piątek, 15 grudnia 2017

Dlaczego chodzę wszędzie jak krowa po łące i bezczelnie wywalam cyc



Ostatnio zrobiło się głośno o jakiejś strasznej babie, która chciała karmić dziecko w restauracji i nie chciała wyjść do kibla. A fuj. Pozwała restaurację i w dodatku wygrała proces. Przedstawiam moje stanowisko w tej sprawie.

Zdjęcie z Parku Vigelanda w Oslo. Tam to dopiero zacofanie. Gołym babom się pomniki stawia.

Dlaczego cały cyc musi być na wierzchu?

Cyc, zaraz, jaki cyc? Nie znoszę tego słowa. Więc jako dziewczynka i bezdzietna kobieta miałam biust, piersi, cycki, a teraz mam cyce, a może i wymiona, tylko dlatego, że jest na nich kilka rozstępów i leci z nich mleko? Hm... Ale zostawmy nazewnictwo. Czasem ktoś mówi "cyc" i nie ma w tym złośliwości. Innym razem mówi "cyc", a myśli "krowa".

W każdym razie, nie wiem, jak tam inne, ja karmię piersią.

Na początku, zanim zaczęłam karmić, myślałam, że wystarczy, jak dziecko złapie sutek. Potem okazało się, że musi z otoczką, inaczej to uszkadza sutek i cholernie boli, nie pozwala również na prawidłowe ssanie, a co za tym idzie, pokarm może nie wypływać lub wypływać go za mało.

Zakrwawione, pogryzione sutki, dwie sączące się rany - rzeczywistość prawie każdej matki karmiącej tuż po porodzie. I lanolina, lanolina, jeszcze więcej lanoliny.

No dobrze, więc wyciągam tylko kawałek - sutek z otoczką i za chwilę znowu wszystko zakryte, bo dziecko ma taki odruch, że stymuluje pierś do wypływu mleka, więc naciska w różnych punktach (wygląda to jak przypadkowe okładanie piersi, albo swojej główki - ups ;) , trochę miąchanie, trochę bicie). Jeszcze czasem rozewrze piąstkę, chwyta materiał, szarpie, przesuwa. Więc odsłaniam już pół piersi.

Niech sobie te atencyjne madki kupią bluzki do karmienia i karmią dyskretniej.

Bluzki do karmienia są drogie. Naprawdę. Zazwyczaj 50zł w górę, nawet te z H&M, które właśnie mają technologię polegającą na "wywalaniu cyca". Dyskretne karmienie = zakup ciuchów, które posłużą może kilka miesięcy, może pół, może rok-dwa. Nikt nie chce chodzić w byle jakich szmatach, więc żeby mieć bluzki na każdy dzień trzeba liczyć kilkaset złotych przy praniu raz na tydzień. Oczywiście, można biegać po lumpeksach, ale z małym dzieckiem to na początku meganierealne. Żadna z nas nie wie, ile będzie jej dane karmić. Bo czasem traci się mleko tak ot. Bo ktoś umiera. Bo sytuacja losowa. Bo nie wiadomo dlaczego. I kwestia pieluszki tetrowej jeszcze. Można ją położyć na dekolt, no tak. Ale dziecko może ją ściągnąć. Przymocować ją jakoś? Można próbować. Jedną ręką trzymając dziecko, jeśli wyszło się samej, które jest głodne i złe i może się wić jak węgorz. Przez pierwsze 3 miesiące zawsze zakładałam pieluszkę tetrową pod pierś (a więc i musiałam wyciągnąć jej więcej), bo inaczej mleko zalewało moją bluzkę i ubranko dziecka. Więc musiałabym kłaść pieluszkę pod pierś i na pierś i jeszcze to co chwilę poprawiać.


Jak w ogóle można karmić dziecko przy stole w restauracji?

I tak wtedy nie chodziłam do restauracji. Tylko do lekarza sama albo z małą. Siadałam gdzieś na uboczu i karmiłam, mimo mdlejących, obolałych rąk (mam cieśń nadgarstka, która nasiliła się w ciąży). Nigdy nie przeszkadzały i tym bardziej po tych doświadczeniach, nie będą mi przeszkadzać mi karmiące mamy, to jak karmią, to ich sprawa, to naprawdę nie jest łatwe, to nie jest jak podłączenie węża ogrodowego do kraniku (naiwna, sądziłam, że to takie banalne), pierś jest żywa, dziecko jest żywe, dużo się dzieje, dziecko nie zawsze chwyci od razu, czasem popłakuje w trakcie. Przysięgam, sto razy bardziej wolałabym wychodzić z domu zawsze umalowana, ubrana tak jak chcę, ogarnięta i chic, karmić sobie jakoś stylowo i spokojnie, ale sytuacje są bardzo różne, szczególnie jeśli jest się samemu. Na początku się wstydziłam, uciekłam 500 metrów z wrzeszczącym z głodu dzieckiem z Biedronki do samochodu na parking. A potem do domu. Teraz nakarmiłabym w sklepie lub pod sklepem. Nikt by nie doznał krzywdy, a ja mogłabym wrócić i wybrać, co bym chciała do jedzenia. Pamiętam jak po tym incydencie kilka tygodni nie jeździłam do sklepu, bo mieszkaliśmy na wsi. To była jedna z moich nielicznych rozrywek, ale postanowiliśmy, że dla dobra mojego i małej nie będziemy... Gdybym więcej pytała, rozmawiała z innymi mamami, może szybciej bym się odważyła po prostu ŻYĆ.

Niemowlaki-gówniaki nie powinny bywać niektórych miejscach, bo wyją.

Zdradzę sekret. Amerykańscy naukowcy odkryli, że w 90% przypadków niemowlę przystawione do piersi przestaje płakać. Instant. A jak to nie działa, normalni rodzice faktycznie wychodzą lub idą w jakieś ustronniejsze miejsce. Smoczek? Nie wszystkie dzieci w ogóle wezmą smoczek do buzi. Dlaczego? Weźcie sobie taki smoczek i possijcie. Mmm, ssanie gumy. Super, ekstra. Pycha. Mniam. Ostatnio ubierałam córkę do wyjścia w galerii handlowej i zaczęła płakać. Ludzie się gapili. Ktoś doradził smoczek, ktoś zapytał, czy nie pomóc. Za pomoc podziękowałam, poinformowałam troskliwą panią, że dziecko odrzuca smoczek. Szybko dokończyłam ubieranie, pożegnałam się, zawiązałam chustę - koniec płaczu, koniec spojrzeń i komentarzy. Powiedziałam "do widzenia" i wyszłam.

A teraz pytanie - jak kobiety, nie tylko samotne matki, mają nie wychodzić z domu same z dziećmi, skoro ktoś musi pracować, a one zostają same? Mąż ma robić wszystkie zakupy po pracy? Załatwiać za nie sprawy w urzędzie? Chodzić z nimi do lekarza?

Nie.
Da.
Się.

Albo się da. Zostać w domu, poczuć się bezradną, bujać dziecko w wózku na balkonie.
Gotować, śpiewać, robić kupę, jeść.
Przejąć rytm dziecka, nie robić nic dla siebie.
I wpaść w depresję.

Dziecko w domu też się nudzi, bywa bardziej płaczliwe - przynajmniej moje. Ponoć dziecko, które może towarzyszyć dorosłym w ich życiu dobrze się rozwija i uspołecznia. Brzmi logicznie, prawda?

A sama iść nie może?

A nie może. Zazwyczaj, nawet jeśli uda się odciągnąć mleko na zapas, kilkumiesięczne niemowlę i tak będzie się zastanawiać, gdzie u licha podziała się mama. I zamanifestuje to odpowiednio, zanosząc się głośnym płaczem. Jeśli chcę gdzieś iść i nie nadwyrężać psychiki męża, mam jakieś dwie godziny. Zazwyczaj jestem wtedy na uczelni.

Bo pierś to nie tylko mleko, czas przy piersi to też przytulanie, ciepło, bezpieczeństwo. Namiastka tego, co miało w brzuszku mamy. Poza tym malutkie dzieci nie rozumieją, że pierś nie jest ich częścią. To tak, jakby ktoś kazał ci nie używać przez kilka godzin ręki, albo ust i nie wytłumaczył, czemu.

Nie bój się

Karmię wszędzie. Nie bo chcę, bo muszę. Bo niemowlę nie rozumie "poczekaj". Nie chcesz oglądać cudzej piersi? No ja też nie przepadam. Nie patrzę po prostu. Młoda mama i tak napotyka wiele ograniczeń i musi się zmierzyć z tym, że jeśli chce wyjść, to musi wszystko zrobić przy dziecku i jeszcze przy sobie. Dla mnie każde wyjście to sukces i radość, poprzedzone często płaczem maluszka przy ubieraniu i moim stresem (czy niczego nie zapomniałam dla siebie, dla niego, czy nie mam podwiniętego ubrania?). Miałabym nie chodzić do restauracji? Do centrum handlowego? Uciekać do pokoju matki z dzieckiem, który nie zawsze jest dostępny? Nie czuję się w 100% komfortowo karmiących piersią gdzieś na korytarzu czy w sklepie, ale taka jest konieczność, więc się adaptuję. Jeśli jest opcja, szukam ustronnego miejsca, jeśli nie, to nie. Nikt do tej pory nie zwrócił mi uwagi.

Lista najciekawszych miejsc i okoliczności, gdzie karmiłam:
  • przedszkolny plac zabaw, w momencie gdy akurat zadzwonił dzwonek i mnóstwo dzieci szło do domu - jedno powiedziało mi nawet "dzień dobry"
  • środek lasu przy drodze, usiadłam na ściętym po lipcowych wichurach drzewie, karmiąc zapisywałam się na zajęcia ogólnouniwersyteckie na USOSie przez telefon (udało mi się)
  • podczas rzeczonych zajęć ogólnouniwersyteckich, na wykładzie - ale uwaga, córka nie chciała pić w świetle jarzeniówek i przy tylu osobach, więc mimo zgody wykładowcy, wyszłyśmy na korytarz
  • knajpka Kona Coast Cafe w Toruniu, przy stole, przy jednoczesnej próbie zjedzenia kanapki (wierzcie lub nie, byłam sama i inaczej się nie dało), nikt się nie gapił, ani nie komentował
  • elegancka restauracja Szeroka 9 w Toruniu, również przy stole, nikt nie powiedział ani słowa
  • usiadłam na niskim parapecie na korytarzu na uczelni, żeby nakarmić małą i wtedy z gabinetu naprzeciwko wyszła pani zajmująca się przyznawaniem stypendiów, zaprosiła mnie do środka, pokazała najbardziej komfortowy fotel w pustym pomieszczeniu obok swojego gabinetu i pytała jeszcze czy nie chcę przewinąć dziecka na biurku (!), podziękowałam i przewinęłam je w wózku. Dodatkowo opowiedziała mi wszystko o stypendiach. Między innymi dlatego dostałam stypendium naukowe, bo wiedziałam, że warto próbować, mimo że teoretycznie mogłam się nie załapać.
  • klatka schodowa w bloku mojej mamy, tuż przy wyjściu - był kryzys, a ja chciałam iść do centrum handlowego, a nie znów na górę, rozbierać, ubierać i znów na dół (litości!), wszedł listonosz, włożył listy do skrzynek, nic nie powiedział
  • u lekarza w gabinecie, żeby dziecko się uspokoiło, i to nie raz (lekarze są z tym zupełnie na luzie)
  • na korytarzu w studium języków obcych UMK, przed egzaminem zwalniającym z zajęć z języka obcego. Nakarmiłam piersią kilka razy, zdałam ten egzamin i teraz nie muszę "szczuć" moich kolegów i koleżanek podczas zajęć, bo na nie nie uczęszczam. Ha! Trolololo ;)
  • w holu biblioteki uniwersyteckiej - bo mam tam zajęcia i akurat tego dnia muszę być na zajęciach 3 godziny pod rząd, co daje 4h poza domem, czyli za dużo - jeździmy razem. Wychodzę, karmię, wracam do grzebania w InDesignie. Mąż czeka cały czas z młodą w pobliżu sali na wygodnych kanapach. Jeśli ktoś coś mówi, to wtedy, gdy chce pomóc (z wózkiem, przynosi zgubioną czapkę), albo się zachwyca, że mamy śliczne dziecko
  • na basenie w szatni i w holu - bo chodzę na basen w ramach wf-u (właśnie po wyżej wymienionych zajęciach) i dziecko chodzi ze mną, siedzi na widowni i czeka z tatą
  • u kumpeli lesbijki w domu, bo akurat byłam u niej w odwiedzinach, jadłam nachosy i gadałyśmy sobie. Nie miała z tym problemu. Jej dziewczyna też nie.
  • w przebieralni Tk Maxxie, nawet pieluchę tam zmieniałam. Uprzedziłam obsługę, zapytałam oczywiście, nie stawiałam przed faktem dokonanym. Nie było problemu.
Te wszystkie ordynarne dyskusje o świętych Matkach Polkach krowach z cyco-wymionami, wspinających się na pomniki i karmiących ostentacyjnie niczym Amazonki na rączych koniach... Te wszystkie dyskusje dzieją się głównie w internecie. Ja osobiście spotykam się tylko z życzliwością. I oby tak zostało. A niech ktoś spróbuje zwrócić mi uwagę, to...

a) opryskam go mlekiem i nakrzyczę na niego, jak bohaterka ostatnio popularnej miejskiej legendy
b) wytłumaczę merytorycznie, dlaczego robię to, co robię

Zgadnijcie, a czy b? :) I jeszcze jedno - spotkaliście kiedyś Matkę Polkę-krowę z cycami dyndającymi na wierzchu? Ja nie. Tylko raz, w szpitalu, odczułam pewien dyskomfort, kiedy koleżanka z sali poporodowej nieco zbyt dosłownie odebrała temat wietrzenia sutków i odpięła sobie napy z obu stron koszuli, pozwalając swojemu biustowi swobodnie... nieważne. Byłyśmy w szpitalu, tak? Nic jej nie powiedziałam, bo oddział ginekologiczno-położniczy to w skrócie: Gołe cipki, gołe tyłki, gołe cycki, gołe brzuchy, gołe noworodki. Krew, szwy, płacz, radość, strach. Życie. Ale o tym może innym razem.

A na koniec pozwolę sobie skorygować tytuł posta, za pomocą odpowiedzi na to retoryczne pytanie.

Chodzę wszędzie jak wolny człowiek, bo mam do tego prawo - bycie matką nie oznacza, że trzeba zostać w domu, a karmię piersią, ponieważ moje własne mleko jest najlepszym pokarmem dla mojego dziecka.

Zanim zwrócisz uwagę karmiącej mamie lub wulgarnie się do niej odezwiesz, pamiętaj, że zawstydzanie matki karmiącej dziecko w miejscu publicznym jest niezgodną z prawem formą nierównego traktowania.

Everybody knows that we live in a world
Where they give bad names to beautiful things
Everybody knows that we live in a world
Where we don't give beautiful things a second glance

Heaven only knows that we live in a world
Where what we call beautiful is just something on sale
People laughing behind their hands
While the fragile and the sensitive are given no chance



...bo pomijając czysto praktyczne aspekty, karmienie piersią może być jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie przydarzają się w życiu kobiety. Ale w to nie musisz wierzyć. Za to musisz mieć szacunek do karmiącej mamy.

Amen.

PS. Podczas pisania tego artykułu nie ucierpiało żadne dziecko. A już na pewno nie moje, bo było karmione chyba ze trzy razy. :D