wstrzymać się z tym do czasu, aż zyska się pewność, z kim ma się do czynienia.

3. Pomijaj tematy, które mogą się okazać kontrowersyjne.
Nie pytaj muzułmanki przy pierwszej lepszej okazji, czy w jej rodzinie obrzeza się kobiety, ani nie zaczynaj rozmowy z Ukraińcem od debaty na temat tego, czy Lwów nie powinien przypadkiem należeć do Polski. Oczywiście będziecie mogli o tym porozmawiać w przyszłości, jeśli wasza znajomość dobrze się ułoży, ale póki co... Lepiej notuj te pytania, a nie wypowiadaj ich głośno.

4. Nie powielaj stereotypów, a zamiast tego edukuj.
Jeśli w twoim otoczeniu większość ludzi to Polacy, twój znajomy może wzbudzać niezdrowe zainteresowanie. Uczul innych ludzi, żeby nie zadawali mu głupich pytań. Zawczasu wyjaśnij, że Rosjanie nie mieszkają w chatach z niedźwiedziami i że nie każdy Japończyk śpi na podłodze. Uprzejmie poproś, żeby w kontaktach z Francuzami zapomnieć o koszulkach w paski, bagietkach pod pachą oraz żabich udkach i ślimakach na obiad (no dobrze, może bagietki są stałym elementem francuskiej rzeczywistości, ale pozostałe rzeczy już niekoniecznie).

5. Nie przejmuj się swoim angielskim (czy też innym językiem, w którym się komunikujecie).
Jeśli rozmawiacie w języku, który jest natywny dla twojego nowego znajomego, możesz być pewien, że jest zachwycony, że się nim posługujesz, niezależnie od tego ile robisz błędów. (Pomyśl - nie zachwycają cię obcokrajowcy mówiący po polsku? Są przecież rewelacyjni!) Wiele osób boi się w ogóle nawiązywać kontakty z obcokrajowcami, bo sądzą, że muszą najpierw podszkolić język. Często jest to objaw perfekcjonizmu, który tylko hamuje rozwój językowy. Przez rozmowę, wymienianie e-maili czy czatowanie można się nauczyć o wiele więcej, niż przeglądając fiszki czy maglując Duolingo albo Memrise. Nawet jeśli twój znajomy nie będzie cię poprawiał, od czasu do czasu zapomnisz jakiejś konstrukcji bądź słowa i skorzystasz ze słownika bądź forum. Język w użyciu zawsze wchodzi do głowy lepiej. Prosta zasada: teoria < praktyka. Zawsze.

6. Nie utożsamiaj z nim rewelacji politycznych z jego kraju.
Zapewne sam nie jesteś zachwycony wszystkim, co robią reprezentujący nasz kraj politycy. No właśnie. Nie każdy w ogóle lubi rozmawiać o polityce, dlatego nie jest to polecany temat na pierwsze spotkanie. Nie dręcz Trumpem swojej Amerykańskiej koleżanki i zostaw w spokoju Putina, jeśli nie chcesz podnieść ciśnienia swojemu znajomemu zza wschodniej granicy. Nie pytaj Francuza, czy wszyscy faceci we Francji teraz wolą starsze, bo Brigitte Macron. No chyba, że chcesz skończyć wieczór nie na winie, a na Korwinie.

7. Nie zamęczaj go pytaniami kulturowymi i geograficznymi.
No chyba, że wiesz, że czuje się w tym jak ryba w wodzie i sam zaczyna poruszać tematy w tym spektrum. Jednak zagadywanie o tradycje, potrawy, rejony turystyczne w jego kraju i inne tego typu rzeczy to niezwykle... nudny sposób na zaczęcie rozmowy. Tak, tak, dobrze słyszysz - N U D N Y! Jak chcesz wiedzieć, czy we Włoszech faktycznie je się dużo pizzy i makaronu? To poczytaj na Wikipedii, albo pierwszym lepszym blogu podróżniczym. Zobacz w twoim rozmówcy osobę, a nie jego kraj. Oczywiście, miejsce zamieszkania oraz pochodzenie to ważne czynniki, które nas kształtują, ale bez przesady. Chciałbyś zaczynać każdą rozmowę z kimś spoza Polski od opowiadania o tym, że nasza największa rzeka to Wisła, charakterystyczny strój ludowy to łowicki, a typowe danie to pierogi (chociaż ostatni raz jadłeś je pół roku temu i w sumie ich nie lubisz)? Tak myślałam. Także no, nie rób drugiemu co Tobie niemiłe!

Bonus - 8. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, dowolnie łam powyższe zasady.
Wymyśl swojemu znajomemu głupi pseudonim. Śmiej się z jego skośnych oczu, albo nazywaj go czarnuchem (nawet jeśli jego cera jest jasnobrązowa). Pytaj, dlaczego źle wymawia "r" i przedrzeźniaj go, kiedy mówi, że nie umiesz odmieniać czasowników. Spytaj, jaka jest jego ulubiona narodowa potrawa tylko po to, żeby usłyszeć od niego setny raz "f*ck off". Wszelkie dziwactwa z jego strony kwituj uniesionymi brwiami i stwierdzeniem "chyba w twoim kraju". Pytaj, czy hoduje w wannie krokodyla. Wyzywajcie się od rasistów. Urządzajcie poważne polityczne debaty o trzeciej nad ranem. Upijajcie się przy globusie lub Google Maps. Udowadniajcie sobie swoje racje.

Powyższe przykłady nie pochodzą z mojej chorej głowy, tylko z życia. Dobry kumpel czy kumpela z innego kraju to skarb jakich mało. Bywa, że mimo różnic kulturowych i początkowych barier językowych da się rozmawiać zupełnie swobodnie i bez uprzedzeń. Trzeba tylko wyczuć grunt. Nie z każdym można sobie pozwolić na wszystko, co przyjdzie do głowy. Wierzę, że dasz radę - to wszystko w praktyce niewiele różni się od kontaktów z rodakami. :)

wtorek, 6 czerwca 2017

Wyluzowany poliglota - 7 charakterystycznych cech gatunku



1. Tworzenie list języków, których rzekomo się nauczy
...w wakacje/po maturze/w czasie urlopu/począwszy od stycznia kolejnego. Po jakimś czasie znajduje starą listę i śmieje się w głos, bo spisał lub przynajmniej wymyślił już dwie nowe.

2. Wymyślanie odrealnionych planów nauki
...które po dwóch dniach od rozpoczęcia realizacji porzuca. Zazwyczaj tworzy te plany dla połechtania własnego ego, a później porzuca je dla wygody. Dręczą go wyrzuty sumienia, ale nie są na tyle duże, żeby jednak na poważnie się zabrać. W końcu i tak się nauczy, może trochę wolniej i bardziej na luzie, może trochę później, ale ma to gdzieś.

3. Uczenie się zrywami
Potrafi uczyć się po kilka(naście) godzin dziennie, kiedy coś go olśni. Przypomina to trochę narkotyczny czy alkoholowy ciąg. Ogląda filmy, pożera książki, trzepie ćwiczenia jak opętany. Natomiast kiedy mu się chce, pozwala sobie na całe tygodnie przestoju. Nie czuje weny, no i co ma na to poradzić?

4. Nagłe olśnienia w ciągu dnia
Kiedy przypomina sobie, że zna języki i dostaje ataku dzikiej euforii. Słysząc w radiu hiszpańską piosenkę, leniwy poliglota przypomina sobie, że pamięta kilka słów i z zaangażowaniem opowiada o tym ofierze siedzącej akurat obok. Niemal podskakuje ze szczęścia słysząc fragment rozmowy przechodzących obok Włochów. Nie posiada się z radości pomagając Niemcom w sklepie.

5. Osobliwe językowe debaty
Ożywia się, kiedy widzi etymologiczny związek losowych słów ze słowami w innych językach. Kiedy się wkręci, trudno mu przerwać. Najciekawsze jest to, że dostaje takie fazy w zwykłe dni, kiedy nic nie zwiastuje, że jego wewnętrzny poliglota nagle się przebudzi i zaryczy.

6. Wyśmiewanie się ze słów w obcym języku
Wyluzowany poliglota to wstrętny gnojek. Wyśmiewa, a potem zapamiętuje. Przychodzą mu do głowy najgłupsze i najbardziej absurdalne na świecie skojarzenia. Znajomi kręcą głowami, a on się w ten sposób uczy.

7. Nieszczęśliwe miłości
Każdy wyluzowany poliglota ma jeden lub kilka języków, których, jak deklaruje, chciałby się nauczyć, ale nie może się za niego zabrać. Umie dziesięć słów na krzyż i dostaje orgazmu, kiedy słyszy któreś z nich. Obowiązkowo opowiada o swoich odczuciach i miłości do języka losowej ofierze stojącej obok.

Wszelkie podobieństwo do zachowań zaobserwowanych w życiu własnym i znajomych jest zupełnie zamierzone i nieprzypadkowe.

A Ty, znasz kogoś, kto pasuje do opisu? Może to Ty? Co byś dopisał do tej listy? :D